Czas, kiedy ceny polskich obligacji skarbowych rosły wbrew oczekiwaniom, już się skończył, a dochodowości są w dołku. Sposobem na wyższy zysk są obligacje korporacyjne, ale tu najważniejszą kwestią jest odpowiednia dywersyfikacja portfela — nawet jeśli inwestować będziemy poprzez fundusze. Na rynkach zagranicznych trzeba będzie liczyć na wyniki bardziej wyrafinowanych strategii, a czarnym koniem mogą być peryferia strefy euro, uważa specjalista Skarbca.

TRZY PYTANIA DO... GRZEGORZA ZATRYBA, GŁÓWNEGO STRATEGA SKARBIEC TFI
1. Czego można spodziewać się na rodzimym rynku obligacji w 2017 r.?
W Polsce trzeba się liczyć ze wzrostem rentowności obligacji skarbowych, a więc spadkiem cen. Co prawda nikt dziś nie przewiduje podniesienia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, ale może pojawić się presja na taki ruch. Chyba że — wbrew temu, co mówi rząd — wzrost gospodarczy będzie słabł. Wzrostu rentowności możemy spodziewać się także w przypadku pogorszenia sytuacji budżetowej, co zwiększy premię za ryzyko. Nie ma sposobu na przyzwoite stopy zwrotu. Czas, kiedy ceny obligacji rosły wbrew oczekiwaniom, już się skończył, a dochodowości są obecnie w dołku. Na koszyku mieszanym z papierami o różnych terminach zapadalności powinniśmy zarobić około 2 proc., ale jest to prognoza oparta na wielu założeniach i przy licznych czynnikach ryzyka, więc ostateczny wynik portfela może odbiegać od oczekiwanego nawet o plus/ minus 2 pkt. proc. Sposobem jest trzymanie się papierów o zmiennym oprocentowaniu, co nie powinno być problemem dla inwestora indywidualnego.
2 Czy wyjściem będą obligacje korporacyjne?
Papiery korporacyjne zapewniają sporo wyższe rentowności, ale są one obciążone większym ryzykiem. Szczególnie w minionym roku byliśmy świadkami wielu problemów ze spłatą zobowiązań. Grunt to budowa zdywersyfikowanego portfela, w którym koncentracja na emitenta nie będzie przekraczać 5 proc. Dla inwestora indywidualnego budowa takiego portfela może stanowić problem, jeżeli nie dysponuje on kilkoma milionami złotych kapitału. Rynek nie jest wystarczająco płynny i różnice między cenami ofert kupna a sprzedaży są stosunkowo wysokie. Rozwiązaniem są fundusze inwestycyjne, które mogą z większą łatwością zbudować odpowiedni portfel. Należy zwracać uwagę na to, ile fundusz ma emitentów, i inwestować w te bardziej zdywersyfikowane.
3 Czy na zagranicznych rynkach długu są ciekawe okazje inwestycyjne?
W Stanach Zjednoczonych szykują się w przyszłym roku 2-3 podwyżki stóp procentowych. W strefie euro koszt pieniądza pozostanie raczej bez zmian, a Europejski Bank Centralny będzie kontynuował program skupu obligacji, jednak przy tych rentownościach niekoniecznie możemy liczyć na sensowne zyski. Ciekawym pomysłem jest wykorzystanie różnic w wysokości stóp procentowych między euro a złotym. Polega to na kupnie obligacji euroobligacji emitowanych przez podmioty polskie, by nie narażać się na dodatkowe ryzyko, i hedgować je do naszej waluty. Obecnie stopa zwrotu z tej operacji pozwala zarobić do 3 proc. Więcej możliwości dają rynki rozwinięte, w których rentowności są wyższe, ale okupione proporcjonalnym ryzykiem. Atrakcyjny stosunek tych dwóch czynników zapewniają peryferyjne kraje strefy euro. Rentowność papierów portugalskich sięga obecnie 3,6 proc., także dochodowość papierów hiszpańskich jest znacząco wyższa niż niemieckich, przy braku dużego ryzyka politycznego. Przy poprawiającej się sytuacji gospodarczej w Europie powinniśmy zobaczyć zmniejszenie spreadów tych emitentów w stosunku do obligacji niemieckich. Przy spadku rentowności o 20-30 pkt. baz. mamy potencjał dodatkowego zysku na poziomie 1,5 proc., co w przypadku Portugalii daje stopę zwrotu na poziomie 5-5,5 proc. Realizacji tego scenariusza może jednak przeszkodzić materializacja ryzyka politycznego, takiego jak zwycięstwo Marine Le Pen w wyborach prezydenckich we Francji, której skutkiem mogłoby być poszerzenie spreadów. [Rozmawiał: Robert Szklarz]