Kobiety odpowiadają za 80 proc. decyzji konsumenckich na świecie, a faceci na to prawie nic.
"Puls Biznesu": Nasz czytelnik prosił, więc nie mogę nie zapytać. Co przyniosło panu większy przychód: zarządzanie czy pisanie o zarządzaniu?
Tom Peters: Jeśli mam być uczciwy, to odpowiedź może być tylko jedna. Pisanie. Jednak żeby mieć o czym rozprawiać, wciąż analizuję, zbieram informacje, rozmawiam. Co nie znaczy, że praktyką nigdy się nie parałem.
Gdzie, jeśli można wiedzieć?
W Wietnamie na przykład. Służyłem w US Navy przez dwa lata i na wojnie miałem pod sobą małą kompanię.
Niezła praktyka.
Zarządzanie, gdy inni do ciebie strzelają? Oczywiście niezła.
A nie obawia się pan, że pańska idea "dążenia do doskonałości" nie jest już uniwersalna w "nowym świecie" po obecnym kryzysie? Że upadła? Bo przecież to, co widzimy, nie jest chyba przejawem dążenia do doskonałości...
Hm, po tak prowokacyjnym pytaniu można zacząć tak: to nie wielkie firmy i holdingi są podstawą gospodarek, zarówno polskiej, jak i amerykańskiej. Dlatego nie patrzę przez pryzmat ich kłopotów. Bo niektórzy tzw. guru zarządzania z zapałem piszą o gigantach w stylu General Electric, ale idea doskonałości to jest coś dla mniejszych biznesów. Co nie znaczy, że gorszych. Dostaję tysiące e-maili od firm, których nazwy nic panu nie mówią, a które wzięły sobie moje porady do serca, i to działa. Zna pan Siemensa?
Znam.
Ja też. Ale to nie dzięki Siemensowi Niemcy jeszcze do 2009 r. były największym eksporterem na świecie. To zasługa Mittelstand, małych i średnich przedsiębiorstw z tego kraju. I stamtąd pisze do mnie właściciel małego zakładu produkującego świece. O dużych panu nie powiem, bo to nie mój target. Poza tym nie jestem na tyle arogancki.
Żeby nikt nie powiedział, że Tom Peters to ściema?
Ściema, bo ma ego wielkości Everestu? Nie mam takiego ego. Nie wierzę, że mogę poruszyć tysiące, szarpnąć w podstawach wielką firmę. Choć są w mojej branży i tacy. To straszne.
Obiecują, że jutro słońce wstanie z innej strony. Tylko posłuchaj i zapłać.
No i potem jest frustracja. My nie dajemy szczegółowych instrukcji, gotowych rozwiązań. Od tego jest właśnie menedżment. Wolę wskazywać błędy i dawać ideę, kierunek działania i myślenia. Szukać doskonałości.
I woła pan: faceci! nie dbacie o kobiecą klientelę! A przecież np. nasz człowiek, Wojciech Inglot, robi superpudry, lakiery i szminki...
Kobiety kupują, więc niektórzy mężczyźni coś tam dla nich robią, ale potencjał, jaki wykorzystują, jest nikłą częścią tego, co można zrobić. Innymi słowy: kobiety zrobiłyby więcej, ale jest ich za mało jako prezesów.
Co robić?
Nike czy McDonald’s już robią. Zmieniają swoją strategię, zwracają uwagę na kobiety. Panie nie kupowały gier komputerowych. Nie potrzebowały ich? Ależ skąd! Po prostu były to głównie gry wojenne, dlatego nie kupowały. Nie było produktu dla nich.
Faceci są głupi?
Na to mi wychodzi. Kobiety odpowiadają za 80 proc. decyzji konsumenckich na świecie, a my na to... prawie nic. Głupie, męskie ego.
Z drugiej strony zakłada pan, że ego szybko zmądrzeje.
Bo tym bardziej w kryzysie ego będzie szukać pieniędzy. I znajdzie je wśród kobiet i starszych ludzi. Marketing odwróci się od młodych. Już to się od paru lat tli. Coraz więcej się o tym mówi. A więc lada moment ruszy lawina.
Ruszy i zmiecie stary świat? Po gospodarczej zadyszce przeniesie się pan do Pekinu czy New Delhi?
Eee tam, spokojnie. Fakt: Chiny i Indie będą rosły. Szybciej niż Unia, Stany i Japonia. Ale jak połączymy te trzy rynki, to wyjdzie nam gigantyczna gospodarka. Bez żadnej konkurencji. Można zachwycać się Szanghajem i Bombajem, jednak świat nie zmienia się w jedną noc.
A pan chce kraje zmieniać. Na marki. Polskę też się da?
Oczywiście. Każda instytucja, a także kraj jest lepszy, jeśli ma czystą ideę, gdzie chce iść z gospodarką. By mówić tylko o tym, zostałem zaproszony na Tajwan, do Korei, do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Szefowie tych krajów myślą na serio nie tylko o poszczególnych firmach, biznesach, ale także globalnie. W czym jesteśmy dobrzy, co możemy sprzedać światu. Czy i jaki robić zwrot.
Niczym Irlandia dwadzieścia lat temu.
Tam się udało. Problem w tym, że to nie jest tak, że premier strategię łaskawie ogłasza i jest. To trzeba dopracować, skonsultować i wprowadzić. Konsekwentnie. A nie tylko gadać.
A przecież pan mową fechtuje. Potrafi pan dać niezłe show. W Warszawie też tak będzie?
Kto wie.

Lektury bez nudy
O Tomie Petersie zaczęło być głośno już od jego pierwszej książki w 1982 r., aktualnej także dziś. "W poszukiwaniu doskonałości" stała się lekturą kilku pokoleń biznesmenów. Nie znajdziemy tam seminaryjno-gabinetowej nudy, przydługich kazań i przegadanych banałów. Tom Peters w pisaniu i doradztwie stawia na spontaniczność i energię. Zachęca do działania ze stanem umysłu nastawionym na doskonałość. Oto próbka: "Kiedyś mówiło się dzieciom, żeby zjadły kolację, bo gdzieś tam głodują Chińczycy. Teraz mówi się, żeby odrobiło lekcje, bo Chińczyk już czeka na jego pracę".
