Zaczynam wierzyć, że na giełdzie rzeczywiście można pomnożyć zainwestowany kapitał. Jak widać, powiedzenie „początki są zawsze trudne” sprawdza się również na rynku kapitałowym. Początek mojej przygody z giełdą był rzeczywiście niezbyt zachęcający. Zaczynałem z portfelem 5 tys. zł i w ciągu zaledwie dwóch tygodni straciłem blisko 25 proc. środków. Nadal nie posiadam zbyt wielkiego doświadczenia, lecz po początkowych trudnościach zacząłem odrabiać straty. Dziś z podniesionym czołem mogę powiedzieć, że wyszedłem na plus, a to nigdy mi się jako straceńcowi nie udawało.
Będąc nieudacznikiem w swych decyzjach inwestycyjnych podpieram się rekomendacjami domów maklerskich publikowanymi w prasie. Z początku byłem do nich nieufny, lecz w większości celne zalecenia dotyczące Prokomu oraz PKN Orlen przekonały mnie, że warto słuchać się specjalistów. W tym przekonaniu ugruntowała mnie zwłaszcza odważna wycena papierów Prokomu przez analityków DM BOŚ pod koniec sierpnia. Przy ówczesnej cenie około 87 zł za walor specjaliści banku oszacowali wartość jednego papieru Prokomu na prawie 150 zł. Wydawało mi się to wprost nieprawdopodobne. A dziś proszę — jestem szczęśliwym posiadaczem 25 akcji, których cena zbliżała się już do 110 zł. Ostatnio pojawiło się jednak kilka mniej korzystnych dla Prokomu rekomendacji, ale widać, że potencjał wzrostowy spółka jeszcze ma. Poczekam więc aż kurs osiągnie przynajmniej 120 zł i być może wtedy sprzedam moje akcje inkasując 40-proc. zysk.
Ostatnie wzrosty na rynku zasiały we mnie sporo wątpliwości. Czuję się trochę zdezorientowany. Nie wiem mianowicie, jak wybrać spółkę, która będzie drożeć najszybciej. Sądziłem, że dobrą inwestycją będzie kupno bankrutującego Apeximu. Wierzyłem, że po Netii i Interii spekulanci prędzej czy później zjawią się również w Apeximie doprowadzając do równie oszałamiającego wzrostu ceny jego papierów. Niestety, przeliczyłem się, a spodziewany szturm nie nastąpił. Stwierdziłem więc, że dłuższe zaangażowanie w firmę o bardzo niepewnej przyszłości jest zbyt ryzykowne i sprzedałem posiadany pakiet 125 akcji. Prawdę mówiąc, nie mogę narzekać. Kupiłem Apexim po 17,50 zł, a sprzedałem w miniony czwartek po 19,50 realizując ponad 11-proc. zysk. Jednak pewien niedosyt pozostał...
W ubiegłym tygodniu spółki zaczęły publikować raporty za trzy kwartały 2001 r. W olbrzymiej większości daje się zauważyć pogorszenie zysku netto i przychodów w porównaniu z analogicznym okresem 2000 r. Postanowiłem więc znaleźć taką firmę, która wyróżnia się z ogólnej mizerii, a jednocześnie otrzymuje pozytywne rekomendacje domów maklerskich. Znalazłem tylko dwie: Elektrim Kable i TP SA. Do pierwszej z nich nie byłem specjalnie przekonany, bo jakoś nigdy nie zdarzyło mi się bliżej jej przyglądać, natomiast drugą zna każdy. Co prawda telekom jeszcze nie przekazał swych wyników, a analitycy raczej spodziewają się pogorszenia wyników spółki, niemniej jednak to właśnie TP SA stała się moim faworytem. Złożyło się na to kilka czynników.
Pierwszym pozytywnym sygnałem były prognozy, że spółka znacząco zwiększy przychody i zysk w IV kwartale 2001 r. Kolejną dobrą wiadomością było sfinalizowanie transakcji z Prokomem w sprawie kupna akcji WP, o czym na rynku mówiło się już w ubiegły czwartek. Na dodatek, w ostatnim czasie spółka zbiera same dobre rekomendacje. Na przykład Lehman Brothers wycenił jeden walor telekomu na 22 zł. Tymczasem ja kupiłem akcje TP SA po 14,70 zł, co oznaczałoby około 50-proc. dyskonto. Wygląda to nieprawdopodobnie, ale z Prokomem też tak było. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak znów zaufać radom analityków.