To kolejny front wojny na górze

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-10-2008, 00:00

Polska staje się drugą Szwajcarią — niestety, nie ze względu na poziom PKB na mieszkańca, lecz na wiarę w cudowną moc demokracji bezpośredniej. Od lewa do prawa co chwilę ktoś podnosi swój problem do rangi konstytucyjnej "sprawy o szczególnym znaczeniu dla państwa". A to euro, a to tarcza antyrakietowa, a to prywatyzacja służby zdrowia.

Niezależnie od tego, czy referendalną inicjatywę zgłasza prezydent, partia czy grupa obywateli — nie można abstrahować od realiów prawno-politycznych. Zgodnie z Konstytucją RP z 1997 r. referendum ogólnokrajowe zarządza albo Sejm bezwzględną większością głosów, albo prezydent za zgodą Senatu, wyrażoną także bezwzględną większością głosów. Takie związanie głowie państwa rąk wpisane zostało przez komisję konstytucyjną w reakcji na numer, jaki na odchodnym wyciął prezydent Lech Wałęsa. W samej końcówce kadencji, po przegranej reelekcji, zarządził referendum uwłaszczeniowe. Aleksander Kwaśniewski nie chciał zaczynać od jego anulowania, wobec czego Sejm do pytania prezydenckiego dołożył cztery własne. W efe-kcie 18 lutego 1996 r. odbyło się najgłupsze referendum III RP, którego — na szczęście — nikt już nie pamięta.

Trudno przypuszczać, żeby Senat, zdominowany przez Platformę Obywatelską, poparł inicjatywę Lecha Kaczyńskiego, zdecydowanie konfrontacyjną wobec programu tej partii. Prezydent nie ma szans, ale za to odegra się jeszcze częstszym wetowaniem — lub odsyłaniem na leżakowanie do Trybunału Konstytucyjnego — ustaw konfrontacyjnych wobec jego programu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu