To nie koniec upadłości

Marcin Bołtryk
opublikowano: 12-10-2009, 00:00

Jeśli porównać gospodarkę do jazdy na nartach, to kryzys oznacza upadek. Niestety — w transporcie wielu się nie podniesie.

pierwszym półroczu 2009 r. liczba upadłości firm w Polsce wzrosła o 53 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. To ogólnie. Bo w transporcie ten wskaźnik wyniósł ponad 8 razy więcej — 440 proc. Kryzys w krajach uważanych dotąd za potęgi gospodarcze, takich jak USA czy Rosja, drastycznie zredukował eksport z Europy.

— Dodatkowo duże rozdrobnienie polskich firm transportowych, wysoka cena ropy, rosnące koszty kapitału oraz czynniki inflacyjne przyczyniły się do wzrostu upadłości firm z tego sektora. Dotyczy to głównie małych firm transportowych z jednym-dwoma samochodami. Bardzo wiele z nich zawiesiło lub zlikwidowało działalność. Również kilkanaście firm średnich i dużych rozpoczęło postępowanie upadłościowe — najgłośniejsze to Trans Południe i Trans Glob — opowiada Adam Rams, wiceprezes Grupy Delta Trans.

Rynek schudnie

Zdaniem Andrzeja Szymańskiego, dyrektora zarządzającego Dartom, to jeszcze nie koniec upadłości.

— Wydaje mi się, że po podsumowaniu drugiego półrocza okaże się, że liczba bankructw wzrosła. Dlaczego? Główną przyczyną jest niski popyt i co za tym idzie — drastyczny spadek stawek transportowych. Wpływ na liczbę upadłości ma również duże rozdrobnienie rynku, które nie sprzyja stabilizacji i powoduje nadmierną konkurencję — wyjaśnia Andrzej Szymański.

Światełkiem w tunelu jest powolne odbijanie od dna. Od dwóch miesięcy poprawia się koniunktura na rynku europejskim, więc rośnie zapotrzebowanie na usługi transportowe. Ostatnie tygodnie pokazały nawet, że dalszy wzrost produkcji przemysłowej i konsumpcji może w krótkim czasie doprowadzić do nadwyżki popytu na usługi transportowe.

— Trzeba jednak pamiętać, że tabor zmniejszył się o wiele bardziej niż liczebność firm transportowych, bo firmy, które pozostały na rynku zredukowały tabor. Dodatkowo statystyki nie uwzględniają mikrofirm, które zlikwidowały działalność. Odbudowa floty samochodowej będzie trudna ze względu na ograniczony dostęp do finansowania, wprowadzony przez banki i inne instytucje finansujące — mówi Andrzej Szymański.

To źle?

— Niekoniecznie. W moim przekonaniu to korzystne dla branży, gdyż ograniczy niekontrolowany i nieracjonalny przyrost liczby samochodów, jaki miał miejsce w latach przed kryzysem. Dzięki temu stawki transportowe będą mogły wrócić do poziomów opłacalności i poprawi się kondycja finansowa przewoźników — przekonuje Andrzej Szymański.

Bez pomocy

Firmy, które pozostają na rynku, muszą prowadzić działalność w bardzo trudnych warunkach. Poza niską podażą główny problem stanowią nieracjonalnie niskie ceny usług i rosnące problemy z pozyskiwaniem należności.

— Nie ma żadnych ułatwień dla przedsiębiorców, które mogłyby niwelować skutki kryzysu. Wprowadzono, co prawda, pakiet antykryzysowy, ale firmy transportowe go nie wykorzystują — zauważa Adam Rams.

Przewoźnicy musieli sami sobie radzić w kryzysie. I zdaniem Jana Buczka, prezesa ZMPD, zdali egzamin.

— Dlatego irytują nas politycy, którzy próbują sobie przypisywać zasługi. Tymczasem polscy przedsiębiorcy, którzy za własne pieniądze stworzyli firmy i tysiące miejsc pracy, czują się odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale też za swoich pracowników, dlatego tak zdecydowanie walczą o przetrwanie — zaznacza Jan Buczek.

Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
×
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Rząd niewiele robił, by złagodzić skutki kryzysu. Dane makroekonomiczne pokazują, że biznes sam sobie poradził. Oczywiście, są ofiary, ale przy globalnym kryzysie trudno ich uniknąć.

— Szkoda, że państwo nie wspiera naszych wysiłków. Przewoźnicy, którzy utracili klientów na dotychczas eksploatowanych rynkach, poszukują nowych. Zlecenia pozyskiwane obecnie nie są zbyt rentowne, ale pomagają przetrwać. Mamy informacje o wielu firmach, które zbankrutowały albo są blisko upadku. Bardzo źle się stało, że wśród bankrutów są ogromne przedsiębiorstwa, które można było nazwać firmami flagowymi na rynkach transportowych. Firmy, które przetrwały, chciałyby skorzystać z gwarancji kredytowych, ale te należą się teraz tylko bankrutom. To wina państwa, które nie wspiera tych, którzy ogromnym wysiłkiem walczą o utrzymanie się na rynku — dodaje Jan Buczek.

Branża ocenia działania rządu w kryzysie jako niewystarczające.

— W 2008 r., podczas protestu celników, informowaliśmy o pierwszych symptomach nadchodzącego kryzysu, ale przedstawiciele państwa zignorowali nasze sygnały. Przez wiele miesięcy domagaliśmy się podjęcia działań w celu poprawy przepisów, bo chcieliśmy przestawić je z głowy na nogi. W międzyczasie dotarła do nas fala kryzysu. Ponieważ przewoźnicy działają na rynku międzynarodowym, odczuliśmy ją najdotkliwiej. Rząd dopiero pod groźbą ogólnopolskiego protestu podjął się współpracy z nami– opowiada Jan Buczek.

Uwaga na hurraoptymizm

Od jakiegoś czasu pojawiają się nieśmiałe sygnały ożywienia gospodarczego. Najbliższe miesiące pokażą, czy mamy do czynienia z końcem kryzysu, czy to dopiero lekkie i krótkotrwałe odbicie.

— Przestrzegałbym przed huraoptymizmem, który może źle się skończyć. Wszyscy musimy zachować umiarkowanie w podejmowaniu decyzji i zastanawiać się nad konsekwencjami. Mam pewne obawy w stosunku do przedsiębiorców transportowych, którzy wielokrotnie udowadniali swoją nieobliczalność. Dlatego ograniczenia ze strony banków i firm leasingowych byłyby dobrym hamulcem dla transportowców, którzy w warunkach dobrej koniunktury chcieli zbyt szybko rozwijać swoje firmy — dodaje Andrzej Szymański.

Zdaniem Adama Ramsa największym wyzwaniem dla przewoźników jest teraz wspólne przeciwstawianie się nadmiernym obniżkom cen za usługi.

— Ostra konkurencja cenowa wynikająca z desperackiej próby przetrwania, podjętej przez wielu małych przewoźników, oraz pogarszająca się sytuacja gospodarcza i szukanie nawet chwilowych oszczędności przez zleceniodawców, potęguje problem niskich cen usług. Obecnie trudno prognozować, jak sytuacja na rynku będzie się kształtowała w najbliższej przyszłości. Bez przywrócenia równowagi cenowej trudno jednak o pozytywną perspektywę — ostrzega Adam Rams. l

Marcin Bołtryk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane