Podobna sytuacja jak w przetargu na testy na BSE zdarzyła się podczas zamawiania radarów dla pograniczników. Tam się ugięliśmy.
Kontrowersje z unieważnieniem przetargu przez Reprezentację Komisji Europejskiej (RKE) pojawiają się nie po raz pierwszy. Na początku roku „PB” informował, że unijna administracja unieważniła wynik wartego 40 mln EUR przetargu na dostawę radarowego systemu ochrony granicy morskiej Polski. Wówczas dwukrotnie komisja przetargowa wybierała ofertę polskiego Ster-Projektu (w konsorcjum z brytyjskim Denbridge) i dwukrotnie RKE nie akceptowała tej decyzji. Ostatecznie straż graniczna podpisała umowę z niemieckim Atlas Elektronik (w konsorcjum z polskim WPRT), który złożył ofertę droższą i uznaną przez komisję przetargową za gorszą.
W przypadku tamtego przetargu też pojawiały się kontrowersje wiązane z pochodzącym tym razem z Niemiec ekspertem obserwatorem w przetargu. Sprawą zainteresowali się posłowie, ale skończyło się na kilku interpelacjach w Sejmie i wyciszeniu problemu.
Po naszym artykule zaś zadzwoniło mnóstwo osób z informacjami, że takie sytuacje zdarzają się nagminnie, a w dużych przetargach pieniądze unijne muszą wracać do firm unijnych. RKE stanowczo stwierdziła wówczas, że to nieprawda.
„Z 308 procedur przetargowych (Phare 2000 i 2001) powtórzono ocenę ofert zaledwie w 11 proc. przypadków. Z tego odsetka w 14 przypadkach firma, która została wyłoniona, różniła się od pierwotnie wskazanej. W jednym przypadku firma z UE była pierwotnie wskazana, a ostatecznie została wybrana firma polska, a w trzech wypadkach (czyli mniej niż 1 proc. przeprowadzonych procedur) firma polska była pierwotnie wskazana, a ostatecznie była wybrana firma unijna” — poinformował nas wówczas Bruno Dethomas, ambasador UE w Polsce.
— Blisko 10 proc. wyników przetargów nie jest akceptowane przez RKE. Strat pieniędzy nie ma aż tak wiele — mówi Tadeusz Kozek, podsekretarz stanu w UKIE.
— Kiedyś, jak nie byliśmy w UE, na takie rzeczy mogliśmy się zgadzać, ale teraz jesteśmy państwem członkowskim, więc należy interweniować tak wysoko, jak to tylko możliwe — mówi Krzysztof Jażdżewski, p.o. głównego lekarza weterynarii.
Okiem eksperta
Wszechobecna biurokracja
Polscy politycy i urzędnicy mogą się w tej chwili przekonać, że nie tylko nasz system jest podatny na patologie. Tam, gdzie w grę wchodzą bardzo duże pieniądze, dystrybuowane przez jakąkolwiek biurokrację, czy to polską, czy europejską, istnieje ogromna pokusa do machinacji, łamania prawa, dokonywania z góry ustalonych wyborów. Sterowane przetargi zdarzają się nie tylko w Polsce. Praktyka ta jest obecna także w UE, czego przykładem jest wiele ujawnionych skandali, i nie widać sposobu, jak ją ograniczyć. Im większe pieniądze i biurokracja, tym mniejsza szansa, że środki zostaną właściwie spożytkowane. Jedyny sposób na złamanie tej prawidłowości, to ograniczenie redystrybucji i wyłączenie spod władzy biurokracji dużych pieniędzy.
ANDRZEJ SADOWSKI
Centrum im. Adama Smitha