To nie stopy zdołują wyniki banków

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-10-29 00:00

Według ekspertów PKO BP, obawy o zyski banków w obliczu spadku stóp procentowych są przesadzone. Nie docenia się natomiast wpływu zagranicy.

Analitycy PKO Banku Polskiego zakładają, że pod koniec 2015 r. inflacja wyniesie 1,5-2 proc., przy czym jeszcze do końca 2014 pozostanie poniżej zera. To powinno skłonić Radę Polityki Pieniężnej (RPP) do obniżki stóp procentowych w listopadzie 2014 r. Eksperci PKO BP zakładają, że obniżka wyniesie 0,25 pkt. proc. i na tym RPP zakończy cykl luzowania polityki pieniężnej.

— Zakładam, że w listopadzie nastąpi symetryczna obniżka podstawowej stopy procentowej oraz stopy lombardowej o 0,25 pkt. proc., ale nie jestem o tym silnie przekonany. Trzeba mieć na uwadze, że spready na kredytach konsumpcyjnych są w Polsce ogromne — zaznacza Radosław Bodys, główny ekonomista PKO BP.

W październiku RPP obniżyła stopę referencyjną o 0,5 pkt. proc., a lombardową o 1 pkt proc. Od poziomu tej ostatniej zależy maksymalne oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych,a tym samym w dużej mierze zyski banków.

— Można się spodziewać, że segment kredytów konsumpcyjnych stanie się mniej dochodowy, choć i tak będzie najbardziej dochodowy ze wszystkich innych segmentów — uspokaja Radosław Bodys.

— Z punktu widzenia banków istotny jest całkowity koszt takiego finansowania, a niekoniecznie wynika on z odsetek. Gwarantuję, że jest parę pomysłów, jak sobie z tym poradzić — dodaje Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO BP. Według ekspertów banku, siła nabywcza polskiego konsumentabędzie się poprawiać wraz z poprawą na rynku pracy. Mimo spadku stóp procentowych nie ma więc powodu do tego, by banki ograniczały dostęp do kredytów konsumpcyjnych w obawie o stosunek ryzyka do ewentualnych zysków. Tym samym rosnący wolumen kredytów powinien pokryć spadek marż.

— Przykręcanie śruby w tym segmencie klientów byłoby nielogiczne. Oczywiście oprocentowanie musi kompensować ryzyko, ale jeśli w najbliższych latach gospodarka będzie się rozwijać, to nie widzę powodu, by banki z tego segmentu wychodziły — tłumaczy Mariusz Adamiak.

Zdaniem ekspertów PKO BP to, co jest realnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki, a w konsekwencji dla banków, to sytuacja w Eurolandzie. Bo choć Polska nie przyjęła euro, to jest z tą strefą silnie związana.

— Popyt w gospodarce strefy euro jest około 5 proc. niższy niż w 2008 r. Problemem wielu krajów jest duże zadłużenie i sytuacja na rynku pracy. Niemcy muszą zrozumieć, że przy niskim popycie z sektora prywatnego gospodarkę musi stymulować sektor publiczny. Bez tego mizeria będzie coraz większa, rosnąć będą wskaźniki długu do PKB, a także frustracja społeczna. Kontynuacja obecnego podejścia Niemiec i strefy euro do gospodarki to prosta droga na cmentarz — kwituje Mariusz Adamiak.