To nie ten Wiktor

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-03-2007, 00:00

Symbolika wczorajszej wizyty prezydentów Wiktora Juszczenki i Lecha Kaczyńskiego w mateczniku Orlenu, czyli w płockiej rafinerii przerabiającej rosyjską ropę, jest oczywista. Niestety, to wciąż symbolika. Przestałem już nawet liczyć polskich i ukraińskich prezydentów i premierów, w których ustach „popłynęła” ropa z Brodów do Płocka, a dalej do Gdańska i do Unii Europejskiej. Na własne uszy usłyszałem to pierwszy raz bodaj od premierów Leszka Millera i Anatolija Kinacha, ale pomysł jest jeszcze starszy.

Panowie prezydenci optymistycznie założyli, że ich polityczna wola ma taką moc sprawczą, iż teraz gigantyczną inwestycję może już bez problemów brać na swoje barki biznes. Wiśta wio — łatwo powiedzieć… Ropa z Baku miałaby być tłoczona ropociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję, potem wieziona tankowcem przez Morze Czarne, a następnie z terminalu w Odessie (to już drugi przeładunek) tłoczona ropociągiem przez Brody do Płocka. W przypadku hipotetycznej ropy kazachskiej dodatkowo dochodziłoby pokonanie Morza Kaspijskiego, tankowcem lub podwodnym ropociągiem, a dalej szlakiem ropy azerskiej.

Na maj zapowiedziany został energetyczny szczyt pięciu prezydentów, którzy mieliby postawić polityczną kropkę nie tyle nad „i”, ile nad całym korytarzem transportowym. Idea szczytu szczytna, jest tylko drobny problem. Otóż prezydenci obu państw surowcowych, czyli Nursułtan Nazarbajew z Kazachstanu i Ilham Alijew z Azerbejdżanu, rzeczywiście są decydentami, i to absolutnymi. Decydenci wybrani demokratycznie to Micheil Saakaszwili z tranzytowej Gruzji oraz Lech Kaczyński — dzięki specyficznej relacji z szefem rządu — z odbiorczo-tranzytowej Polski. Niestety — i piszę to z wielką przykrością — obecnie żadnym decydentem w kwestiach energetycznych nie jest Wiktor Juszczenko.

Sytuacja polityczna na Ukrainie ewoluuje na jego niekorzyść dosłownie z miesiąca na miesiąc. Jeszcze niedawno hierarchia władzy państwowej była oczywista — wspólnie panowali Wiktor I Juszczenko oraz Wiktor II Janukowycz. Strona rządowa wymyśliła nawet na tę okoliczność PR-owskie hasło „dwóch Wiktorów — jedna Ukraina”. Jednak dzisiaj „pomarańczowa rewolucja” to już przeszłość, a chwalebnym punktem odniesienia stało się „przełamanie kryzysu konstytucyjnego” i data 4 sierpnia 2006 r., gdy powstał rząd Janukowycza. Jego polityka w pierwszej kolejności uwzględnia — bez czołobitności, co trzeba podkreślić — jak najlepsze stosunki Ukrainy z Rosją. Kreml zaś z oczywistych powodów zrobi wszystko, aby nie dopuścić do uruchomienia naftowego szlaku z Kazachstanu i Azerbejdżanu do Europy — i te wątki już bardzo wyraźnie przebijają się w deklaracjach ukraińskich decydentów z obozu rządowego.

Szkoda, że wczoraj w Płocku poparcia dla ropociągu z Brodów do Płocka nie wyraził inny Wiktor — nominalnie drugi, ale realnie już pierwszy. Jego protokolarnym partnerem byłby oczywiście premier Jarosław Kaczyński, ale po naszej stronie zmiana rozmówcy nie miałaby większego znaczenia. Po ukraińskiej — ma wręcz decydujące.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu