To się wytnie

Albert Stawiszyński
16-06-2005, 00:00

Chcesz ośmieszyć konkurenta lub jego firmę? Nic z tego! Jeśli ogłoszenie narusza prawo prasowe, to raczej trafi do kosza.

Firma wchodzi na rynek z nowym produktem, zamierza zmienić swój wizerunek, pomówiony biznesmen chce sprostować pojawiające się na jego temat informacje — to tylko przykłady celów, którymi kierują się osoby zamieszczające w prasie ogłoszenia czy reklamy. Niewielu jednak wie, że wbrew obiegowej opinii za ich treść odpowiada także redakcja i tym samym przedsiębiorca nie na wszystko może sobie pozwolić.

Mateusz Rodzynkiewicz, prawnik z kancelarii Oleś & Rodzynkiewicz, podaje przykład ogłoszenia, które nigdy nie powinno było ukazać się w prasie.

— Jakiś czas temu sąd nakazał jednemu z czołowych polityków zamieszczenie w prasie wyjaśnienia, że pomówiona przez niego osoba „nie jest bandytą ze Zgierza”. Tekst tej treści ukazał się na łamach jakiejś gazety. Jednak poniżej, malutką czcionką, zostało dopisane „ale ze Skierniewic”. Nie jestem pewien, czy dobrze zapamiętałem nazwy miejscowości, być może chodziło o Pabianice, w każdym razie takie działanie na pewno było nieetyczne i niezgodne z prawem. Było kpiną z prawomocnego wyroku sądu. Gazeta nie powinna tego opublikować — twierdzi prawnik.

Na ogłoszenie jakiej treści może zatem liczyć przedsiębiorca? Odpowiedź tylko z pozoru jest prosta. Nie może ona być sprzeczne z przepisami prawa i zasadami współżycia społecznego.

Czego nie wolno

— To pojęcie ma charakter ocenny i dopiero analizując konkretną treść reklamy czy ogłoszenia, prawnik może prognozować, czy zachodzi ryzyko ich naruszenia — wyjaśnia Mateusz Rodzynkiewicz.

Przykład? W ramach naruszenia zasad współżycia mieści się m.in. naruszenie poczucia przyzwoitości, poniżanie czy ośmieszanie innych osób.

Anna Żebrowska, prawnik z kancelarii Gide Loyrette Nouel, dodaje, że powszechnie uznaje się, iż przeciwko zasadom współżycia społecznego wykraczają m.in. treści ogłoszeń nieprawdziwych, wzywających do aktów okrucieństwa czy też nawołujących do dyskryminacji określonej grupy osób ze względu na rasę, płeć, pochodzenie czy wyznanie.

W takich przypadkach redakcja powinna odmówić publikacji. To jednak nie wszystko.

— Reklamy i ogłoszenia muszą być tak oznaczone, by nie było wątpliwości, że nie stanowią materiału redakcyjnego. To już jednak leży w gestii redakcji — wyjaśnia Michał Wysocki, radca prawny z kancelarii Wysocki i Partnerzy.

Decyzja redakcji

Co ważne, redaktor naczelny czy wydawca ma również prawo odmówić opublikowania reklamy czy ogłoszenia, gdy jest ono sprzeczne z linią programową pisma.

— Na przykład czasopismo o profilu społeczno-ekonomicznym raczej nie opublikuje ogłoszenia agencji towarzyskiej na całą stronę. Taka decyzja wydawcy wynikać będzie z polityki programowej pisma, ujętej czasami w wewnętrznych regulaminach redakcji — mówi Mateusz Rodzynkiewicz.

Nie można też domagać się np. zamieszczenia reklamy towarów futrzanych w magazynie dla miłośników zwierząt.

Artur Ibek-Pasowicz, szef biura prawnego wydawcy „Rzeczpospolitej”, wyjaśnia, że na łamach dziennika nie są publikowane żadne reklamy czy ogłoszenia, w których jedna osoba pomawia drugą.

— W trakcie realizacji zamówienia możemy zaprzestać publikacji reklamy, jeśli spotkała się ona z negatywnym odbiorem czytelników, np. gdy uznana została za obraźliwą — dodaje Izabela Kowalczyk-Dudek, kierownik biura reklamy tygodnika „Polityka”.

W odróżnieniu od bezwzględnego zakazu publikacji treści sprzecznych z prawem lub z zasadami współżycia społecznego, odmowa publikacji treści niezgodnych z programowymi założeniami lub charakterem wydawnictwa ma charakter uznaniowy i zależy wyłącznie od decyzji redaktora albo wydawcy.

Zdarza się, że z reklamodawcami prowadzone są konsultacje mające na celu wyjaśnienie spornych kwestii.

— Wydawca lub redakcja musi działać w pełnym zaufaniu do ogłoszeniodawcy, albowiem samodzielnie nie jest często w stanie dokonać jednoznacznej oceny, czy reklama jest, czy nie jest sprzeczna z prawem — twierdzi Marek Tretyn, dyrektor ds. sprzedaży reklam i ogłoszeń „Gazety Wyborczej”.

Mateusz Rodzynkiewicz wyjaśnia, że spraw sądowych na tle publikacji reklam czy ogłoszeń jest stosunkowo niewiele.

— Tego typu spory rozstrzyga się w cywilizowany sposób, m.in. w drodze negocjacji z ogłoszeniodawcą, celem wygładzenia treści ogłoszenia budzącego wątpliwości, albo też arbitralnie, w drodze decyzji redakcji o odmowie opublikowania kontrowersyjnego tekstu. Znacznie częściej do sądów trafiają spory dotyczące artykułów dziennikarskich — mówi Mateusz Rodzynkiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Albert Stawiszyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / To się wytnie