To wyzwania się nas boją

Rafał Fabisiak
opublikowano: 25-06-2010, 00:00

Trzeba zmieścić 17 godzin pracy w półminutowym nagraniu. Proste? Może. Jednak tworzenie 30-sekundowego spotu reklamowego zaczyna się na długo przed pierwszym klapsem.

Wielu ludzi odpada z tego zawodu. Zaczynając, myślą: "Super, zawsze chciałem to robić".

— Połowa nowych rezygnuje po pierwszych dwóch tygodniach, reszta odpada później. Zostaje niewielu — twierdzi Kacper Sawicki, producent w domu produkcyjnym Papaya Films.

Dwa psy na planie

W tej pracy się czuje, że rok ma 365 dni. Żyją teraźniejszością, aktualnymi projektami, a nie tym, co będzie za miesiąc czy dwa. Wakacje? Niektórzy już zapomnieli, co to słowo znaczy.

— Mamy tyle pracy, że nie jestem w stanie zaplanować urlopu. Kiedy ostatnio miałem wyjechać na wycieczkę z dziewczyną, w ostatniej chwili się okazało, że muszę jechać na zdjęcia do RPA — wspomina Sebastian Jurczek, kierownik produkcji.

Opisując siebie na stronie firmy, stwierdził: "Nie boję się wyzwań, to wyzwania się boją mnie".

Coś w tym jest. Ośmiogodzinny tryb pracy można tu między bajki włożyć. Niekiedy pracują po 24 godziny na dobę.

— Nieraz klient chce, by nakręcić reklamę w ciągu kilku dni. Zaplanowanie tego w tak krótkim czasie wymaga, niestety, siedzenia po nocach — opowiada Sebastian Jurczek.

Dom produkcyjny ściśle współpracuje z agencją reklamową. Kiedy dostaje scenariusz, może się wziąć za planowanie.

— Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że zaplanowanie całego projektu to skomplikowana operacja logistyczna — mówi Kacper Sawicki.

Dom produkcyjny musi przemyśleć wszystko od początku do końca: zaproponować reżyserów, miejsce i czas kręcenia zdjęć, przeprowadzić casting dla aktorów. Planuje, od jakiego ujęcia zaczną się zdjęcia, jakie będą następne i na którym ujęciu się skończą, o której przyjedzie jedzenie dla ekipy, zamawia oświetleniowców, kamerę, operatora, zajmuje się scenografią, a nawet planuje, ile — i gdzie — ma być toalet.

Ale sztuka kręcenia reklamy nie polega tylko na świetnym zaplanowaniu całego przedsięwzięcia, ale też na… przewidywaniu tego, co może pójść nie tak i zabezpieczeniu się przed tym.

— Przykładowo: jeśli na planie mamy psa, to musimy mieć też drugiego. Jeden zawsze może odmówić posłuszeństwa. Jeśli ściągamy agregat prądotwórczy, to jeden może się zepsuć lub nie dojechać na czas, trzeba mieć w pogotowiu inny — tłumaczą pracownicy Papaya Films.

Ostatnio mieli kręcić zdjęcia na Majorce. Wszystko było dogadane. Plany pokrzyżował wybuch wulkanu i pył wulkaniczny, który zablokował lotniska. Ekipa musiała dojechać na Majorkę w inny sposób.

— Musieliśmy szybko zorganizować jakiś inny transport, a potem myśleć nad tym, jak wszyscy wrócą do Polski — mówi Kacper Sawicki.

Inna sytuacja zdarzyła się przy pracy nad reklamą kręconą tej — mroźnej — zimy. Odśnieżali ulicę Boduena w Warszawie.

— To było duże przedsięwzięcie, bo musieliśmy wysuszyć ogromny kawałek ulicy. Ale jak tylko zaczęliśmy zdjęcia, zaczął padać śnieg, więc musieliśmy ją z powrotem zaśnieżyć — dodaje.

Takich przykładów ma na pęczki.

Kto rano wstaje

Plan zdjęciowy reklamy dla marki CCC. Scenografia stworzona w bajkowej konwencji — pomysł zaczerpnięto z "Alicji w Krainie Czarów". Koncepcja jest prosta — w 10-12 godzin nakręcić 19 ujęć na 30-sekundowy spot. Zanim wszystko się na dobre zacznie, przyjeżdża catering. Ekipa, która zaczyna o 7 rano, może zjeść jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Śniadanie w domu w tej branży to rzadkość.

Zjeżdżają się wozy ze sprzętem. Ekipy techników rozstawiają urządzenia. Między nimi biegają ludzie od scenografii. Dopieszczają ostatnie elementy. Pierwsi na miejscu byli wizażyści i styliści — przygotowywali aktorkę do reklamy. Chociaż wiatraki chłodzą wnętrze hali, to 30-stopniowy upał na zewnątrz daje się we znaki. Przyjeżdża reżyser.

Wielu twórców filmowych to także uznani reżyserzy reklam telewizyjnych. Powód jest prosty — w Polsce ciężko wyżyć z kręcenia filmów. Zresztą praca przy spotach to nie ujma. Znany amerykański reżyser Ridley Scott (twórca m.in. "Łowcy androidów", "Gladiatora" czy "Helikoptera w ogniu") od 1967 r. ma firmę tworzącą reklamy telewizyjne.

Na razie wszyscy się przygotowują, podjadając kanapki. Napoje energetyczne rozchodzą się w mgnieniu oka. Ale tylko niewielu przysiada. Kierownik planu z kierownikiem produkcji i reżyserem ustalają kolejność zdjęć. Chociaż już dawno wszystko zaplanowali, zawsze na miejscu może się okazać, że szybciej będzie zacząć od czegoś innego. Tak też jest w tym przypadku — zabrakło elementu scenografii. Przyjedzie później, dlatego trzeba zacząć od innych zdjęć. Nie znaczy to, że można z czegoś zrezygnować. Żadne ujęcie nie spadnie, bo nie może. Najwyżej zostanie nakręcone w inny sposób.

Akcja non stop

Pierwsza scenografia gotowa, kamera ustawiona, wszyscy na miejscach.

— Meserszmit musi być na środku — instruuje operatora reżyser.

— Kamera i akcja! — daje sygnał chwilę później.

Te słowa będą wyznaczały rytm pracy przez resztę dnia. Ci, którzy nie muszą być obecni przy kręceniu, mają chwilę na odpoczynek. Chwila to dobre słowo, bo co jakiś czas — czy to w scenografii, oświetleniu, czy charakteryzacji — wprowadza się poprawki. Każdy musi być na miejscu. Liczy się czas. A czas to pieniądz. Tutaj to nie tylko powiedzenie. Nadgodziny są liczone dla każdego członka ekipy technicznej.

Godzina 12. Zdjęcia trwają już kilka godzin. Na twarzach lekkie zmęczenie. Kilka osób drzemie na krzesłach lub na kanapie przy cateringu. Ludzie od scenografii przygotowują kolejny plan.

— Za wolno wszystko idzie. Na pewno będzie opóźnienie — mówi Kacper Sawicki.

Koniec ujęć na pierwszym planie. Ekipa ustawia się na następnym. Chwila wytchnienia dla jednych, dla drugich moment wzmożonej pracy. Każdy szczegół jest ważny. A to coś wisi za nisko, a to za wysoko, a to trzeba przenieść element planu, a to coś się nie nadaje… Szybka narada, decyzja i wykonanie. Nikt nie traci czasu na zbędne polemiki.

Sebastian Jurczek ma akurat urodziny. W przerwie na ciepły posiłek jest tort, szampan, życzenia, ale na chwilę wytchnienia czasu jest mało.

— Za trzy minuty wracamy do pracy — oznajmia Wiktor Mentlewicz, kierownik planu.

I tak w kółko

Godzina 18. W hali coraz większy ruch. Zmęczony jest już chyba każdy. Ale dla większości ekipy taka praca to chleb powszedni. Ciężka, fizyczna robota przez sześć dni w tygodniu.

Wszyscy starają się zmniejszyć opóźnienie. Jak?

— Po prostu pracujemy szybciej — wyjaśnia Sebastian Jurczek.

Przez cały czas trwania zdjęć nie ma chwili, żeby ktoś się czymś nie zajmował. Ludzie od scenografii szukają wkrętarki. Gdzieś się zapodziała, a ostatnia scenografia musi być gotowa na już.

Godz. 23. Ostatni plan i ostatnia scena. Ekipa powoli sprząta dziesiątki metrów kabli, statywy, część oświetlenia.

— Stop! Kochani, koniec zdjęć — ogłasza reżyser.

Oklaski. Każdy dziękuje każdemu. Wydaje się, że uściskom nie ma końca. Uśmiechy nie schodzą z twarzy przez kilka minut. Wreszcie wszyscy się rozjeż-dżają. Dla niektórych to koniec pracy, inni muszą się zająć postprodukcją, a część ekipy jedzie za kilka godzin na kolejne zdjęcia do innego projektu.

Kilkanaście godzin potu, nerwów, stresu — a to tylko na planie — by powstało… 30 sekund reklamy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu