Totalizator w składzie automatów

opublikowano: 09-05-2019, 22:00

Państwowy gigant żąda kar umownych za błędy w działaniu systemu obsługującego jego automaty i… podpisuje nowy kontrakt z jego dostawcą

Nowelizacja ustawy hazardowej, dająca monopol na gry na automatach poza kasynami Totalizatorowi Sportowemu (TS), weszła w życie 1 kwietnia 2017 r. Po ponad dwóch latach gigant, znany dotychczas z gier Lotto i zdrapek, zamiast planowanych ponad 35 tys. „jednorękich bandytów” wprowadził na rynek… 600. O zakładanych miliardowych wpływach do budżetu państwa trzeba więc zapomnieć. Co więcej, projekt automatowy jest nie tylko drastycznie opóźniony, ale też prowadzony w sposób wzbudzający w branży hazardowej wielkie kontrowersje.

Olgierd Cieślik, prezes Totalizatora Sportowego, zapewniał, że wejście w
biznes automatowy przyniesie duże korzyści zarówno budżetowi państwa, jak też
samej spółce. Na razie się nie pojawiły.
Zobacz więcej

NIE TRAFIŁ Z PROGNOZAMI:

Olgierd Cieślik, prezes Totalizatora Sportowego, zapewniał, że wejście w biznes automatowy przyniesie duże korzyści zarówno budżetowi państwa, jak też samej spółce. Na razie się nie pojawiły. Fot. WM

Brak konkurencji

W marcu 2017 r. Radosław Śmigulski, ówczesny p.o. prezesa TS, ogłosił „strategiczną współpracę” z również państwowymi Wojskowymi Zakładami Łączności Nr 1 (WZŁ). W jej ramach to wojskowe zakłady, wcześniej niemające absolutnie nic wspólnego z hazardem, miały wyprodukować i dostarczyć Totalizatorowi nie tylko automaty, ale i system informatyczny do ich obsługi i raportowania Krajowej Administracji Skarbowej.

Grzegorz Banecki, prezes WZŁ zapowiadał, że automaty będą gotowe do masowej produkcji już we wrześniu 2017 r. Znawcy branży automatowej nie mieli wątpliwości, że to plan nierealny. I nie pomylili się. Po ponad dwóch latach jednoręcy bandyci pod marką WZŁ wciąż są w fazie testów i do dziś ani jedna z zapowiadanej puli 1200 maszyn nie trafiła do salonów TS.

Kompletne fiasko „strategicznej współpracy” z WZŁ sprawiło, że Totalizatorowi, już pod kierownictwem obecnego prezesa Olgierda Cieślika, zaczął się palić grunt pod nogami. W pierwszej połowie 2018 r. spółka skorzystała więc z „zakupu interwencyjnego”, w ramach którego szukała dostawców kompleksowego rozwiązania, czyli automatów wraz z systemem IT do ich obsługi. Wybór padł na niemiecką firmę Merkur Gaming z grupy Gauselmann, która dostarczyła 600 jednorękich bandytów i system informatyczny kanadyjskiej spółki Axes Network.

Wybór tylko jednego dostawcy do pilotażu projektu automatowego TS wzbudził wielkie kontrowersje w branży. Pojawiły się głosy, że Merkur w ten sposób osiąga znaczną przewagę konkurencyjną.

By je uciszyć, Totalizator na przełomie 2018 i 2019 r. otworzył kolejne postępowanie zakupowe, w ramach którego chciał wybrać do siedmiu innych dostawców. Minęło kilka miesięcy i nic. TS informuje, że „procedura zakupowa trwa”, a „oczekiwany czas zakończenia negocjacji z pierwszymi dostawcami to połowa maja”. Już prawie rok więc klienci salonów państwowej spółki nie mają wyboru i mogą grać tylko na maszynach Merkura (przy czym niemiecka firma oficjalnie twierdzi, że wcale nie jest z tego zadowolona i wolałaby działać w warunkach konkurencyjnych).

Widmo kar

Z naszych informacji wynika, że obecne postępowanie zakupowe przedłuża się m.in. przez usztywnienie potencjalnych kontrahentów państwowej spółki po artykule „PB” ze stycznia 2019 r. Ujawniliśmy w nim, że nie tylko drastycznie opóźniony kontrakt z WZŁ upoważnia TS do naliczania gigantycznych kar umownych, ale też, że w realizacji umowy z Merkurem pojawiły się problemy techniczne, zniechęcające klientów do gry. I również w tym przypadku Totalizator ma możliwość skorzystania z zapisów o karach umownych.

Aida Bella, rzeczniczka prasowa TS, zapewniała wówczas, że „odnotowane do tej pory kłopoty techniczne nie wykraczają poza standardowo spotykane trudności w takich sytuacjach”. W międzyczasie ustaliliśmy jednak, że Krajowa Administracja Skarbowa informowała Totalizator o nieprawidłowym działaniu systemu dostarczonego przez Merkura, a zarząd państwowego giganta wysłał do Niemców wiele pism informujących o tych problemach. I że przynajmniej raz, właśnie w styczniu 2019 r., do Merkura trafiło również oficjalne żądanie zapłaty kar umownych wysokości prawie 7 mln zł. Jaka jest na dziś wartość naliczonych kar wobec WZŁ i Merkura? I czy Totalizator robi cokolwiek w zakresie ich egzekwowania?

— W obu przypadkach trwają negocjacje, które mają doprowadzić do rozstrzygnięcia sposobu uzupełnienia braków w świadczeniach realizowanych przez WZŁ i Merkura na rzecz TS. Wynik negocjacji rozstrzygnie o ostatecznych decyzjach spółki w sprawie wysokości kar umownych — odpowiada Aida Bella.

Co na to kontrahenci TS? Wojskowe zakłady w ogóle nie chcą komentować relacji z Totalizatorem, zasłaniając się „ciążącym na nas obowiązkiem zachowania poufności”. A Merkur?

— Projekt, który wdrażamy z TS, jest ambitny i realizowany w bardzo krótkim czasie. Jak w każdej tak dużej umowie niektóre rzeczy działają świetnie, a inne trochę gorzej. Po każdej stronie. Negocjujemy dodatkowe warunki umowy z TS i Axes Network, ale nie jest to temat krytyczny i myślę, że dojdziemy do porozumienia — mówi Athanasios Isaakidis, szef działu międzynarodowego w Merkur Gaming.

Z nieoficjalnych informacji „PB” wynika, że w relacjach z Totalizatorem niemiecka firma podnosi, że to nie ona odpowiada za błędy systemu, ale jego autor, czyli Axes. Kanadyjczycy z kolei twierdzą, że na podstawie umowy między nimi a Merkurem nie ma możliwości przenoszenia roszczeń TS na Axes.

System bez przetargu

Jak się skończy ten konflikt, nie wiadomo. Pewne jest, że wątpliwości wokół sposobu realizacji monopolu państwa w branży automatów jest coraz więcej. Z informacji „PB” wynika, że w związku ze zbliżającym się końcem rocznej umowy z Merkurem Totalizator bez jakiegokolwiek przetargu czy postępowania podpisał nowy kontrakt na dalszą dostawę systemu, ale już bezpośrednio z Axes Network. I to w sytuacji, gdy dotychczasowy kontrakt z Merkurem na ten sam system zdaniem samego TS upoważnia go do żądania kar umownych.

Jak to tłumaczy państwowy gigant? Twierdzi, że rozwiązanie Axesa wybrał jako najlepsze już w 2018 r., a teraz jedynie rozszerzył jego zakres o obsługę maszyn, które mają dostarczyć inni niż Merkur dostawcy. Bezpośrednia umowa z twórcą systemu ma natomiast zapewnić, że nie będzie wątpliwości co do „kwestii odpowiedzialności i prawidłowego zabezpieczenia realizacji usług przy współwystępowaniu w systemie automatów od różnych producentów”.

Nieoficjalnie przedstawiciele Totalizatora przekonują też, że wybór już działającego systemu Axesa w sytuacji, gdy kończy się roczna umowa z Merkurem, był koniecznością.Inni potencjalni dostawcy systemów do obsługi maszyn TS w pierwotnym postępowaniu w 2018 r. deklarowali bowiem, że na dostosowanie swych rozwiązań do warunków polskiej ustawy hazardowej potrzebują dużo czasu, nawet do około roku. A tego czasu państwowa spółka nie miała.

— To prawda, tyle że standardowo w takich sytuacjach operatorzy sieci salonów z automatami w innych krajach najpierw wybierali system do ich obsługi w normalnym przetargu, a potem również w przetargu kilku dostawców automatów, którzy dawali graczom wybór, na jakich maszynach chcą grać. W Totalizatorze wszystko od początku postawione jest na głowie i w konsekwencji Merkur i Axes w oczywisty sposób są beneficjentami tego zamieszania — komentuje informator „PB” z branży hazardowej.

Przedstawiciele TS nie zgadzają się z tą konkluzją. I zapewniają, że kontrakt z Axes Network jest tak skonstruowany, że państwowa spółka może z niego zrezygnować w każdym momencie, np. w sytuacji, gdy gotowy będzie system, nad którym pracują WZŁ. Totalizator bowiem zamierza go przejąć od wojskowych zakładów na własność, o ile wreszcie będzie działał. Nie wiadomo jednak, kiedy i czy w ogóle to nastąpi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu