I stało się, stało, to, co miało się stać — słowa piosenki Kazika Staszewskiego idealnie opisują spodziewaną decyzję premier Beaty Szydło o powierzeniu wykonywania monopolu państwa w zakresie gier na automatach poza kasynami Totalizatorowi Sportowemu (TS).

I choć właściwy dokument premier podpisała w sobotę 1 kwietnia 2017 r., nie był to żart primaaprilisowy,lecz pierwszy krok na drodze do totalnej przebudowy polskiego rynku hazardu.
Decyzja premier Szydło jest wypełnieniem zapisów nowelizacji ustawy hazardowej, która weszła w życie właśnie 1 kwietnia. Jednym z jej głównych celów jest ograniczenie działalności nielegalnych punktów z „jednorękimi bandytami” (głównie poprzez podwyższenie kar za urządzanie gier z 12 do 100 tys. zł od automatu) oraz przejęcie tej części rynku przez państwowy TS.
Hazardowy gigant ma docelowo dysponować aż 35 tys. automatów, na które wyda około 1 mld zł. To tylko część zmian, wynikających wprost z nowelizacji.
Już jesienią 2017 r. TS ma dołączyć do europejskiej loterii EuroJackpot, umożliwiającej grę o wygrane rzędu nawet 90 mln EUR (ponad 380 mln zł), a także uruchomić internetowe kasyna, w których będzie można grać na wirtualnych automatach czy ruletkach oraz wpuścić do sieci oferowane dzisiaj jedynie w kanale tradycyjnym gry liczbowe i loterie.
— Nasze analizy wykazały, że realizacja monopolu państwa w nowych obszarach i rozszerzenie oferty w ramach dotychczasowej działalności wpłynie bardzo korzystnie zarówno na przychody budżetu państwa, jak też na wyniki finansowe firmy — zapewnia Olgierd Cieślik, prezes TS, który pełni tę funkcję od 20 marca.
Nowe projekty mają w ciągu kilku lat zwiększyć przychody państwowej spółki dwukrotnie — do ponad 10 mld zł, a docelowo zapewniać dodatkowe wpływy do budżetu z podatku od gier rzędu 1,5 mld zł rocznie.
Zarówno rząd, jak i TS przekonują ponadto, że m.in. dzięki państwowemu monopolowi i obowiązkowi rejestracji graczy zwiększy się poziom ich ochrony przed uzależnieniami.