Tour de France nakręca branżę rowerową

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2014-07-21 09:56

Trzy tygodnie lipca, w trakcie których odbywa się najsłynniejszy wyścig kolarski świata, Tour de France, to zdaniem specjalistów, najlepszy czas dla branży rowerowej.

To swoisty prime time dla sprzedaży rowerów, kasków, odzieży i wszelkiego rodzaju akcesoriów kojarzących się z przejażdżką na dwóch kółkach.

Oleg Tinkov, rosyjski milioner, założyciel TCS Group Holding, która jest właścicielem grupy kolarskiej Tinkoff-Saxo, w której oprócz lidera Hiszpana Alberta Contadora, jeździ Rafał Majka. Ten ostatni, po 21-latach od sukcesu Zenona Jaskuły, który zwyciężył w Pirenejach, dokonał podobnego wyczynu, wygrywając alpejski etap w tegorocznym Tour de France.
Oleg Tinkov, rosyjski milioner, założyciel TCS Group Holding, która jest właścicielem grupy kolarskiej Tinkoff-Saxo, w której oprócz lidera Hiszpana Alberta Contadora, jeździ Rafał Majka. Ten ostatni, po 21-latach od sukcesu Zenona Jaskuły, który zwyciężył w Pirenejach, dokonał podobnego wyczynu, wygrywając alpejski etap w tegorocznym Tour de France.
None
None

Jak pisze serwis CNBC, to także doskonały czas dla stacji telewizyjnych, które zarabiają na reklamach towarzyszących relacjom z tzw. Wielkiej Pętli. Zarabiają też producenci specjalnych, dedykowanych stron internetowych czy aplikacji na urządzenia mobilne., za pomocą których można m.in. ma na bieżąco śledzić rywalizację zawodników czy mieć dostęp do najnowszych newsów. Wysoka popularność TdF zauważalna jest także na wszelkiej maści portalach społecznościowych, na których „kibice” wymieniają się opiniami, poglądami i komentarzami.

"Bez wątpienia, kiedy zaczyna się Tour de France, zainteresowanie i ruch w sklepach rowerowych znacząco się podnosi"  - ocenia Chris Zane, właściciel dwóch sklepów dla cyklistów w  amerykańskim stanie Connecticut.

Otworzył on swój pierwszy sklep w Branford w 1981 r., kiedy jeszcze niewielu Amerykanów doceniało wyczerpujący 21-etapowy francuski wyścig. Odsetek zainteresowanych znacznie wzrósł w 1986 r., kiedy to ich rodak Greg LeMond wygrał swój pierwszy z trzech zwycięskich Tour de France (pozostałe w 1989 i 90 r.). Jak wielkie niosło to za sobą następstwa wskazuje ogromny wzrost sprzedaży w sklepach Zane’a. Zwiększyła się ona z poziomu około 400 tys. USD w 1986 r. do ponad 4,8 mln w roku ubiegłym.

To niewielka cześć dynamicznie rozwijającej się branży na amerykańskim rynku. Sklepów podobnych do prowadzonych przez Zane’a jest w USA około 4 tys. i – jak wynika z danych National Bicycle Dealers Association (NBDA) – w 2013 r. miały one około 52 proc. udział w szacowanej na blisko 6 mld USD sprzedaży całej branży.

Markety, dyskonty i sieci sklepów z zabawkami to miejsca, gdzie Amerykanie najczęściej kupują rowery i części do nich. Poprzez te kanały dystrybucji sprzedanych zostało w 2013 r. około 74 proc. z 27,5 mln sztuk rowerów.

Reprezentowało to w ubiegłym roku 30 proc. całości wpływów dolarowych przy średniej cenie za rower rzędu 84 USD. Tymczasem w sklepach niesieciowych, specjalizujących się wyłącznie w produktach dla cyklistów generalnie ceny rowerów zaczynają się od około 200 USD poprzez średnią na poziomie 714 USD  do… tysięcy dolarów. Górny limit praktycznie nie istnieje. Za niektóre modele z najwyższej półki high-tech trzeba zapłacić powyżej 15 tys. USD. A chętnych na nie jest naprawdę sporo. Według szacunków NBDA, te cuda techniki mają około 25-proc. udział w sprzedaży rowerów przez wyspecjalizowane sklepy.

Ciekawe czy ostatnie sukcesy polskich kolarzy w Wielkiej Pętli (zwycięstwo Rafała Majki z grupy Tinkoff-Saxo na 14 etapie tegorocznego TdF, czy dobra postawa Michała Kwiatkowskiego, będącego liderem zespołu Omega Pharma Quick Step) równie skutecznie zachęcą Polaków do jazdy na rowerze, którą sami lekarze oceniają jako doskonałą formę rekreacji i promocji zdrowia. Oby.