Nazwa jest na wyrost, ale wypada docenić, że w epoce poważnego grania tylko o punkty — organizatorom udało się towarzysko sprowadzić najlepszą obecnie drużynę Europy, czyli Real Madryt, oraz włoską Fiorentinę. Przyjechały i zagrały choćby połowę mundialowe gwiazdy, takie jak Cristiano Ronaldo czy James Rodriguez. Królewscy niespodziewanie poznali gorycz porażki 1:2, przy czym gra obu drużyn nie była żadną lipą.
Wbrew nadziejom organizatorów, liczący 58 tys. miejsc Stadion Narodowy nie został zapełniony. Było powyżej 40 tys. widzów, ale nie została ogłoszona dokładna liczba zsumowana na bramkach wejściowych, co obecnie jest standardem. Cenę biletu skalkulowano od 450 do 190 zł (w klubie Gold — prawie tysiąc), zorganizowani fani Realu mogli kupić ze zniżką 10 proc.
Ponieważ drogie bilety (policzmy koszt dla kilkuosobowej rodziny!) nie szły, organizatorzy nagle wprowadzili formułę last minute i wszystkie ceny (poza Gold) obniżyli o 30 proc. Oczywiście mieli do tego prawo, ale kupujący wcześniej, także w klubowej promocji, poczuli się oszukani. Cenowy numer kibice dobrze zapamiętali i jeśli za rok organizowany będzie trzeci Supermecz — nikt nie będzie kupował biletów, oczekując na wymuszoną obniżkę, zatem impreza może… w ogóle nie dojść do skutku.