Informuję, że „wyssanymi z palca wynurzeniami Ryszarda M.” zająłem się wyłącznie w związku z zawiadomieniami złożonymi m.in. w Prokuraturze Generalnej, Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. I tylko dlatego, że na ich podstawie kilka prokuratur (m.in. w Suwałkach i Warszawie-Woli) bada już różne wątki dotyczące „sieci Monkiewicza”.
W artykule chciałem skonfrontować opinie wszystkich bohaterów. Pan, choć kilkakrotnie o to prosiłem, nie udzielił komentarza, choć zarzuty były poważne — groźby karalne kierowane przez funkcjonariusza publicznego. Dziwne, ale Pan się do nich nie odnosi. Czyżby „maniak” Ryszard M. miał rację, opowiadając, że był Pan tego dnia w Ministerstwie Finansów na tzw. obiedzie czwartkowym, a potem na ul. Ordynackiej groził mu Pan, że go załatwi?
Uważa Pan, że dzięki Pańskim działaniom doszło do sanacji PTU, w które zainwestowały państwowe firmy — PTR i Ciech, ale przemilcza, że przy okazji w akcjonariacie tej firmy znalazły się dzięki Panu prywatne spółki (kojarzone z lewicą), które wniosły aportem przewartościowane akcje.
Twierdzi Pan, że w PTU nie ma „ludzi Monkiewicza”. Doprawdy? Jak mogą się czuć, czytając ten list Mirosław Fujarski, prokurent spółki, prywatnie pański szwagier, czy Lech Gosiąrkiewicz, wiceprezes odpowiedzialny w PTU za finanse, od lat Pański najbliższy współpracownik (czy nie piastowali wysokich stanowisk w grupie PZU, gdy był Pan jego prezesem?). Proszę poinformować opinię publiczną, ile razy spotykał się Pan z nimi na „prywatnych” spotkaniach. Kto płacił rachunki? Podobnie, jak za integracyjne imprezy PTU czy pobyty w Gdańsku w trakcie „Dni Szekspirowskich”, sponsorowanych przez PTU, gdzie był Pan gościem? A także o tym, ile z kasy PTU za sprawą pana Fujarskiego wypłacono Markowi Monkiewiczowi i Karolinie Monkiewicz-Święcickiej, Pańskim dzieciom? Czy to nie wystarczy, by wnioskować, aby PTU zmieniło nazwę na Towarzystwo Familijne, a sprawą, oprócz prokuratur, zajęła się komisja śledcza?