30 kwietnia na przejściu w Kołbaskowie dochodziło do dantejskich scen, a w Lubieszynie... trwał festyn.
Warszawski Pantom na długo zapamięta 30 kwietnia 2004 r. Tego dnia do polsko-niemieckiej granicy w Kołbaskowie dotarły trzy ciężarówki z chińską porcelaną dla firmy.
— Od 1 maja na towary wrażliwe wprowadzono limity importowe. Przydzielona nam ilość nie zaspokoiłaby potrzeb firmy. Zamówiliśmy w styczniu w Chinach porcelanę za 30 tys. USD netto — tłumaczy Andrzej Grzegorzewski, specjalista ds. handlowych w Pantomie.
Na przejściu czekała kierowców przykra niespodzianka.
Przecież straci państwo!
— Do Kołbaskowa dotarłem 30 kwietnia przed południem, z dokumentami do odprawy. Zobaczyłem autostradę po niemieckiej stronie po horyzont zastawioną ciężarówkami i powolną, flegmatyczną pracę celników — opowiada Andrzej Grzegorzewski.
Okazało się, że dwa sąsiednie przejścia graniczne są zamknięte.
— Kierowców, którzy mieli się odprawiać w Lubieszynie, odsyłano do Kołbaskowa. Nie podano tego wcześniej do wiadomości publicznej — twierdzi Andrzej Grzegorzewski.
Prawdziwy szok przeżył, kiedy około godz. 14 dotarło do granicy pismo z Izby Celnej ze Szczecina. Okazało się, że kierowcom nie będą wydawane numerki, co pozwoliłoby odprawić się po północy. Spowodowało to burzę i grad epitetów pod adresem celników. Atmosfera się zagęszczała, a tłum niecierpliwił.
— Służby celne za to wydawały się wyjątkowo spokojne. Jeździłem w tę i z powrotem na drugą stronę granicy. Kolejka utknęła — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Ostatnim ratunkiem wydawała się poważna rozmowa z celnikami.
— Postanowiłem zwrócić im uwagę, że opóźnienia przyniosą straty budżetowi. Byłem skłonny zapakować celników do samochodu, aby dowieźć do ciężarówek— opowiada Andrzej Grzegorzewski.
Kolejka huczała od plotek.
— W trakcie rozmowy z celnikami dostrzegłem, że obok terminalu staje namiot biesiadny i instalowane są kegi z piwem Bosman. Kierowcy komentowali: 10 proc. urzędników pracuje, a reszta świętuje. Celnicy postanowili uczcić akcesję — mówi Andrzej Grzegorzewski.
A kogo to obchodzi
Jak twierdzi przedsiębiorca, odpraw zaprzestano o godz. 23.30.
— Północ celnicy uczcili chóralnymi okrzykami, a kierowcy pomrukiem rozczarowania. Niemcy podnieśli szlaban. Poczułem, jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze. Ten gest znaczył tyle co „radźcie sobie sami, nie obchodzi nas wasz los” — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Pantom 5 maja złożył zażalenie do Izby Celnej w Szczecinie.
— Na dodatek, na skutek usterek w systemie IT Służby Celnej nie rozładowano aut. Czy urzędy nie powinny np. ponosić kosztów postoju? — mówi Andrzej Grzegorzewski.
Celnicy odpierają zarzuty.
— Zorganizowane 30 kwietnia przez niemieckie oraz polskie służby celne i graniczne spotkanie towarzyskie na terenie przejścia Kołbaskowo-Pomellen nie zmniejszyło tempa odpraw. Uczestniczyli w nim ci funkcjonariusze, którzy nie pełnili służby. Przy odprawach pracowała maksymalna obsada, wzmocniona o czterech funkcjonariuszy — podkreśla Janusz Wilczyński, rzecznik Izby Celnej w Szczecinie
Dodaje, że od godziny 19.30 do 24.00 celnicy dokonali w przywozie 381 odpraw, poprzedniego wieczoru — 253. Od 23.30 do 24.00 dokonano 29 odpraw, co jest w ewidencji komputerowej. Zaznacza, że w przywozie niemożliwe było wręczanie numerków, oznaczałoby to naruszenie po godz. 24 przepisów celnych UE.
— Imprezę w Lubieszynie organizowali nie celnicy, a m.in. starostwo powiatowe w Policach. Na jego wniosek Straż Graniczna zamknęła przejście. Informacje celnicy wywiesili na przejściu dwa tygodnie wcześniej, słyszałem ją m.in. w Polskim Radiu Szczecin, podawała ją Polska Agencja Prasowa i lokalne gazety — mówi Janusz Wilczyński.
Starostwo zapewnia, że także informowało o zamknięciu.
Pantom czeka na licencję o przyznaniu kwoty importowej na około 15 proc. towaru. Ma dwa wyjścia: eksport na Wschód lub sprzedaż reszty po zaniżonej cenie. Firma funkcjonuje jako działalność gospodarcza Agnieszki Modzelewskiej.