TransactionLink to polski start-up, który próbuje sił na młodym, ale dynamicznie rosnącym rynku embedded finance (patrz ramka). W ramach finansowania zalążkowego firma pozyskała od inwestorów 5,5 mln zł. Głównym udziałowcem został Target Global ― niemiecki fundusz, który w portfelu ma takie start-upy, jak np. ubezpieczeniowy Wefox (właśnie wchodzi do Polski) i płatniczy Rapyd. W polską spółkę uwierzył także fundusz Entree Capital z Izraela, który zainwestował m.in. w Glovo, hiszpański start-up zakupowy, i Stripe’a, amerykańsko-brytyjskiego dostawcę usług finansowych i oprogramowania dla firm. Ponadto mniejszościowym udziałowcem TransactionLink jest GPW Tech, gdzie start-up był inkubowany w ramach programu realizowanego wspólnie z HugeTECH.
― Przez ostatnie miesiące udoskonalaliśmy rozwiązanie pod kątem niezawodności. Pieniądze od inwestorów przeznaczymy na rozwój biznesu, w tym na zatrudnienie ― teraz w firmie pracuje 18 osób, a do końca roku chcemy je co najmniej podwoić. Obecnie jesteśmy w trakcie pilotażu oferty z kilkoma polskimi firmami, m.in. z branż pożyczkowej i leasingowej, a także dwoma niemieckimi. Na tym etapie nie ujawniamy nazw, ale są to topowe marki ― mówi Mateusz Pniewski, CEO TransactionLink.
Wcześniej pracował m.in. w Visie, Cambridge Judge Business School, N26 (niemieckim neobanku) i Rocket Internet (wywodzącej się z Niemiec firmie internetowej, która buduje start-upy).
Jego start-up celuje w 40 klientów z Polski. Znacznie większe ambicje ma wobec zachodniej Europy ― ekspansję zaczyna od Niemiec, gdzie zainteresowanie ofertą ocenia na znacznie większe niż nad Wisłą. Już myśli o kolejnej rundzie finansowania.
Model biznesowy polega na osadzaniu usług i produktów finansowych (ubezpieczeń, pożyczek, rozwiązań płatniczych) wszędzie tam, gdzie są potencjalni odbiorcy. Chodzi o podążanie za potencjalnym klientem, a nie przyciąganiu go do siebie i angażowaniu, co słono kosztuje i doskwiera głównie fintechom. Według szacunków Simona Torance’a, doradcy biznesowego, wartość rynku embedded finance w ciągu najbliższej dekady przekroczy 7 bln USD.
Co robi TransactionLink?
Każdy biznes może stać się fintechem w 15 minut ― tak brzmi maksyma Transactionlinka, który ma e-sklep z narzędziami dla firm. Oferowane produkty działają na zasadzie wtyczek ― osadza się je na własnej stronie internetowej lub aplikacji mobilnej. Można w nim kupić rozwiązania, które umożliwią firmie m.in. udzielanie klasycznych pożyczek gotówkowych, odroczonych płatności czy zaliczek dla pracowników jako benefit. To nie wszystko ― firma nie zamierza ograniczać się tylko do sektora finansowego. Start-up już umożliwia klientom B2B stworzenie biznesu, który polega również na najmie krótkoterminowym samochodów lub sprzętu elektronicznego, a także organizowaniu programów lojalnościowych oraz dystrybucji ubezpieczeń.
― Jesteśmy fintechem infrastrukturalnym. W praktyce umożliwiamy zbudowanie firmy od podstaw lub usprawnienie dojrzałego biznesu. Dajemy gotowe rozwiązania, w tym m.in. dostęp do różnych baz danych kredytowych, narzędzia do weryfikacji tożsamości ― tłumaczy szef TransactionLinka, który wyrósł na dyrektywie PSD2, przypominając, że zobligowała ona banki do podzielenia się danymi z licencjonowanymi podmiotami, tzw. stronami trzecimi, co miało przyspieszyć rozwój fintechów.
Unia Europejska robi przymiarki do kolejnej odsłony dyrektywy, która może otworzyć drzwi do kolejnych danych i jeszcze bardziej przyspieszyć rozwój technologicznych start-upów.
― Bieżąca dekada będzie należeć do start-upów infrastrukturalnych, a nie ostatecznych rozwiązań dla użytkownika końcowego, gdzie trzeba wypromować interfejs i zbudować zaufanie. Takich firm jak nasza pojawia się coraz więcej, ale w odróżnieniu od nas skupiają się na wąskiej specjalizacji, np. księgowości. My stawiamy na szeroką ofertę ― dodaje Mateusz Pniewski.

Biznes TransactionLinka, oferującego spektrum narzędzi z jednej strony upraszczających drogę rozwoju fintechom, a z drugiej pozwalających na szybkie rozbudowanie oferty o produkty i usługi finansowe firmom spoza sektora finansowego, jest szybko rosnący i perspektywiczny. Podobny kierunek rozwoju obrała wcześniej kalifornijska spółka Plaid, która pozyskała już od inwestorów ponad 700 mln USD finansowania.
Obie firmy, zarówno polska, jak kalifornijska, działają na ciekawym i dynamicznie rosnącym rynku embedded finance. Jego idea polega na przenoszeniu świadczenia usług finansowych do miejsc, gdzie potencjalni klienci dokonują zakupów produktów i usług, oraz maksymalnego uproszczenia procesów finansowych z perspektywy klienta. W ten model biznesowy wpisuje się całe spektrum rozwiązań, np. automatyczne płatności osadzone w aplikacji Ubera. Przykładów jest więcej: płatności odroczone na platformach e-commerce, karty płatnicze wydawane przez firmy konsumenckie i fintechy, a nie przez banki.
W podobny sposób można też zaproponować produkty inwestycyjne czy ubezpieczenia. Najważniejsze, aby produkt lub usługę zaoferować we właściwym miejscu, czyli tam, gdzie są konsumenci, np. na takiej platformie jak Allegro. Skrócenie dystansu między klientem a instytucją finansową to bardzo duża wartość zarówno dla biznesu, jak kupującego. Z perspektywy biznesu fintechy mocno uprościły procesy sprzedażowe, a teraz pomagają to robić firmom spoza branży. Według mnie to przyszłość.
Historycznie obserwowaliśmy mariaże m.in. telekomów z bankami. Koncept był dobry: próbowano dotrzeć do klientów sieci telekomunikacyjnej z ofertą finansową. Zawiodły jednak skomplikowane i czasochłonne procedury sprzedażowe i oceny ryzyka kredytowego. Być może uda się osiągnąć sukces na tym polu dzięki fintechom. W tym kontekście otwarte pozostaje pytanie o przyszłość banków, czy uda się im przejść transformację w kierunku fintechów, czy staną się jednak instytucjami finansującymi działającymi w tle i oferującymi usługi BaaS (banking as a service). Tutaj warto dodać, że w przypadku młodszego pokolenia klientów zaciera się granica reputacyjna między bankami a fintechami, co przez długi czas traktowano jako fundamentalną przewagę tych pierwszych.