Transocean może sprzedawać statki
Resort skarbu wyraził zgodę na sprzedaż pięciu statków Transoceanu. Oferty od potencjalnych nabywców już napływają, ale Janusz Nahajowski, nowy prezes firmy, nie jest pewien, czy ze środków uzyskanych z transakcji uda mu się utrzymać samochodową część przedsiębiorstwa.
Transocean, szczeciński przewoźnik, może już pozbyć się statków należących do kontrolowanych zagranicznych spółek.
— Firma otrzymała zgodę na to, żeby głosować na WZA spółek zależnych za sprzedażą pięciu statków — podkreśla Magda Nienałtowska z MSP.
Oferty do potencjalnych kupców zostały już rozesłane.
— Liczę, że statki zostaną sprzedane na przełomie listopada i grudnia — mówi Janusz Nahajowski, prezes Transoceanu.
Sprzedaż jednostek pływających oznacza rezygnację Transoceanu z działalności żeglugowej.
— W tym segmencie rynku jesteśmy bez szans. Nie mamy dostępu do łowisk, bo statki, które posiadamy, były budowane z przeznaczeniem do przewozu ryb, które poławiały krajowe trawlery dalekomorskie. Na łowiskach amerykańskich i rosyjskich dziś trudno już znaleźć rodzimą firmę połowową. Próbowaliśmy zastępczo przewozić banany, ale było to nieopłacalne, bo do jednego rejsu, który trwał 1,5 miesiąca, dopłacaliśmy średnio 150 tys. USD (690 tys. zł) — twierdzi Janusz Nahajowski.
Po pierwsze: sanacja
Prezes Transoceanu nie ujawnia wielkości zadłużenia.
— Na łączne zobowiązania składają się hipoteki na statkach, pod które zaciągaliśmy kredyty, należności wobec wierzycieli (m. in. dostawców paliw) oraz zobowiązania wobec załogi wysokości 1,3 mln USD, czyli około 6 mln zł — ujawnia Janusz Nahajowski.
Wiadomo jedynie, że po dziewięciu miesiącach 2000 roku strata netto firmy wyniosła 10,7 mln zł.
Prezes Transoceanu nie jest pewien, czy pieniędzy ze sprzedaży statków wystarczy na zapewnienie spokojnego rozwoju w dziedzinie transportu lądowego.
— Wątpię, czy otrzymamy ze sprzedaży 12 mln USD (55 mln zł), czyli kwotę, którą jeszcze w lipcu oferowała jedna z firm — mówi Janusz Nahajowski.
W takim przypadku jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby dokapitalizowanie firmy.
— MSP już zwiększyło kapitał zakładowy z 5,9 do 15 mln zł. To jednak za mało. Do takiej firmy nie wejdzie nikt z konkretnymi pieniędzmi. Najpierw konieczna jest restrukturyzacja, dopiero później możliwa będzie prywatyzacja — podkreśla Janusz Nahajowski.
Początek serii
Tymczasem Krajowa Sekcja Morska Marynarzy i Rybaków NSZZ Solidarność głowi się nad zupełnie inną sprawą — co stanie się z trzema setkami marynarzy zatrudnionych na statkach. Odpowiedź zarządu jest prosta: zwolnienia.
— Konieczne jest sformułowanie ogólnorządowego programu osłonowego dla zwalnianych — postuluje Adam Mazurkiewicz z KSMMiR Solidarność.


