Coraz więcej firm testuje przydatność elektrycznych aut dostawczych. To nie tyle moda, ile konieczność. Coraz więcej europejskich miast szykuje się do wprowadzenia ograniczeń w ruchu spalinowych pojazdów w centrach. Sieci handlowe i operatorzy logistyczni muszą więc przymierzyć się do aut na prąd.

Rok temu Volkswagen wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych i operatorem logistycznym No Limit sprawdzał efektywność elektrycznych aut dostawczych w codziennej pracy. Przez sześć tygodni pojazdy pokonały ponad 3,6 tys. km. Model zakładał cztery scenariusze. W najbardziej optymistycznym koszty użytkowania auta elektrycznego zrównywały się z kosztami użytkowania spalinowego odpowiednika po czterech latach, w najbardziej pesymistycznym — po siedmiu. Test miał charakter badawczy. Kilka miesięcy później test praktyczny przeprowadziła „Żabka”. Zakończył się wprowadzeniem do systemu logistycznego sieci sklepów dwóch elektrycznych e-crafterów.
Sieć nie wyklucza zakupu kolejnych. Najnowsze testy, przeprowadzone przez operatora logistycznego Rohlig Suus Logistics, wskazują jednak na to, że elektryczna flota dostawcza prędko nie urośnie. Wnioski z analizy, uwzględniającej m.in. średnie zużycie paliwa i energii, koszty ubezpieczenia, przeglądów oraz napraw, nie są optymistyczne. Chociaż koszty użytkowania auta elektrycznego są zdecydowanie niższe, różnica w cenie powoduje, że całkowite koszty posiadania zrównują się dopiero po dziewięciu latach. Z danych Rohlig Suus Logistics wynika też, że jednym z istotnych wyzwań, z którymi będą musieli zmierzyć się producenci aut elektrycznych, jest zasięg. Volkswagen podaje, że po pełnym naładowaniu e-crafter jest w stanie przejechać 173 km.
W teście średni zasięg wyniósł jednak 130 km. Tymczasem samochód dystrybucyjny z silnikiem diesla może przejechać przez cały dzień nawet 230 km. Dlatego auto elektryczne lepiej sprawdzi się w przypadku przewozów kurierskich, które obejmują dużo mniejszą liczbę punktów. Warto podkreślić, że zdecydowaną przewagą samochodu elektrycznego jest koszt zużytej energii. Różnica jest spora — w przypadku e-craftera koszt przejechania 100 km to zaledwie 15 zł, podczas gdy w przypadku diesla 34 zł. Przy średnim rocznym przebiegu wynoszącym 45 tys. km firma może zaoszczędzić na paliwie prawie 10 tys. zł.
— Udział dostawczych aut elektrycznych we flotach firm logistycznych będzie rósł. Biorąc jednak pod uwagę ich ceny, w najbliższych latach raczej nie przewiduję masowej wymiany — mówi IIya Klyha z Rohlig Suus Logistics.
Dariusz Gołębiowski, dyrektor floty w Rohlig Suus Logistics podkreśla, że rozwój elektrycznych flot będzie stymulowany również przez oczekiwania konsumentów.
Wymagania dotyczące postaw proekologicznych i znacznie wyższe koszty zakupu e-aut wymuszają na operatorach logistycznych opracowanie nowego cennika dla usług transportu takimi pojazdami — zaznacza Dariusz Gołębiowski.
Kluczowe dla popularyzacji e-transportu będą nowe regulacje prawne, sprzyjające zamianie aut spalinowych na elektryczne. Przykładem może być brak podatku drogowego dla elektryków. Wprowadzenie takiej ulgi w naszym kraju zwiększyłoby opłacalność zakupu e-auta i obniżyło cenę usługi.