Transport — polska marka

opublikowano: 10-01-2013, 00:00

Rozmowa z Janem Buczkiem, prezesem Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce

Rok 2013 będzie łatwiejszy dla przewoźników drogowych głównie za sprawą mniejszych zatorów w płatnościach. Należy się w nim spodziewać wojny o wyeliminowanie oszustów.

„Puls Biznesu”: 2013 rok będzie dla międzynarodowych przewoźników okresem szans czy wyrzeczeń?

Jan Buczek: Wielu przewoźników będzie musiało podjąć decyzję o rezygnacji z działalności.

Powody?

Cóż, w gospodarce rynkowej naturalne jest wypadanie z rynku jednych firm przy równoczesnym rozwoju innych. To głównie dlatego teraz wielu przewoźników będzie musiało się wycofać. Należy jednak pamiętać, że w tym samym czasie powstanie mnóstwo nowych podmiotów, które będą szukały swojego miejsca na rynku. Tak działo się również podczas kryzysu w latach 2008–09.

Kto odpadnie?

Czasu spowolnienia gospodarczego czy kryzysu najczęściej nie wytrzymują firmy, które przeinwestowały i nie są w stanie wypracować środków na rozliczenie swoich stałych zobowiązań. W transporcie drogowym nie jest inaczej. Odpadnie ten, kto bez zastanowienia powiększał flotę ciężarówek.

Ale przewoźnicy padają również ofiarą tzw. zatorów finansowych.

To prawda. Kilka lat temu ZMPD rozpoczęło działania zmierzające do uzależnienia zwrotu VAT od uregulowania należności. Dopiero w tym roku nasze starania przynoszą rezultaty. W chwili wdrożenia mogą pojawić się przejściowe bariery, ale nowe przepisy zdyscyplinują rynek, co przyniesie pozytywny skutek dla branży transportowej, szczególnie dotkliwie odczuwającej wydłużenie terminów płatności. Jest więc szansa, że skala ztorów finansowych w naszej branży się zmniejszy.

Czyli jest szansa, że mimo trudności polscy przewoźnicy utrzymają status firm z najnowocześniejszą flotą w Europie?

Jest. Wypracowane przez lata relacje biznesowe polskich przewoźników mają ogromną wartość również dla potencjalnych zleceniodawców. Nie ma obawy, że polscy przewoźnicy utracą rynek z jakiegoś banalnego powodu. Jestem przekonany, że w 2013 r. pozycja polskich firm na rynku europejskim się nie zmieni, jeśli w dalszym ciągu jakość naszych usług będzie na tyle wysoka, że klienci będą się decydować na zlecanie przewozów naszym firmom. Nie wolno jednak spocząć na laurach. Przewoźnicy są zmuszeni do ciągłego odnawiania taboru. Jestem przekonany, że tym razem będą to decyzje podejmowane rozważnie, z uwzględnieniem wszystkich skutków. Trzeba odnotować fakt, że dzięki działalności ZMPD pojawiły się możliwości wzrostu udziału w rynkach wschodnich. Mam nadzieję, że mimo ich dużych możliwości nie będzie epidemii hurra optymizmu i nasze firmy unikną nadmiernego inwestowania. Warto pamiętać, że transport jest najmocniejszą polską marką na rynkach międzynarodowych. Rząd z pewnością to dostrzega, jednakże traktowanie nas tylko jako źródła dochodów budżetowych doprowadzi do takiego wzrostu kosztów, że z tego rynku wypadniemy. Słowem: marka upadnie.

A co z marżą. Jest szansa, że w 2013 r. na transporcie drogowym będzie zarabiało się lepiej?

Sytuacja z początków lat 90. na pewno już nie wróci. Transport jest bardzo skomplikowanym zespołem naczyń połączonych.

Dziś nie wystarczy mieć samochód i kierowcę, aby wykonywać transport drogowy. W rynku uczestniczą przewoźnicy z wielu krajów i znalezienie swojego miejsca zależy od ogromnej liczby czynników. Także od zdarzeń losowych, które mogą zniweczyć każdy dobry plan finansowy. Naszym stałym celem jest dbałość o funkcjonowanie przedsiębiorców, dlatego nie do zaakceptowania jest tolerowanie przewoźników konkurujących na rynku tylko niską stawką, którą są w stanie oferować wyłącznie dzięki temu, że omijają prawo. Nasza postawa w kwestii eliminacji szarej strefy z rynku konkurencyjnego jest w pełni uzasadniona. Oczywiście ten problem wywołuje kontrowersje, ale musimy szukać sposobu, aby solidni przedsiębiorcy nie byli wypierani przez oszustów.

Ostatnie pytanie — o Rosję. Czy będą problemy z zezwoleniami?

Dzięki wieloletnim konsekwentnym działaniom ZMPD, wspieranym przez inne organizacje, m.in. przez Porozumienie Białowieskie, udało się doprowadzić do takiej sytuacji negocjacyjnej, w wyniku której na kilka lat mamy względny spokój z dostępem do rynku rosyjskiego. Dzięki uzgodnieniom Komisji Mieszanej ds. przewozów drogowych w Soczi groźba odsunięcia polskich firm od przewozu ładunków z Unii Europejskiej do Rosji została zażegnana. Dziś przewoźnicy nie muszą zastanawiać się, jak uzyskać zezwolenie, muszą natomiast wykazać się inwencją w zdobywaniu nowych klientów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane