Transportu wątłe perspektywy

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2015-01-15 00:00

Przewozy drogowe: Obyś żył w ciekawych czasach. To chińskie przekleństwo w 2014 r. dopadło polskich przewoźników

Przynajmniej dla dużych operatorów i przewoźników 2014 r. nie był zły.

TRACIMY POZYCJĘ:
TRACIMY POZYCJĘ:
Transport drogowy tworzy około 10 proc. PKB, ale rząd jest ślepy i głuchy na problemy polskich przewoźników. Jeśli sytuacja szybko się nie zmieni, to nasze miejsce zajmą przewoźnicy z innych krajów — mówi Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający Dartomu.
[FOT. BS]

— Wzrost przychodów jest stabilny i w każdym roku wynosi około 20 proc. W minionym roku nie było inaczej. W zasadzie mógłbym powiedzieć, że był to nudny rok, w którym spokojnie realizowaliśmy swoje zadania — mówi Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający Dartomu.

Ciekawe czasy

Niestety, dla branży nie był to nudny rok.

— Otoczenie zewnętrzne, przede wszystkim legislacja w Polsce i UE popsuła sielankowy obraz spokojnych i stabilnych wzrostów — dodaje Andrzej Szymański. Najpierw w połowie roku Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, że kabina pojazdu ciężarowego nie jest wystarczająca, aby uznać ją za miejsce odpoczynku dla kierowcy.

— Jest wyposażona w co najmniej w jedno łóżko, lodówkę, klimatyzację i inne udogodnienia. I, co ciekawe, jest wystarczająca, jeśli kierowca otrzyma tzw. ryczałt noclegowy — przypomina Andrzej Szymański SN stwierdził też, że kierowca może się ubiegać o odszkodowanie od pracodawcy do trzech lat wstecz. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać „kancelarie parkingowe”, które namawiały kierowców do składana pozwów. Jeden kierowca może się ubiegać nawet o 80 tys. zł. W całym kraju roszczenia mogłyby sięgnąć 2 mld zł.

— W razie wyroków korzystnych dla kierowców oznacza to bankructwo branży transportu międzynarodowego. Szybko możemy się przeistoczyć z europejskiego lidera w wielkiego bankruta — uważa Andrzej Szymański Podobnie ocenia miniony rok Paweł Moder, dyrektor i członek zarządu w spółce Link.

— Zdecydowanie wzrosły przychody z racji poprawy nastrojów gospodarczych, szczególnie w drugiej połowie roku. Klienci z większym optymizmem patrzyli w przyszłość, deklarując wzrosty przewozów. Siłą napędową ponownie okazał się eksport — mówi Paweł Moder. Dodaje jednak, że byłoby o wiele lepiej, gdyby nie wyrok SN i dopuszczenie jego stosowania w stosunku do wcześniej zawartych umów.

— Potwierdziło to, że polskie firmy potrafią sobie poradzić z konkurencją, rosnącymi kosztami i wymaganiami klientów, ale są wrażliwe na niestabilne prawo krajowe i jego niespójność z przepisami unijnymi. Był to zatem także rok niepewności i niepotrzebnych sporów sądowych, niejasnych interpretacji prawnych i podatkowych, co angażowało znaczne zasoby firm transportowych w działania niezwiązane z ich główną działalnością — komentuje Paweł Moder.

Dlatego pojawiły się inicjatywy dążące do ujednolicenia przepisów i obrony branży przed nieprzemyślanymi działaniami organów państwa. M.in. stowarzyszenie TLP ma niebawem złożyć skargę konstytucyjną w sprawie „ryczałtów” za noclegi.

Persona non grata

W 2014 r. zmieniła się też atmosfera w „starej” Unii.

— Francja zakazała odbywania regularnej przerwy tygodniowej kierowcy w kabinie pojazdu, a zaraz za nią zrobiła to Belgia. Znacznie utrudnia to polskim firmom świadczenie usług dużego i małego kabotażu. W połowie roku w Niemczech uchwalono prawo o płacy minimalnej, które weszło w życie 1 stycznia 2015. Przepis ten, nazywany w skrócie MiLoG, mówi, że pracownik na terenie Niemiec musi otrzymywać co najmniej 8,5 euro/godz. Zgodnie z interpretacją niemiecką dotyczy to również kierowców przejeżdżających przez ten kraj — opowiada Andrzej Szymański.

Oznacza to, że nawet kierowca, który jedzie z Polski do Francji, przejeżdżając tranzytem przez Niemcy musi dostawać wynagrodzenie zgodnie z MiLoG. Absurd polega na tym, że kierowca nie ma nic wspólnego ze świadczeniem pracy w Niemczech i tylko korzysta z infrastruktury drogowej w tym kraju, za co zresztą pracodawca też słono płaci.

Miało być pięknie

W 2014 r. firmy polskie umacniały pozycje na rynkach europejskich, osiągając niemal 25-proc. udział w rynku usług transportowych.

— Dzięki temu tworzyły miejsca pracy i zasilały budżet państwa większymi podatkami. Inwestycje w nowoczesne floty, wdrażanie nowoczesnych systemów informatycznych i kreatywność w szukaniu nowych rozwiązań logistycznych — z tej perspektywy rok 2015 rysował się optymistycznie. Także spadające ceny ropy pozwalały na optymistyczne prognozy — mówi Paweł Moder. Dodaje, że nawet konflikt na Ukrainie z otwierającymi się możliwościami zawarcia kompromisu przestał odgrywać rolę „złego wilka”.

— Niestety, bez rozgłosu rząd niemiecki wprowadził ustawę godzącą w fundamentalne zasady założycielskie UE, czyli swobodny przepływ towarów, pracy i kapitału — uważa Paweł Moder.

Dodaje, że dlatego rok 2015 nie zapowiada się jednak optymistycznie. Na razie dla transportu, a w przyszłości dla całej gospodarki.

— Pytanie, czy polski rząd dostrzeże problem, zanim będzie za późno? Czy znów partykularne interesy polityczne w roku wyborczym przesłonią interes gospodarczy i naszą wspólną przyszłość? — zastanawia się Paweł Moder.

Możesz zainteresować się również: