Trójkąt urozmaici portfel

opublikowano: 28-04-2016, 22:00

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o życiową prawdę. I o aukcyjny obrót, który zwiększył się w ubiegłym roku prawie 120 proc.

Obrazy Stanisława Fijałkowskiego ewidentnie drożeją, chociaż mało kto ma pewność, co większość z nich przedstawia. Płótna warte kilkadziesiąt tysięcy złotych zapełniać może właściwie jedna złamana w połowie kreska, trochę nierówny trójkąt czy proste pasy z lekko zaokrąglonymi krawędziami — i, szczęśliwie, zupełnie nie trzeba wiedzieć, o co w nich chodzi, żeby móc w przyszłości zarobić.

Zarówno pod względem kolorystycznym, jak i kompozycyjnym sprzedany właśnie obraz jest wyjątkowo bogaty. Płótno oznakowane jako „7.1.60” ma nie tylko bladoszare tło, ale pojawia się na nim jeszcze czarne pole, czerwony krzyżyk, przerywana linia, dwa nieodgadnione, ale trochę cielesne kształty i wielkie pomarańczowe koło — taka różnorodność nie mogłaby przejść niezauważona, więc z ceny wywoławczej 60 tys. zł stawka na aukcji wzrosła do 95 tys. zł.

Obrót pracami tego autora rośnie nieprzerwanie od 4 lat, a w ubiegłym roku był prawie 14-krotnie większy niż w 2010 r., wynika z danych portalu Artprice, monitorującego wyniki aukcji. Inwestorom, skłonnym przeznaczyć mniejszą kwotę, przyda się jednak informacja, że chociaż malarstwo odpowiada prawie w całości za wartość tego obrotu, pod względem ilości sprzedanych prac stanowi tylko połowę — co oznacza, że w obiegu znajduje się sporo znacznie tańszych prac na papierze.

Grafikę artysty, a dokładnie linoryt z 1976 r., sprzedano na tej samej aukcji już za 4 tys. zł, co można uznać za dobrą cenę, bo praca spełnia kilka ważnych dla inwestora kryteriów — jest sygnowana, przedstawia rozpoznawalny motyw i pochodzi ze stosunkowo wąskiej serii 40 egzemplarzy.

W przypadku twórcy, który nie trudni się wiernym odmalowywaniem widzianego krajobrazu, tylko przetwarzaniem rzeczywistości wedle jakiejś wymyślonej przez siebie koncepcji, reguła dotycząca wzrostu cen jest zwykle taka, że najszybciej rośnie wartość dzieł, które powstały najwcześniej. Obraz „7.1.60”, datowany na 1960 r., ma więc potencjał, dlatego że autor zainteresował się możliwościami abstrakcjonizmu właśnie pod koniec lat 50.

Możliwości abstrakcjonizmu rozumieć należy przy tym dosyć osobliwie, bo nierzeczywiste geometryczne kształty miały zostać nasycone przez niego sensem — dlatego że „malowanie jest formą dochodzenia do odpowiedzi na pytania dotyczące prawdy o życiu”, jak stwierdził sam malarz. Jaki jest sens prac, nie zawsze jednak do końca wiadomo, bo chociaż chłodne w kolorystyce, oszczędne malarstwo rzeczywiście ukazuje jakieś napięcie, interpretacja nie zawsze jest prosta do rozpracowania. W takich przypadkach bezpiecznie jest więc powiedzieć, że zainwestowało się w formę otwartą, bo dla obrazów Fijałkowskiego to wyjątkowo prawda.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane