- Piłka jest po stronie Chin. To Chiny muszą zrobić interes z nami. My nie musimy robić go z nimi – powiedziała we wtorek sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt wskazując, że to słowa podyktowane jej przez prezydenta.
Trump uważa, że „nie ma żadnej różnicy” między Chinami i jakimkolwiek innym krajem poza tą, że są „dużo większe”.
- Chiny chcą tego co my mamy, każdy kraj tego chce, co mamy. Amerykańskiego konsumenta. Czyli mówiąc inaczej, chcą naszych pieniędzy – głosi stanowisko prezydenta USA.
Bloomberg uważa, że jest ono najnowszym dowodem okopania się USA i Chin na dotychczasowych pozycjach, co oznacza brak oznak zbliżania się końca walki polegającej na podwyższaniu barier handlowych do bezprecedensowego poziomu.
Zhu Guangyao, były chiński wiceminister finansów powiedział we wtorek Bloombergowi, że Pekin podejmie rozmowy dopiero kiedy przedstawiciele amerykańskich władz z szacunkiem odniosą się do władz Chin.
- Jeśli USA chcą aby Chiny jedynie zaakceptowały amerykańskie propozycje, amerykańskie warunki, to nie będzie negocjacji – oświadczył.
Zhu powiedział, że rozmowy muszą opierać się na wzajemnym szacunku, pokojowym współistnieniu i nastawieniu na korzyści dla obu stron.
