Trupów w szafie może być więcej

Dawid Tokarz
opublikowano: 2006-03-07 00:00

Pocztowy kontrakt J&S wywołał polityczną burzę. Szef Poczty mówi: nie miałem wyjścia. I narzeka na poprzedników.

„Puls Biznesu”: W piątek w „PB” ujawniliśmy, że przez dwa lata największym dostawcą paliw dla Poczty Polskiej będzie — budząca wielkie kontrowersje — spółka J&S. Ten kontrakt wart jest ponad 400 mln zł. Nasz tekst wywołał polityczną burzę: prominentni działacze PiS domagali się wyjaśnień, pojawiły się nawet pogłoski o pana dymisji…

Zbigniew Niezgoda: Szefem Poczty zostałem 1 grudnia 2005 r. Tego samego dnia dostałem do podpisania umowy z trzema zwycięzcami przetargu na dostawy benzyny i oleju napędowego. Jednym z nich był J&S. Nie chcąc niczego zatwierdzać bez wglądu w dokumentację, wstrzymałem podpisanie umów na dwa miesiące. W tym czasie sprawdzenie procedur przetargowych zleciłem kancelarii prawnej, wystąpiłem też o kontrolę do Urzędu Zamówień Publicznych. Wyniki okazały się jednoznaczne: nie ma przesłanek do unieważnienia przetargu, który był rozpisany i rozstrzygnięty jeszcze za kadencji poprzedniego kierownictwa.

Ale ostateczne umowy — m.in. z J&S — podpisał już pan na początku lutego 2006 r…

— Jeśli bym tego nie zrobił, to po pierwsze: naraziłbym pocztę na horrendalne kary i odszkodowania, które musielibyśmy wypłacić zwycięzcom, po drugie: sparaliżowałbym pracę naszych służb transportowych. I to byłoby działanie na szkodę firmy. Wiem, że J&S wzbudza olbrzymie kontrowersje wśród polityków, nie zmienia to jednak faktu, że — jako legalnie działająca spółka — ma prawo startować w przetargach. Jedynym kryterium przy wyborze ofert pozostawała cena, a tę J&S zaproponowała najniższą. Z punktu widzenia biznesowego obojętne, skąd bierzemy paliwo, liczy się to, że nasz transport działa sprawnie, a do baków trafia paliwo po najniższych dostępnych cenach. Nie jestem politykiem, ale menedżerem.

J&S budzi wielkie emocje nie tylko wśród polityków, ale i w służbach specjalnych. Z naszych informacji wynika, że i one sprawdzały ten przetarg…

— Nie mogę potwierdzić tych wiadomości... Ale mogę powiedzieć tak: nie dostałem żadnej wieści, że przetarg, o którym mowa, stwarza jakiekolwiek zagrożenie dla działalności tak strategicznego przedsiębiorstwa jak Poczta Polska.

Czy przetarg na dostawy paliwa to jedyny kłopotliwy spadek po poprzednich władzach Poczty?

— Nie. Jest wiele innych problematycznych spraw, ale za wcześnie mówić o szczegółach. Wszczęliśmy kontrole — wiele wskazuje na to, że udokumentują nieprawidłowości, do których mogło dojść za czasów poprzedniego kierownictwa. Kontrole te utrudnia jednak zmiana struktury organizacyjnej PP, wprowadzona tuż przed naszym przyjściem — we wrześniu 2005 r. Efekt? Olbrzymie zamieszanie. Naszym priorytetem pozostaje teraz uporządkowanie struktury organizacyjnej, ważne dla codziennej pracy.

Specjaliści zwracają uwagę na zahamowanie inwestycji. A z roku na rok coraz mocniej naciska was konkurencja (całkowite otwarcie rynku nastąpi już w 2009 r.).

— Trzeba uciekać do przodu. Nie wstrzymujemy inwestycji, jedynie analizujemy, czy są niezbędne i czy nas na nie stać. Ponadto za wszelką cenę chcemy dotrzymać terminu komercjalizacji PP. Zamierzamy działać jako spółka skarbu państwa już od 1 stycznia 2007 r. (potrzebna jest zmiana ustawy — przyp. autora). Mam nadzieję, że uda mi się plan zmian w Poczcie zrealizować.

Sprawa kontraktu dla J&S wskazuje, że naciski na pana dymisję nie pochodzą jedynie z wewnątrz, ale i z zewnątrz spółki. Przez weekend docierały do nas sygnały, że pana dymisji domagają się znani działacze PiS…

— Bez komentarza.