W kwietniu na największych portalach rekrutacyjnych opublikowano 266,5 tys. ofert pracy, o 1 proc. mniej niż rok temu – wynika z wyliczeń Grant Thorntona (GT). Średnia trzymiesięczna dynamika ofert wynosi -14 proc. wobec -15 proc. miesiąc wcześniej. Widać poprawę, ale to jest wciąż regres.
Dane są o tyle ciekawe, że obejmują dużą liczbę portali rekrutacyjnych (50) i są ważnym uzupełnieniem danych GUS na temat ofert zgłaszanych do urzędów pracy. Dane GT mają lekki przechył w stronę prac bardziej złożonych, o wyższych zarobkach, ponieważ tego typu pracowników szuka się często w internecie. Dane GUS mają zaś przechył w stronę prac prostszych, słabiej wynagradzanych, ponieważ tego typu ogłoszenia zgłaszane są do urzędów. Co ciekawe, w zakresie prac fizycznych oba źródła danych są bardzo wysoko skorelowane.
Ożywienie widać właśnie w zawodach prac fizycznych. Według GT dynamika nowych ofert w tym obszarze wynosi 4 proc. r/r (średnia 3-miesięczna, podaję takie dane ze względu na dużą zmienność dynamiki). Jest to spójne z danymi GUS, które wskazują na ogólny wzrost liczby ofert o 0,7 proc. r/r. W rozbiciu na zawody widać ożywienie ofert pracy dla kierowców, sprzedawców i magazynierów. Może być to odzwierciedleniem poprawy popytu konsumpcyjnego, którą odczuwają sklepy i firmy świadczące usługi dla konsumentów (np. transportowe).
Wciąż natomiast duże zniżki występują w ofertach pracy w zakresie zawodów biurowych. Największy regres obserwujemy w branży IT, gdzie liczba ofert spadła w ostatnich trzech miesiącach średnio o 40 proc. r/r. Mniejszy jest też popyt na pracowników w marketingu i zawodach finansowych. Potrzeba mniej księgowych, analityków finansowych czy grafików.
Można postawić pytanie, czy spadek popytu na pracę w informatyce, marketingu i finansach nie jest objawem zmian technologicznych. Możliwe, że nowe technologie zaczynają stopniowo wypierać niektórych pracowników. Przyznam jednak, że nie mam na tę hipotezę dobrych dowodów. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś dziś rezygnuje z pracownika, myśląc, że zastąpi go programem ChatGPT, to popełnia błąd.
Bardziej prawdopodobne wydaje się, że jest to po prostu pokłosie niskiego popytu w gospodarce. Wzrost PKB jest w Polsce wciąż niski, nie przekracza 2 proc. r/r. W przeszłości w takich warunkach firmy zwalniały, bo ogólna produkcja zwiększa się wolniej niż wydajność pracy przeciętnego pracownika. Dziś podejście firm jest inne, są skłonne chomikować pracowników z powodu zmian demograficznych i strukturalnych trudności z budowaniem kadr. W warunkach dekoniunktury reagują jednak zmniejszaniem nowych rekrutacji. I to widzimy w ofertach pracy.
Jeżeli jest jakaś pozytywna informacja, to taka, że widać przebłyski ożywienia, a dołek koniunktury jest za nami. Ożywienie jest jednak bardzo powolne.
