TRWA WYŚCIG O KONCESJE
Wysokie opłaty mogą hamować rozwój sieci
CZY MINISTER MIAŁ RACJĘ: Minister Marek Zdrojewski przydzieli wkrótce sześć ostatnich koncesji wojewódzkich. Może dlatego szefowie spółek telekomunikacyjnych przepłacają, byleby tylko wyrwać to, co jeszcze pozostało. Skutki takiej polityki mogą być opłakane. Oby tylko nie stało się tak jak z koncesjami na budowę autostrad. Pozwolenia zostały rozdane, a autostrad jak nie było, tak nie ma. O tym, czy minister Zdrojewski wytypował właściwych zwycięzców, przekonamy się najwcześniej za około 1,5 roku. fot. ARC
Ministerstwo Łączności na dniach przyzna ostatnie telekomunikacyjne koncesje wojewódzkie dla lokalnych operatorów. Zakończy więc oficjalnie demonopolizację tego rynku w Polsce. O tym, czy urzędnicy resortu wytypowali odpowiednie firmy przekonamy się jednak najwcześniej za około 1,5 roku. Dopiero wówczas będzie wiadomo, którzy z operatorów wyłożywszy grube miliony za pozwolenia, wywiązują się równocześnie ze zobowiązań inwestycyjnych.
Właściciele lokalnych spółek telekomunikacyjnych prześcigają się w windowaniu cen za pozwolenia. Kwoty, jakie proponują, są tak zawrotne, że wprowadziły w zakłopotanie nawet organizatorów przetargów. Tymczasem, celem demonopolizacji miały być nie jak największe wpływy dla państwa, lecz wyłonienie silnej konkurencji dla TP SA. Przeszacowanie wartości niektórych koncesji może mieć zgubne skutki dla tempa rozwoju konkurencyjnych do TP SA sieci. Tym samym zaplanowana przez resort szybka demonopolizacja rynku połączeń lokalnych może okazać się po prostu mrzonką.
Nie tędy droga
Zadaniem resortu jest wytypowanie operatorów, którzy zagwarantują najszybszą telefonizację danego województwa. Tymczasem wyścig cenowy, prowadzony przez operatorów, może paradoksalnie doprowadzić do spowolnienia tego procesu. Wygrywają bowiem ci, którzy wykładają najwięcej, a sumy są tak wysokie, że mogą odbić się negatywnie na inwestycjach w budowę sieci telekomunikacyjnej. Operatorzy, którzy dopiero rozpoczęli podłączanie pierwszych abonentów, obciążeni są już zobowiązaniami w granicach 800 mln zł. Wprawdzie MŁ pochwali się wysokimi wpływami, ale czy operatorzy, których wybrało będą mogli pochwalić się sukcesami w przyłączaniu abonentów. Garb w postaci sum wykładanych na koncesje nie ułatwi im tego zadania.
Coraz więcej
Kwoty proponowane za opłaty koncesyjne szokują, ale operatorzy w następnym przetargu i tak płacą jeszcze więcej. Kolejny przetarg oznacza kolejne podbicie stawek, a każdy ma jednego bohatera. Rolę czarnego konia odegrał już El-Net, który za trzy koncesje na województwa koszalińskie, słupskie i suwalskie zapłacił 39 mln ecu (160 mln zł). Ostatnią rewelacją jest natomiast Telefonia Lokalna. Operator z Wrocławia za pozwolenia na zielonogórskie, legnickie i bielskie wyłoży 114 mln ecu (czyli grubo powyżej 400 mln zł). Wszyscy zastanawiają się na kogo przyjdzie kolej tym razem. Gra toczy się natomiast o naj- atrakcyjniejsze województwa: warszawskie i łódzkie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że górą jest ponownie El-Net. Za warszawskie zaproponował podobno 250 mln ecu. Łódź ma kosztować około 80 mln ecu, a tyle zaproponowała ponownie Telefonia Lokalna. Za Kielce zwycięzca przetargu zapłaci podobno w granicach 50 mln ecu.
Skąd różnice
Wszyscy operatorzy przyznają zgodnie, że oferty przetargowe przygotowują w oparciu o dokładny biznesplan. W takim opracowaniu bierze się pod uwagę kilka elementów: liczbę telefonów, które można podłączyć w danym województwie, pozycję TP SA na tym obszarze, średnie wpływy generowane przez jednego abonenta, atrakcyjność ekonomiczną danego województwa czy liczbę jego mieszkańców. Na podstawie tych danych szacuje się — przykładowo za okres 10 lat — wpływy z działalności operatorskiej oraz planowane koszty inwestycyjne i operacyjne. W ten sposób spółka wylicza, ile wyniosą jej zyski po 10 latach i dokładnie taką kwotę może zaproponować za opłatę koncesyjną. Nadwyżki oznaczają po prostu stratę netto. Niezrozumiałe wydają się zatem ogromne różnice w ofertach finansowych operatorów. Netia w dokładnych opracowaniach wyceniła wartość koszalińskiego na 2 mln ecu., a El- -Net zapłaci za to województwo 15 mln ecu. Takie dysproporcje są tym bardziej tajemnicze, że koszt budowy sieci telekomunikacyjnej jest praktycznie jednakowy dla wszystkich spółek. Podłączenie jednego abonenta pochłania bowiem średnio 1000 USD.
Tomasz Siemieniec