Pracownicy Telekomunikacji Polskiej przeprowadzili wczoraj w całym kraju strajk ostrzegawczy. Czy coś wywalczą?
Akcja protestacyjna polegała na odstąpieniu od pracy między 14.00 a 15.00. W Lublinie, Szczecinie, Poznaniu, Bydgoszczy i Wrocławiu pracownicy zdecydowali się też na opuszczenie budynków spółki.
— Nie wyłączaliśmy telefonów, aby nie stwarzać utrudnień dla klientów. Celem akcji jest zwrócenie uwagi zarządu. Chcemy, aby zaczął z nami rozmawiać — mówi Waldemar Stawski, wiceprzewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność.
Zarząd telekomu uznał akcję protestacyjną za nielegalną.
Strajk jest reakcją na zapowiedź redukcji zatrudnienia. Z tego samego powodu od ubiegłego tygodnia w warszawskim biurowcu spółki głoduje kilkunastu związkowców.
Zgodnie z zapowiedziami zarządu operatora, pracę straci blisko 2845 osób.
Pracownicy, którzy zdecydują się na dobrowolne odejścia, dostaną wyższe odprawy. Wyniosą one 18 250 zł, czyli 7300 zł więcej niż planowano.
— Łączna wartość odszkodowania i odprawy wyniesie około 50 tys. brutto na jedną osobę — twierdzi Barbara Górska, rzecznik spółki.
Według protestujących związkowców, redukcja zatrudnienia nie jest konieczna.
— Od momentu, gdy zostaliśmy sprzedani zagranicznemu inwestorowi, zwolniono już około 40 tys. osób. Dziś w TP pracuje zaledwie 30 tys. We France Telecom — 130 tys. osób — mówi jeden ze związkowców.
Protestujący twierdzą, że są szykanowani.
W dniach 4 i 5 kwietnia głodujący w warszawskiej siedzibie TP na prawie 30 godzin zostali uwięzieni w budynku. Ochrona nie pozwalała im z niego wyjść. Mieli też zagłuszane telefony komórkowe. Po interwencji wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej w budynku kontrolę przeprowadził Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP). Stwierdził, że źródło zakłóceń znajdowało się wewnątrz budynku TP.
— Zakłócenia ustały w momencie, gdy kontrolerzy weszli do budynku — mówi Jacek Strzałkowski, rzecznik URTiP.
Barbara Górska stanowczo zaprzecza.
— Zarząd nie podjął żadnych czynności w sprawie blokowania telefonów protestujących — mówi rzecznik TP.