Trzymajmy się, jeszcze trochę

Jacek Kowalczyk
24-10-2008, 00:00

Rynki walut i obligacji przeżywają trzęsienie ziemi. Będzie trzęsło, ale dach na głowę nam się nie zawali — uspokajają ekonomiści.

Kryzys Zagranica wysysa pieniądze z Polski. Jeszcze tu wróci.

Rynki walut i obligacji przeżywają trzęsienie ziemi. Będzie trzęsło, ale dach na głowę nam się nie zawali — uspokajają ekonomiści.

Zagraniczni inwestorzy w popłochu uciekają z Polski. Najpierw pożegnali Giełdę Papierów Wartościowych. Przedwczoraj masowo uciekli z rynku walut, co potężnie osłabiło złotego. Wczoraj parzyć zaczęły papiery skarbowe państwa, inwestorzy na gwałt się ich pozbywali, przez co cena obligacji spadła na łeb na szyję, a oprocentowanie wystrzeliło do poziomów sprzed czterech lat. Czegoś takiego od czasu transformacji jeszcze nie było.

My dziękujemy

— Momentalne wyskoczenie rentowności obligacji (obrazujące spadek ich wartości) to ewidentny dowód na to, że inwestorzy — głównie ze Stanów Zjednoczonych — zabierają swoje pieniądze i ściągają je do siebie. To naturalne w momentach niepokoju, ale skala jest niesłychana — mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

Ucieczki zagranicznego kapitału doświadczają właściwie wszystkie kraje wschodzące.

— Inwestorów nie obchodzą dzisiaj żadne twarde argumenty, nie patrzą na stan gospodarek, ich perspektywy. Po prostu uciekają. To przypomina zachowania stadne — twierdzi Dariusz Rosati, eurodeputowany, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Wyprzedawanie obligacji sprawiło, że złoty tracił dalej na wartości. Po sprzedaży papierów inwestorzy wymieniali bowiem złote na waluty, więc popyt na PLN spadł. Wczesnym popołudniem za dolara płacono nawet ponad 3,1 zł, a cena euro była bliska 4 zł. Takiego cennika nie widzieliśmy od dwóch lat.

Siła spokoju

Na załamanie zareagowali rządzący. Narodowy Bank Polski i rząd zgodnie stwierdzili, że sytuacja jest pod kontrolą.

— My nie zmienimy sytuacji w USA czy w Unii, natomiast polska gospodarka i finanse dość skutecznie chronią się przed kryzysem finansowym. Chcemy przekonać inwestorów, że Polska w naszym regionie jest naprawdę partnerem dość stabilnym — zapewniał Donald Tusk.

Zdaniem władz finansowych, sytuacja wkrótce się ustabilizuje.

— Osłabienie złotego nie ma podstaw fundamentalnych. Wynika z czynników globalnych i ma charakter przejściowy — oświadczyła Katarzyna Zajdel-Kurowska, wiceminister finansów.

Niemal w identycznym tonie brzmiał komunikat wysłany do inwestorów przez bank centralny.

— Dobra kondycja gospodarki sprzyjać będzie powrotowi kursu złotego do poziomu wynikającego z czynników fundamentalnych — uspokaja NBP.

Czy słowne interwencje wystarczą, żeby powstrzymać exodus inwestorów?

— To jedyne, co można w obecnej sytuacji zrobić. Minister finansów i prezes NBP powinni stale powtarzać publicznie tę oczywistą prawdę, że nasza gospodarka ma silne fundamenty makroekonomiczne — uważa Dariusz Rosati.

Wskazówki rządzącym daje przykład Węgier. W środę bank centralny podniósł tam stopy procentowe o 3 pkt procentowe, co miało zahamować gwałtowne osłabianie waluty. Terapia szokowa pomogła tylko na chwilę, wczoraj forint dalej tracił na wartości.

— Dlatego jakiekolwiek interwencje w obecnej sytuacji nie mają żadnego sensu. Są niezwykle kosztowne i nie rozwiązują sytuacji, a mogą nawet być sygnałem dla inwestorów, że jest gorzej niż w rzeczywistości. Trzeba zaczekać, aż złoty osłabi się do zupełnie sztucznego poziomu, wtedy zacznie się umacniać — twierdzi Stanisław Gomułka.

Łap okazję

Zawirowania na rynku walut i obligacji są niespotykane, ale ekonomiści zapewniają, że firmy i zwykli obywatele mogą spać spokojnie. Głównie dlatego, że taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność.

— Złoty kosztuje dziś znacznie mniej, niż wynika z sytuacji gospodarczej. Dlatego w ciągu kilku tygodni powinien zacząć się umacniać. Kredytobiorcy muszą przygotować się, że przez jakiś czas będą płacić wyższe raty, ale wkrótce zaczną one spadać — mówi Maciej Krzak, ekonomista fundacji CASE.

Niewiele warte obligacje nie powinny niepokoić też firm.

— To raczej problem urzędników resortu finansów. Oprocentowanie obligacji nie przekłada się na koszty kredytów. Tu co prawda też sytuacja jest nieciekawa, ale to inna sprawa — uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Zdaniem Stanisława Gomułki, na obecnej sytuacji można nawet zarobić. Zwłaszcza jeśli posiada się dewizy.

— To świetna okazja, aby sprzedawać zgromadzone oszczędności w walutach i wykupywać papiery skarbowe. Są bardzo tanie — przkonuje Stanisław Gomułka.

Damy sobie radę

Załamanie na rynku papierów skarbowych martwi głównie Ministerstwo Finansów, które może mieć problem ze zdobyciem ewentualnych pożyczek. Ale gospodarka sobie poradzi, także ze słabym złotym, bo:

zawirowania są tylko przejściowe, kapitał zagraniczny wróci do Polski,

gospodarka ma silne fundamenty: wysoki wzrost gospodarczy, niską inflację, mały deficyt obrotów bieżących i korzystną sytuację fiskalną,

rynek obligacji i rynek kredytowy to dwie różne rzeczy: rosnące oprocentowanie na jednym nie wywinduje kosztu pieniądza na drugim,

system finansowy jest zdrowy, banki nie inwestowały w ryzykowne instrumenty, prowadziły restrykcyjną politykę kredytową,

słaby złoty — choć daje w kość importerom — pozwala odetchnąć eksporterom, ich zyski mogą wzrosnąć,

większość kredytobiorców walutowych zaciągała pożyczkę, kiedy złoty był jeszcze słabszy niż teraz.

Cytaty

Taniejące papiery skarbowe to przede wszystkim zmartwienie rządu. Na działalność firm nie ma to znaczącego przełożenia.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Wycofywanie się zagranicznych inwestorów podyktowane jest nie sytuacją w Polsce, a potrzebą ściągania kapitału do USA.

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC

Osłabianie się złotego i spadek wartości krajowych obligacji są procesami kompletnie nieuzasadnionymi.

Dariusz Rosati, eurodeputowany, były członek RPP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Trzymajmy się, jeszcze trochę