TS ODBUDOWUJE RYNEK LOTERII

Królak Aneta, Markiewicz Tadeusz
opublikowano: 1999-09-24 00:00

TS ODBUDOWUJE RYNEK LOTERII

Lata tłuste i chude: Chcę powiedzieć, że koniunktura w naszej branży jest sinusoidalna. W tej chwili obroty Totalizatora Sportowego cały czas idą w górę. Kiedyś jednak zaczną spadać i musimy być na te chude lata przygotowani. Z tego powodu dywersyfikujemy działalność.

Sławomir Sykucki, prezes Totalizatora Sportowego, zapowiada, że wejście w segment hazardowego rynku, dotychczas zdominowany przez Polski Monopol Loteryjny, pozwoli kierowanej przez niego firmie odmłodzić grupę klientów. Twierdzi, że TS ze sprzedaży losów docelowo osiągnie 500 mln złotych. Przez trzy lata będzie jednak dokładał do interesu.

„Puls Biznesu”: Czy to prawda, że Totalizator Sportowy rozszerzy swoją klasyczną działalność poza gry liczbowe i wejdzie na rynek loterii?

Sławomir Sykucki: Tak, to prawda. 29 września ruszamy z pierwszą w historii Totalizatora Sportowego zdrapką. Naszym zamierzeniem jest odbudowanie rynku loterii, który kilka lat temu zaczął podupadać. O ile w 1992 roku wartość sprzedanych losów wynosiła około 85 mln złotych, o tyle sześć lat później spadła do blisko 10 mln złotych. Nie ukrywam, że uruchomienie loterii będzie kosztownym przedsięwzięciem. Zakładamy, że przez trzy lata będzie ono przynosiło straty.

— Czy nie jest przypadkiem tak, że wchodzą Państwo w ten segment rynku, który jest zarezerwowany dla Polskiego Monopolu Loteryjnego?

— Absolutnie nie. Taką działalnością mogą zajmować się podmioty powołane przez ministra skarbu. W tej chwili są to dwie instytucje: Polski Monopol Loteryjny i Totalizator Sportowy. Spojrzawszy od strony prawnej, minister skarbu w porozumieniu z ministrem finansów może stworzyć więcej takich podmiotów...

— Czy to prawda, że rezygnuje Pan ze współpracy z Totolotkiem w zakresie sprzedaży losów PML?

— My nie podpisaliśmy umowy z Totolotkiem dotyczącej sprzedaży losów. Mamy porozumienie gospodarcze z 1994 roku, którego ja nie zawierałem i w którym mówi się, że Totolotek ma prawo do sprzedaży w naszych punktach towarów handlowych. W tej chwili jedynym towarem, który Totolotek oferuje w naszych punktach, są losy Polskiego Monopolu Loteryjnego. Powód jest prosty: gdyby chciał sprzedawać co innego, to musiałby zamontować kasy rejestrujące podatek VAT. Takiego „kłopotu” nie ma w przypadku dystrybucji losów PML-u. Trzeba jednak pamiętać, że mamy z agentami umowę o tym, że nie wolno im prowadzić działalności konkurencyjnej. Teraz, kiedy uruchamiamy własną loterię pieniężną, do takiej sytuacji dochodzi. Mamy bowiem inny — naszym zdaniem lepszy — produkt.

— Na czym opiera Pan swoją ocenę?

— Żadna z loterii Polskiego Monopolu Loteryjnego nie osiąga wypłacalności 40-procentowej (średni procent wartości losu wracający do graczy — przyp. red.). Z kolei nasza zabawa ma z założenia wypłacalność 56-procentową, dzięki czemu grający częściej wygrywa. Nie jesteśmy zainteresowani, żeby w tym samym punkcie sprzedawano gorsze i lepsze — z punktu widzenia konsumenta —- losy. Przeciętny człowiek tego nie rozróżnia i jeśli się zrazi do produktu naszej konkurencji, to nigdy nie wróci do gry. To właśnie z tego powodu jesteśmy zainteresowani, żeby nie sprzedawać innych losów. Chciałbym jednak dodać, że zaproponowaliśmy przedstawicielom PML, iż możemy sprzedać te losy, które już są wprowadzone do obrotu. Wychodzimy bowiem z założenia, że tak naprawdę zdrapki są własnością ministerstwa skarbu. Nie mam prawa ograniczać dostępu do rynku istniejącym już losom.

— Wspominał Pan o niebagatelnych kosztach przedsięwzięcia. Ile pochłonie odbudowanie loteryjnego rynku?

— Nie potrafię w tej chwili powiedzieć. Na pewno będziemy z początku ponosili stratę, rzędu 1-2 proc. obrotu. Niemniej perspektywy są zachęcające. Twierdzę, że docelowo loterie wygenerują tyle, ile wyniosły przychody Totalizatora Sportowego w 1995 roku, czyli kwotę 500 milionów złotych. Gdyby dzisiaj jednakowo był rozwinięty rynek loterii i lotto, proporcje wpływów byłyby mniej więcej takie: 2 miliardy złotych z lotto, a 500 mln z loterii. Reasumując 25-35 proc. naszych obrotów powinny przynosić loterie.

— Czym — poza chęcią zdobycia większych wpływów i zysku —spowodowane jest uruchomienie loterii?

— Dla nas ma to istotne znaczenie. Musimy wykreować nowego klienta. Mówiąc brutalnie, ten, który jest przyzwyczajony do chodzenia do budki i wysyłania kuponu Dużego Lotka, starzeje się i powoli się nam wykrusza. Ta zdrapka może zachęcić młodszych klientów. Będziemy przygotowywali krótkie serie loterii z okazji świąt czy ważnych wydarzeń.

— Oprócz uruchomienia loterii, Totalizator angażował się ostatnio w inne, z definicji mniej hazardowe, przedsięwzięcia. Interesowali się Państwo zakupem udziałów w klubie Pogoń Szczecin i budową na jego terenie obiektów komercyjno-mieszkaniowych. Czy sprawa została sfinalizowana?

— Kończymy negocjacje. Są trudne, bo szczeciński klub ma olbrzymie długi. Niełatwo było wręcz zdefiniować, jak duże zobowiązania ma Pogoń wobec wierzycieli.

— Czy inwestycja w szczeciński klub nie początkuje jakiegoś nowego kierunku działań Totalizatora Sportowego, na przykład na niwie developerskiej?

— Posłużę się przykładem. W połowie lat 30. w Hiszpanii wybuchła wojna domowa. Po jej zakończeniu zostało wielu niewidomych i słabo widzących. Generał Franco mógł oczywiście zdecydować o wypłacie zwykłych zasiłków. Zadekretował jednak utworzenie loterii, którą prowadzili poszkodowani przez walki ludzie. Dziś jest ona jedną z mocniejszych finansowo loterii na świecie. Dowodzi tego choćby zakup przez nią dwa lata temu kanału telewizyjnego. Chcę powiedzieć, że koniunktura w naszej branży jest sinusoidalna. W tej chwili obroty Totalizatora Sportowego cały czas idą w górę. Kiedyś jednak zaczną spadać i musimy być na te chude lata przygotowani. Z tego powodu dywersyfikujemy działalność. W tych chudych latach będziemy mieć Pogoń, która za trzy lata będzie dochodowa. Idźmy dalej, za dziesięć tygodni w podziemiach nowej biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego rusza nasza kręgielnia. W marcu uruchomimy kolejny olbrzymi bowling w Jankach pod Warszawą. Staramy się także obniżać koszty. Jako Totalizator Sportowy nie możemy odliczać sobie podatku VAT. Jednak minister skarbu pozwolił założyć spółkę, która przejmie część rozliczeń VAT-owskich. Wszystkie nasze działania mają akceptację, zarówno ministra, jak i rady nadzorczej naszej firmy.

— Nie wspomniał Pan o Ruchu, o którego zakup starał się kiedyś również Totalizator Sportowy?

— Abstrahując od patowej sytuacji, w jakiej znalazł się Ruch, możemy pójść dwiema drogami: biorąc udział w jego prywatyzacji albo zacieśniając stosunki z zarządem tej spółki. Mamy wiele punktów, w których moglibyśmy razem współpracować. Generalnie rzecz biorąc, stanowimy dwie bliźniacze sieci, które mogą się wzajemnie uzupełniać. Nie zmienia to faktu, że Ruch jest wypierany z miast przez prywatną konkurencję, która lepiej potrafi eksponować produkty.

— A czy kierowana przez Pana firma nie chciałaby się zająć końskim hazardem? W grę wchodziłby zapewne udział w prywatyzacji Toru Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu.

— Ten biznes na Zachodzie traci na popularności. Udział zakładów wzajemnych spadł tam z 11 proc. w całości rynku hazardowego w 1989 r. do 5 proc. w tym roku. Mam wrażenie, że większość oferentów, którzy chcą kupić Służewiec, robi to dlatego, by zyskać atrakcyjny teren w stolicy. W Tor trzeba byłoby bowiem naprawdę dużo zainwestować, choćby po to, by przygotować jego profesjonalne oświetlenie. Jesteśmy do tego gotowi, ale mam wrażenie, że nie kochają nas w Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, która jest właścicielem Służewca. Nie będziemy się prosili. Mam pomysł, jak można zarobić na Torze, zachowując jego tożsamość i nie bawiąc się w budowanie na jego terenie hipermarketu. Ale teraz ruch nie należy do nas.

— Jaką rolę może odegrać w Polsce Internet w grach losowych i loteriach ?

— Jako pierwsza z tego narzędzia zaczęła korzystać loteria austriacka. Nie spodziewam się jednak, byśmy mogli coś w tej materii w najbliższym czasie zrobić. Otóż jest przygotowywana nowelizacja ustawy o grach losowych, w której ani słowem nie wspomina się o Internecie ani loteriach telewizyjnych. Te ostatnie są hitem w tej części Europy. Na dowód tego powiem, że dzięki nim na Litwie obroty z hazardu zwiększyły się o 250 proc. Niestety, te dwie kwestie w ogóle nie pojawiają się w nowelizacji ustawy.

“Koński hazard na Zachodzie traci popularność. Udział w rynku zakładów wzajemnych spadł tam z 11 proc. w 1989 r. do 5 proc. w tym roku. Mam wrażenie, że oferenci, którzy chcą kupić Służewiec, robią to dlatego, by zyskać atrakcyjny teren w stolicy. W Tor trzeba naprawdę dużo zainwestować, choćby po to, by przygotować jego profesjonalne oświetlenie. Jesteśmy do tego gotowi, ale mam wrażenie, że nie kochają nas w Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, która jest właścicielem Służewca”.