TS: panowie, tak się nie gra...

Jarosław Królak
opublikowano: 2001-03-01 00:00

TS: panowie, tak się nie gra...

Zapadł werdykt. Trzech członków zarządu Totalizatora Sportowego zadecydowało o tym, że dostawcą nowego systemu dla Totalizatora Sportowego ma być GTech. I to w zasadzie nie powinno wzbudzać wielkich emocji. W końcu ktoś musiał wygrać grę, w której stawką — oprócz lukratywnego kontraktu na dostawę nowego systemu — było kilkadziesiąt milionów złotych rocznie z tytułu prowizji od zawieranych zakładów. Gorzej jednak, że decyzja zapadła niejednogłośnie i w atmosferze skandalu.

O animozjach między Leszkiem Raćkowskim a Władysławem Jamrożym i Zbigniewem Wujcem było głośno już od dawna. Jednak jeszcze na kilka dni przed przetargiem strony starały się zachowywać polityczną poprawność. Leszek Raćkowski choć w rozmowie z „PB” przyznał, że w łonie zarządu Totalizator Sportowy istnieje konflikt, to zapewniał, że wciąż są jeszcze szanse na osiągnięcie kompromisu. Co miał oznaczać ten kompromis, nie było wiadomo.

Jednak już jest jasne, że trzech panów z Totalizatora nie potrafiło się porozumieć. Najlepszym dowodem była wczorajsza konferencja prasowa. Po odczytaniu oficjalnego komunikatu okazało się, że Leszek Raćkowski składa oficjalne votum separatum. I na dodatek twierdzi, że ostateczne oferty od dwóch pozostających na placu boju operatorów otrzymał w dniu ogłoszenia werdyktu. Jego zdaniem, i Władysław Jamroży, i Zbigniew Wujec mieli je dzień wcześniej. Wypowiedziom Raćkowskiego towarzyszyły dziwne uśmieszki na twarzach pozostałych członków zarządu.

Nie będziemy oceniać, która strona ma rację. Jedno jest pewne. Wczorajsza konferencja prasowa udowodniła, że decyzja została podjęta w atmosferze skandalu. Teraz rodzi się pytanie, czy wielcy przegrani tego wyścigu — Telenor i AWI — nie zdecydują się na zaskarżenie tego werdyktu. Panowie, tak się nie gra...