W końcówce ubiegłego tygodnia turecka lira biła rekordy słabości wobec głównych walut. W piątek na czerwono świeciły też europejskie indeksy giełdowe. WIG 20 stracił ponad 2 proc., WIG prawie 2, czyli tyle, ile niemiecki DAX. Zdaniem naszych rozmówców, bezpośrednim powodem piątkowego załamania był artykuł w „Financial Times”, zwracający uwagę na zaniepokojenie Europejskiego Banku Centralnego ekspozycją niektórych banków eurolandu na turecką gospodarkę. Chodziło głównie o instytucje z Hiszpanii, Francji i Włoch. W efekcie euro straciło na wartości do dolara.
— Europejski sektor bankowy powinien sobie z problemem Turcji poradzić. Nie jest tam zaangażowany na taką skalę, jak swego czasu w Grecji. Notowania banków spadały w piątek o kilka procent, a nie w tempie dwucyfrowym, jak w ostatnich kilku latach bywało. Skala problemów jest duża, ale nie porażająca — ocenia Kamil Maliszewski, wicedyrektor departamentu rynków nieregulowanych w mBanku.
— Kryzys niewątpliwie jest, ale związany jest bardziej z zaufaniem niż niewypłacalnością kraju. Zagrożenie jest więc bardziej w głowach inwestorów. Mamy przy tym sezon ogórkowy, płytki wakacyjny rynek i każda informacja może wywołać niewspółmierną reakcję — dodaje Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers.
Dla nas to margines
Kamil Maliszewski zaznacza, że Polski sytuacja nad Bosforem w ogóle nie powinna dotknąć, gdyż nasze instytucje finansowe nie były tam aktywne.
— Oczywiście są fundusze inwestycyjne nastawione na tureckie aktywa, ale nie ma w nich znaczących pieniędzy, a sektor bankowy ekspozycji na Turcję po prostu nie ma — mówi Kamil Maliszewski.
Trzeba jednak pamiętać, że poza naprawdę symbolicznymi funduszami akcji tureckich część funduszy dłużnych uzupełniała portfele tureckimi obligacjami. Ich wysokie oprocentowanie, wynikające z tamtejszej inflacji, traktują jako swoisty dopalacz wyników. Trudno oszacować, jaka obecnie jest skala tego zjawiska, ale w bardzo niewielkim stopniu może się ono odbić na wynikach pojedynczych, dużych funduszy. Nasi rozmówcy przyznają, że złoty osłabiał się w tym samym czasie, co turecka lira. Uważają jednak, że należy na to patrzeć w szerszym kontekście.
— Rentowności polskich obligacji wzrosły, ale wcześniej spadały. Zachowanie złotego pokazuje, że nie ma żadnej paniki. Złoty osłabił się o kilka groszy w ostatnich dniach, ale jest w okolicach, w których był. W ostatnim osłabieniu złotego Turcja na pewno grała dużą rolę, ale czynników, które je wywołały, było więcej. Można choćby wymienić napięcia handlowe między Chinami a Stanami Zjednoczonymi — tłumaczyMariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego.
— Złoty osłabił się do euro, ale to raczej wynik innych czynników niż sytuacja w Turcji. Do dolara złoty stracił więcej, ale to konsekwencja siły amerykańskiej waluty, która prowadziła do jej umocnienia w ostatnich tygodniach — dodaje Kamil Maliszewski.
Dobrze nie jest
Choć nasi rozmówcy twierdzą, że obecnie Turcja nie jest w stanie samodzielnie doprowadzić do istotnego tąpnięcia na rynkach, to przyznają, że sytuacja nad Bosforem nie jest łatwa. Bez istotnego podniesienia stóp procentowych trudno się też spodziewać poprawy. W kraju panuje 16-procentowa inflacja. Za lirę trzeba płacić już ponad 6 dolarów, a jeszcze na przełomie lat 2017 i 2018 kurs był poniżej 4. Niezależność banku centralnego jest wątpliwa. Z drugiej strony prezydent Recep Erdoğan krytykuje podnoszenie stóp procentowych i zmiana frontu byłaby dla niego utratą twarzy.
Problemem jest też to, że turecki wzrost gospodarczy opierał się na kredytach, zarówno konsumpcyjnych, jak i inwestycyjnych. Te były udzielane z pożyczek zagranicznych. Brały je raczej banki niż samo państwo, które w związku z tym zadłużone mocno nie jest.
— Jest spora szansa, że w 2019 r. Turcja wpadnie w recesję. Może do tego dojść kryzys bankowy. Kredyty są tam znacznie większe od depozytów. Nie jest pewne, czy kapitały banków wystarczą, by pokryć straty, gdy część firm przestanie obsługiwać zadłużenie. Czy problemy tureckich banków, połączone z recesją, mogą rozlać się na inne rynki? Pewnie tak, choć Turcja sama w sobie nie powinna spowodować perturbacji na świecie. Gorzej, jeśli Turcja będzie tylko częścią układanki — komentuje Mariusz Adamiak.
Konrad Białas przypisuje Turcji jedynie możliwość wywoływania „wstrząsów wtórnych”. Uważa jednak, że żadnego zagrożenia systemowego sama nie wywoła. W podobnym tonie wypowiada się Kamil Maliszewski.
— Wymiana handlowa z Turcją nie jest na takim poziomie, by zagrozić strefie euro, gdy ta się rozwija — mówi Kamil Maliszewski.
Przyznaje jednak, że jest rozczarowany piątkowym wystąpieniem prezydenta Recepa Erdoğana, a jeszcze bardziej jego zięcia i zarazem ministra skarbu oraz finansów.
— Generalnie były uspokajające, zapowiadały walkę z inflacją, ale zabrakło konkretów. To pokazuje, że nie byli przygotowani na tak duże osłabienie liry — mówi Kamil Maliszewski.


