Szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk uzależnia utworzenie koalicji z Prawem i Sprawiedliwością od propozycji programowych, jakie wysunie PiS. Tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów Tusk oświadczył, że rozstrzygnęła się dopiero pierwsza część "bitwy o Polskę". Jego zdaniem, drugą część, czyli wybory prezydenckie - wygra PO.
"Będziemy usiłowali przekonać PiS, że jeśli mamy współodpowiadać za to, co się dzieje w Polsce, to chcielibyśmy mieć pewność, że program rządowy jest bezpieczny dla Polski. Dzisiaj tej stuprocentowej pewności nie ma" - powiedział Tusk PAP.
"Poczekamy na to, co Jarosław Kaczyński, kandydat na premiera przedstawi - nie jako program wyborczy, bo ten nie do końca jest wyliczony poważnie - ale jako program nowego rządu, i wtedy będziemy poważnie rozmawiali" - dodał. Ten, kto wygrywa wybory - mówił Tusk - ma pełne prawo zaproponować własny projekt, a ewentualni partnerzy oceniają, czy to jest coś, co można razem robić.
Przemawiając do zebranych na wieczorze wyborczym PO Tusk podkreślił, że bitwa o przyszłość Polski trwa i dopiero jej pierwsza połowa została rozstrzygnięta. Nawiązując do zbliżających się wyborów prezydenckich, Tusk wezwał działaczy i zwolenników PO do maksymalnego wysiłku i determinacji, aby Platforma "tę drugą połowę" bitwy o Polskę wygrała.
Tusk przyznał w rozmowie z PAP, że niektóre z propozycji programowych PiS uważa za "niepokojące z punktu widzenia polskiej gospodarki". Jego zdaniem, sfinansowanie obietnic składanych przez PiS w czasie kampanii obciąży budżet na kwotę około 30 miliardów złotych. "Projekty, które PiS przedstawiało w ciągu ostatniego tygodnia wymagają zabrania każdemu z Polaków blisko tysiąca złotych" - dodał.
Powiedział, że PO przygotowała bardzo precyzyjną analizę programu PiS. "Nie korzystałem z niej, ponieważ uznaliśmy, że nasza kampania nie będzie wymierzona przeciwko partnerom. Ale dzisiaj jest czas, żeby pokazać bardzo wyraźnie naszym partnerom, w ilu miejscach w ich programie są delikatnie mówiąc nieścisłości, czy rzeczy nie do zrealizowania" - zapowiedział.
Platforma poczeka na wyjaśnienia tych wątpliwości. "Będziemy pilnować bezpieczeństwa Polaków, szczególnie, jeśli chodzi o ich pieniądze". "Jeśli będziemy mieli pewność, że możliwy jest rząd, który takie bezpieczeństwo Polakom gwarantuje, to będziemy w nim uczestniczyć. Gdyby się okazało, że wątpliwości są zbyt poważne, będziemy dalej rozmawiali" - dodał Tusk.
Komentując wstępne wyniki wyborów Tusk przyznał, że "szarża PiS na Platformę" przyniosła efekt, bo spadły notowania PO. Podkreślił jednak, że jednocześnie spadły też notowania PiS-u. "Gdybyśmy dołączyli się do tego wet za wet, to niewykluczone, że nie przegralibyśmy tych wyborów, ale nie mielibyśmy większości" -ocenił.
"Liczyliśmy na to, że uda się wygrać - trudno. Nazwijmy rzecz po imieniu - propozycja Platformy nie zyskała większości. Bardzo wiele elementów LPR, Samoobrony, SLD i PiS-u ma wspólny trzon. Ponad 2 miliony Polaków zaakceptowała nasze propozycje, ale to za mało, żeby rządzić - widzimy to" - mówił.
Tusk podkreślił, że PO przegrała "o włos" i zapewnił, że jej idee, które - jak powiedział - są także ideami wielu Polaków, będą miały "swoich rycerzy" - ludzi, którzy będą zabiegać, aby były one wcielane w życie. "My z naszych idei nie rezygnujemy" - podkreślił.
Podziękował też wszystkim, którzy "uwierzyli, że w Polsce może dojść do dobrej zmiany i zagłosowali na Platformę". Pogratulował też zwycięstwa konkurentom z PiS.
Tusk zwrócił się też do wyborców tych partii, które "podjęły szlachetną rywalizację" i przegrały wybory. "Platforma i ja będziemy robili wszystko, aby każdy Polak w Polsce czuł się jak u siebie, niezależnie jakie partie wygrały" - oświadczył.