Twarz jak podobrazie

opublikowano: 24-01-2019, 22:00

Charakteryzatorka jest niczym czarodziejka, potrafiąca stworzyć nowe oblicze, zmienić piękną w bestię — lub odwrotnie — wyszczuplić, pogrubić, odmłodzić, postarzyć, przenieść w inną epokę… Anna Kocemba pracuje w tym zawodzie od kilkunastu lat. Na pytanie o największe wyzwanie odpowiada bez wahania — makijaż ślubny.

W latach 90. Anna Kocemba śpiewała w zespołach, tworzonych na potrzeby kontraktów z luksusowymi hotelami w Egipcie, Emiratach Arabskich, Bahrainie i Omanie.

Charakteryzatorka jest niczym czarodziejka, potrafiąca stworzyć nowe oblicze, zmienić piękną w bestię — lub odwrotnie — wyszczuplić, pogrubić, odmłodzić, postarzyć, przenieść w inną epokę… Anna Kocemba pracuje w tym zawodzie od kilkunastu lat. Na pytanie o największe wyzwanie odpowiada bez wahania — makijaż ślubny
Wyświetl galerię [1/8]

Charakteryzatorka jest niczym czarodziejka, potrafiąca stworzyć nowe oblicze, zmienić piękną w bestię — lub odwrotnie — wyszczuplić, pogrubić, odmłodzić, postarzyć, przenieść w inną epokę… Anna Kocemba pracuje w tym zawodzie od kilkunastu lat. Na pytanie o największe wyzwanie odpowiada bez wahania — makijaż ślubny FOT. KRZYSZTOF JARCZEWSKI

— Wspominam to jako ciekawą przygodę i realizację marzenia z dzieciństwa — już w przedszkolu na pytanie, kim chcę być, odpowiadałam, że piosenkarką — śmieje się dzisiaj.

Obecny zawód to z kolei pokłosie marzeń nastolatki — makijażem interesowała się, odkąd pamięta, jednak wtedy, by uczyć się w studium charakteryzacji, trzeba było ukończyć liceum plastyczne, a ona tego warunku nie spełniała. W przerwie między wyjazdami na kontrakty weszła do pierwszej w Łodzi Sephory, która pod koniec lat 90. była miejscem ekskluzywnym.

— Pieniądze z kontraktu się kończyły, a wchodząc do pełnego zapachów salonu z czerwonym dywanem, poczułam, że jestem w miejscu, w którym chciałabym pracować — wspomina Anna Kocemba.

To był pierwszy krok do wkroczenia na nową ścieżkę zawodową. W Sephorze zaczęła od konsultacji kosmetycznych i makijażowych, ale czuła niedosyt. Kryterium fachowości była sprzedaż kosmetyku, nie umiejętności twórcze. W 2000 r., będąc na urlopie wychowawczym, skończyła Międzynarodową Szkołę Charakteryzacji Marii Ewy Dziewulskiej, uznając, że sztuki charakteryzacji nie nauczy się w perfumerii. W kolejnych latach zaczęła pracę jako charakteryzatorka i wizażystka, była też ambasadorką marek L’Oreal i Maybeline.

— Moją pracą dyplomową był mąż Paweł, którego ucharakteryzowałam na trędowatego. Praca nad kreowaniem postaci trwała sześć godzin. Polegało to na utworzeniu ran i deformacji twarzy charakterystycznych dla tej choroby. Wytrzymał — mówi charakteryzatorka.

Anna Kocemba współpracowała w 2008 r. przy „Opowieści letniej”, filmie zrealizowanym przez Katarzynę Kozyrę w jej projekcie artystycznym „W sztuce marzenia stają się rzeczywistością”. Była też zatrudniona na planach filmowych „Kochaj i tańcz” i „Komisarza Aleksa”, brała udział w realizacjach programów telewizyjnych „Paczka”, „Tylko Ty” i teleturnieju „Holl in the Wall”, w którym uczestnicy wpadali do wody, co było próbą wodoodporności makijaży. Ponadto współpracowała z Fundacją Kobiet w projekcie przeznaczonym dla bezrobotnych pań, powracających na rynek pracy.

Rany, blizny i psychologia

W nazwie zawodu jest zawarta idea budowania postaci — nadawanie jej charakteru i pomoc aktorowi w tworzeniu roli. Charakteryzator musi być przede wszystkim pomysłowy i mieć wyobraźnię plastyczną. Trzeba też być na czasie — śledzić nowe trendy i techniki. Uzupełniać wiedzę z zakresu historii sztuki, ubioru, obyczajów, ale również anatomii i fizjologii, by móc przygotować np. charakteryzację człowieka chorego, rannego, pobitego.

— Charakteryzator to nie kosmetyczka. Trzeba wiedzieć, jak wygląda skóra starego człowieka, jak się zmienia twarz, gdy ktoś utyje lub schudnie. Przyznam, że fascynują mnie rany i blizny — przyglądam się uważnie, gdy widzę je w życiu, by później móc je odtworzyć jak najbardziej realistycznie — ujawnia Anna Kocemba.

Podobny pod względem nakładu pracy do teatralnego jest makijaż telewizyjny — Anna Kocemba od 10 lat współpracuje z łódzką Telewizją Toya. Zestresowany gość, przychodzący do studia, w charakteryzatorni może się wyciszyć. Malowani są też panowie, z reguły nieprzyzwyczajeni do warstwy podkładu na twarzy.

— Tu szczególnie potrzeba zaangażowania ze względu na światła i technologię HD — twarz prezentera czy rozmówcy musi wyglądać estetycznie, to najważniejsze — wyjaśnia wizażystka. Rola osoby poprawiającej nastrój na planach zdjęciowych jest dla niej nie do przecenienia. Obiektyw aparatu i światła zmieniają obraz widziany ludzkim okiem, wydobywają niewidoczny połysk i światłocienie, dlatego zawsze ocenia jakość makijażu po zrobieniu zdjęcia i, w raziepotrzeby, wprowadza poprawki. Podczas makijażu rozmawia z modelami.

— Nie każdy czuje się komfortowo, stając przed aparatem — tak rolą fotografa, jak i moją, jest zadbanie o dobre samopoczucie modela — to ułatwia, przyspiesza pracę i daje dużo lepszy rezultat. Ważne, by osoby nie będące zawodowymi modelami, miały poczucie, że wyglądają dobrze — twierdzi Anna Kocemba.

Makijaż na ślub

Wizażystka zawsze przygląda się twarzy modelki, by zdecydować, co warto wyeksponować, podkreślić makijażem, a nad czym trzeba popracować, by to ukryć. „Naga” twarz przed aparatem fotograficznym nie sprawdzi się.

— Naturalnie piękne są tylko dzieci. Pracuję przede wszystkim nad oczami — każde oko po „obróbce” makijażem wygląda lepiej. Czasami po wydobyciu atutów okazuje się, że ktoś ma bardzo ciekawą twarz — uważa charakteryzatorka.

Do zamaskowania najtrudniejsze są defekty cery. Na kształt nosa czy policzków ma się wpływ — światłocieniem można zrobić dużo, ale skóra twarzy to punkt wyjścia.

— To jak podobrazie dla malarza. Na dobrze przygotowanym można namalować wszystko — twierdzi Anna Kocemba.

Najbardziej wymagający okazuje się makijaż ślubny, bo musi zawierać cechy wszystkich innych — panna młoda nie może mieć na twarzy maski, ma wyglądać świeżo i naturalnie. Makijaż musi przetrwać wiele godzin, w różnych warunkach pogodowych, temperaturze, nie rozmazać się od pocałunków i łez wzruszenia, sprawdzać się podczas zdjęć i filmowania. Musi być jednocześnie wyrazisty, jak teatralny, bo na pannę młodą patrzy się i z bliska, i z daleka. Aby spełnić te wymagania, wskazany jest makijaż próbny — bardziej pracochłonny, dłużej trwający, będący szukaniem drogi. Nie zawsze przy pierwszym spotkaniu uda się umalować klientkę tak, by trafić w jej gust.

— Malując, przyglądam się przyszłej pannie młodej, dopytuję o jej oczekiwania, podejście do makijażu, czy się w ogóle maluje i robię optymalny, moim zdaniem, makijaż. Potrzebne bywają zdolności dyplomatyczne — dla niej to zwykle pierwszy makijaż ślubny, dla mnie — jeden z wielu tego typu, dzięki czemu wiem, jak będzie wyglądał na zdjęciach, jak po kilku godzinach, jak z daleka, jak z bliska... Widzę, jak wygląda jej twarz z boku, pod kątem. Staramy się znaleźć złoty środek, bo to ona ma być szczęśliwa — deklaruje charakteryzatorka.

Granice ustępstw

Anna Kocemba jest freelancerką, niezwiązaną na stałe z jednym miejscem. Pracuje na podstawie umowy zlecenia i umowy o dzieło w różnych miastach. Charakteryzator musi być mobilny, a warszawskie stawki przewyższają łódzkie. Praca wymaga nie tylko dokształcania się i znajomości trendów, ale również inwestycji — kufer z kosmetykami i narzędziami pracy kosztuje kilka tysięcy złotych.

Brak etatu początkowo był stresujący, ale też dopingował do szukania różnych form współpracy, w czym pomaga renoma. Po związaniu się z teatrem i telewizją, przestała zamieszczać ogłoszenia o makijażach, jednak dzięki poczcie pantoflowej klientki wciąż się zgłaszają. Swoją pracę uważa za działanie podporządkowane ostatecznemu efektowi — to ona musi się dopasować do fotografa czy operatora, nie odwrotnie, choć nie zapomina, że podpisuje się pod pracą swoim nazwiskiem. Dobry makijaż nie może odgrywać głównej roli, chyba że to jemu poświęcony jest temat sesji. Źle zrobiony makijaż może wyrządzić krzywdę. Klientkom wyjaśnia, że nie narysuje im graficznych brwi, bo — jej zdaniem — to oszpecenie. Za główny błąd uważa nadmierne ufanie trendom. To, co prezentowane jest na pokazach mody albo sesjach fotograficznych, bywa bezrefleksyjnie kopiowane.

— Moda się zmienia — raz jest modne rozświetlenie, innym razem — konturowanie, trzeba być czujnym. Moim zdaniem, niemodne jest tylko jedno — przesada, a o nią łatwo. Dobrze, że są nowe trendy, ale one najbardziej się sprawdzają na nastolatkach — twierdzi Anna Kocemba.

Największy komplement zawodowy? Gdy umalowana przez nią dziewczyna słyszy: „Pięknie wyglądasz!”, zamiast: „Masz piękny makijaż!”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy