Twarzą w twarz z inwestorem

Artur Szymański
opublikowano: 2004-03-15 00:00

Przyszli debiutanci giełdowi spotkali się w redakcji „PB” z inwestorami. Teraz już wiedzą, co zrobić, by odnieść sukces na road show.

Prezentacja spółki dla przyszłych akcjonariuszy jest dla firmy idącej na giełdę nie mniej ważna od wyboru audytora, kancelarii prawnej, oferującego akcje, czy stworzenia prospektu emisyjnego. Od cyklu spotkań z inwestorami zależy powodzenie emisji mierzone liczbą zapisów i uzyskaną ceną akcji — to wnioski z ubiegotygodniowej debaty w ramach akcji „Z Pulsem na giełdę”, która odbyła się w siedzibie „PB”.

W ogniu pytań

Czy znaleźliby się chętni na akcje firmy, której zarząd nie przekonałby, że w spółkę warto zainwestować? Raczej nie. Firmie Doradztwo Gopodarcze DGA to się udało. Jej oferta publiczna zaczyna się dziś. DGA ma za sobą ponad 20 spotkań z inwestorami.

DGA bardzo dobrze wypadło w krzyżowym ogniu pytań przyszłych udziałowców — potwierdza Paweł Borys, zarządzający w DWS TFI.

— Rzeczywiście, pytano nas o wszystko. Nawet o to, czy mam kierowcę. Dla inwestorów ważne było, co by się stało ze spółką, gdyby nagle mnie zabrakło — śmieje się Andrzej Głowacki, prezes DGA.

Gra (nie) warta świeczki

Przedstawiciele inwestorów instytucjonalnych uczestniczących w spotkaniu z przyszłymi giełdowymi spółkami byli bardzo dociekliwi. Nic dziwnego. Wartość obecnie oferowanych przez debiutantów akcji nie jest duża, co zwiększa ryzyko, zwłaszcza dla funduszy emerytalnych. Ewaryst Zagajewski, dyrektor inwestycji w Bankowym OFE, nie ukrywał, że właśnie dlatego małym spółkom trudniej jest zainteresować sobą fundusze.

— To prawda, ale nie ma na razie co liczyć na debiuty dużych firm. Innych ofert niż akcje małych i średnich spółek po prostu nie dostaniecie, więc kupujcie akcje tych, które są — kontrował Wojciech Lewicki, wiceprezes KIM Group.

Paweł Borys z DWS TFI oraz Konrad Łapiński, zarządzający w TFI Skarbiec, chętnie inwestują w perspektywiczne niewielkie firmy — i to zarówno w ofertach publicznych, jak i na rynku wtórnym.

— Przekroczyłem próg 5-proc. głosów na WZA Krakchemii. Jej wartość rynkowa to 80 mln zł — podaje przykład Konrad Łapiński.

Coś za coś

Założyciele i prezesi spółek muszą liczyć się z tym, że nowi akcjonariusze będą chcieli nadzorować działalność spółki. Choć fundusze emerytalne i inwestycyjne są inwestorami pasywnymi, chętnie wprowadzają do rady nadzorczej swoich przedstawicieli. Paweł Borys zaznacza, że spółka nie ma się czego obawiać, jeśli interes kwitnie. Inwestorzy podejmują działania obronne, dopiero kiedy uznają, że zarząd może zaszkodzić spółce.

— Wojna z zarządem to ostateczność. Spada wtedy kurs, więc tracą i fundusze, i dominujący akcjonariusz, zazwyczaj założyciel firmy — twierdzi Paweł Borys.

— Takiego scenariusza należy unikać. Konflikt szkodzi obu stronom. W gruncie rzeczy wszyscy jedziemy na tym samym wózku — dodaje Konrad Łapiński.

Możesz zainteresować się również: