Twórcy reformy bronią funduszy emerytalnych

GN
25-03-2009, 00:00

Forsowana przez rząd obniżka opłat sprawi, że nie będzie z czego sfinansować usprawnienia OFE, na którym emeryci mają zyskać 350 mld zł.

Forsowana przez rząd obniżka opłat sprawi, że nie będzie z czego sfinansować usprawnienia OFE, na którym emeryci mają zyskać 350 mld zł.

Rząd forsuje obniżenie opłat pobieranych przez otwarte fundusze emerytalne (OFE). Przekonuje, że dzięki temu przyszli emeryci w najbliższych 40 latach zyskają 57 mld zł. Branża emerytalna alarmuje, że taka obniżka stawia pod znakiem zapytania możliwość wprowadzenia zmian, które przyniosłyby przyszłym emerytom aż 350 mld zł.

Mowa tu o wprowadzeniu funduszy o różnych profilach ryzyka, zmianie polityki inwestycyjnej czy minimalnej wymaganej stopie zwrotu. Dzięki nim fundusze mogłyby osiągać lepsze wyniki inwestycyjne. A poprawienie stopy zwrotu o 1 proc. w skali roku dla 25-letniego mężczyzny oznacza powiększenie przyszłej emerytury o 24,4 proc. Tymczasem obniżka opłat według pomysłu rządu zwiększy ją tylko o 1,2 proc. — wynika z wyliczeń Ernst Young.

— Obniżenie opłat, a następnie wprowadzenie usprawnień systemu, o których rząd mówił jeszcze w styczniu, sprawi, że zyski towarzystw emerytalnych spadną o 74 proc. w przypadku największych i 61 proc. w przypadku średnich i małych. Mam sygnały od niektórych towarzystw, że właściciele zastanawiają się, czy w takim razie dalsze prowadzenie biznesu ma sens. Jeśli kilka podmiotów wycofa się z rynku, to zmniejszy się konkurencja, a to nie jest w interesie klientów — mówi Ewa Lewicka, niegdyś pełnomocnik rządu odpowiedzialna za wdrożenie refor- my, dziś prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.

Marek Góra, jeden z autorów reformy emerytalnej, przekonuje, że taka sytuacja może doprowadzić do szukania przez towarzystwa oszczędności, a to grozi obniżeniem jakości usług.

Autorzy reformy skrytykowali też inny krążący ostatnio pomysł: dobrowolność przystępowania do OFE.

— Nowy system emerytalny jest bezpieczny dzięki różnorodności. Składka jest podzielona na dwa strumienie, które idą różnymi drogami i spotykają się na końcu w kieszeni emeryta. Część, którą zarządza ZUS, jest zakupem swego rodzaju obligacji skarbu państwa powiązanych z tempem wzrostu gospodarczego Polski — mówi Marek Góra.

Część, która trafia do otwartych funduszy emerytalnych, powiązana jest natomiast z rynkami kapitałowymi.

— Dzięki temu jest dywersyfikacja i system lepszy, niż gdyby całość trafiała do ZUS lub OFE. Doświadczenia ze wszystkich cywilizowanych krajów pokazują, że system, który nie jest obowiązkowy, się nie sprawdza, bo nie staje się powszechny. A to jest w publicznym systemie kluczowe. W prywatnym klient decyduje, a potem bierze za to odpowiedzialność. W publicznym ryzyko za błędne decyzje przeniesione jest na całe społeczeństwo. Dlatego musi być powszechny i nie można dopuścić do dowolności — mówi Marek Góra.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GN

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Twórcy reformy bronią funduszy emerytalnych