Tygrys w paski biało-czerwone

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-10-24 00:00

Copyright do tytułu ma prezydent Bronisław Komorowski, który taką wizję naszego kraju promował wobec biznesu w Republice Korei (południowej) podczas krótkiej wizyty oficjalnej.

Z perspektywy Krainy Porannej Ciszy tygrysia wizualizacja Polski jest niewątpliwie bardziej zrozumiała niż odtwarzanie płyty o zielonej wyspie. Stamtąd jesteśmy postrzegani jako jedna z prowincji Unii Europejskiej, z którą Korea od 1 lipca 2011 r. ma umowę o wolnym handlu, chociaż na okres przejściowy obłożoną wieloma zastrzeżeniami.

Polski pech polega na tym, że mają one charakter również pozataryfowy i dotykają akurat sektorów dla nas istotnych — na przykład żywnościowego. Efektem jest ogromny deficyt Polski w obrotach dwustronnych, który rocznie przekraczał już 4 mld USD, choć ostatnio zmalał.

Deklaracja prezydentów Polski i Korei o strategicznym partnerstwie podnosi poziom relacji, chociaż prawnie niczego nie zmienia. Ale zwłaszcza w Azji taki sygnał polityczny z najwyższego szczebla jest ważną wskazówką dla biznesu. Oczywiście pod warunkiem, że idą za nim kolejne kroki.

W tym kontekście wypada docenić gest prezydenta — zabranie na pokład wyczarterowanego z LOT dreamlinera B787 ponad 40-osobowej reprezentacji gospodarczej, wśród której dominował sektor przedsiębiorstw małych i średnich.

To istotna okoliczność, ponieważ jakże często barierą w nawiązywaniu relacji z odległymi geograficznie partnerami są dla drobnych przedsiębiorców koszty. Zapłacenie jedynie za noclegi zachęca do przeprowadzenia takiego dalekiego rozpoznania.

Efekt synergii byłby jednak lepszy, gdyby polityczno- -biznesowy mariaż został dokładniej przygotowany.

Absolutnie nie powinno być tak, że na polsko-koreańskim forum gospodarczym kilkudziesięcioosobowe ekipy rozpoznają się dopiero z... list wyłożonych w recepcji, czytając z zaciekawieniem, któż tam się stawił z drugiej strony. A na lunchu siadają przy stołach przypadkowo i z ciekawością czytają wizytówki nieznanych sąsiadów.

Z Warszawy do Seulu jest tak daleko, a podobna okazja trafia się tak rzadko, że wszystko powinno być wcześniej pogrupowane branżowo drogą elektroniczną, a potencjalni partnerzy wręcz powinni znać swoje twarze! Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych podpisała w Seulu umowę z jej odpowiednikiem KOTRA (Korea Trade-Investment Promotion Agency), więc jest nadzieja, że następnym razem podobna wyprawa przyniesie większą wartość dodaną.

Efekty tej zakończonej w środę poznamy po owocach bardzo odłożonych w czasie. Podstawowy cel, czyli zmniejszenie deficytu handlowego, osiągnąć bardzo trudno. Koreański rynek tradycyjnie jest hermetyczny, mimo obowiązywania umowy handlowej z UE. Kultura biznesowa opiera się na kilku filarach: hierarchiczności, zbiorowości, współzależności, zachowawczości, długich procesach decyzyjnych i szybkim działaniu. Dlatego nadal niezrównanie łatwiej mówić o kolejnych inwestycjach koreańskich w Polsce, które oczywiście są bardzo oczekiwane, ale tylko pogłębią nierównowagę. W Seulu polski tygrys na razie to raczej pluszak.