Ubezpieczenia w leasingu z konieczności

Ochrona ryzyka: Leasingodawcy ograniczają firmom możliwości zakupu polis dla floty na własną rękę. Przedsiębiorcy na tym tracą

Jesteś przedsiębiorcą z flotą aut w leasingu i chcesz ją samodzielnie ubezpieczyć? To może się okazać trudne albo nawet niemożliwe. Niektóre firmy leasingowe we współpracy z ubezpieczycielami znalazły sposoby na to, żeby zatrzymać polisy komunikacyjne małych podmiotów w swoim portfelu.

KARA ZA OBCĄ POLISĘ:
Wyświetl galerię [1/2]

KARA ZA OBCĄ POLISĘ:

Jak mówi Łukasz Wawrzeńczyk, prezes firmy Profika Broker, leasingodawcom nie podoba się, że firmy chcą ubezpieczać się na własną rękę. Dlatego, nie mogąc już obniżać cen, często proponują im dodatkowe opłaty za sam fakt wyboru ubezpieczenia obcego. [FOT. ARC]

Pakiet ze zwyżką

Z informacji, które otrzymaliśmy od brokerów i agentów ubezpieczeniowych, wynika, że przedsiębiorcy, którzy chcą samodzielnie zawrzeć polisę dla swojej floty w leasingu, coraz częściej dostają propozycję znacznie droższą, niż gdyby skorzystali z oferty leasingodawcy. Dodatkowa opłata, zwana zwyżką za leasing, może sięgać nawet 40 proc. wartości polisy.

— Faktycznie, część ubezpieczycieli stosuje zwyżki za pojazdy w leasingu. Wynoszą one od 10 do 40 proc. — przyznaje Jakub Mucha, prezes Infinity Brokerzy Ubezpieczeniowi. Ale to niejedyna zachęta do ubezpieczania się za pośrednictwem leasingodawców. Powszechnie stosowane są także opłaty administracyjne w przypadku wyboru własnego ubezpieczenia. — Sięgają one 200-300 zł za każdą polisę oraz jej odnowienie — mówi Monika Koszykowska, broker specjalista ze STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.

— Ponadto niektóre firmy leasingowe w ogóle nie godzą się na tzw. obce ubezpieczenie — twierdzi Adam Gługiewicz, współwłaściciel Agencji Ubezpieczeniowej Katarzyna Gługiewicz. Jego zdaniem, zdarzają się także przypadki, kiedy przedsiębiorca u agenta czy brokera ubezpieczeniowego dostaje stawkę znacznie niższą niż w leasingu, a wtedy leasingodawca zmniejsza ją do tego samego poziomu.

Obniża składkę i nie wyraża zgody na ubezpieczanie we własnym zakresie. Taka metoda przekonania do zawierania ubezpieczeń za pośrednictwem leasingodawców wiąże się z inną — proponowaniem przez firmę leasingową bardzo korzystnej oferty w pierwszym roku ubezpieczenia, która w kolejnych latach staje się już znacznie mniej atrakcyjna, a możliwości własnego ubezpieczenia — ograniczone.

— Umowy leasingowe zwykle są zawierane na około 5 lat i mało który przedsiębiorca orientuje się, że stawka jego ubezpieczenia staje się w tym czasie bardzo niekonkurencyjna. Nie chce mu się porównywać ofert, zakresów czy szukać innych rozwiązań — tłumaczy Adam Gługiewicz.

Miliardy przypisu

Zdaniem naszych informatorów, takie działania mogą mieć na celu zatrzymanie odpływu firm z ubezpieczeń w leasingu. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w 2015 r. zaczęła przyglądać się stawkom w ubezpieczeniach komunikacyjnych. To spowodowało, że ubezpieczyciele, zgodnie w wytycznymi KNF, dostosowali koszty polis do oceny ryzyka. Wojna cenowa się skończyła, ale pojawił się problem flot w leasingu.

— Okazało się, że mało szkodowi klienci leasingujący swoje floty samodzielnie są w stanie dostać bardzo dobre stawki ubezpieczenia, więc zaczęli odchodzić z portfeli leasingowych. To nie podoba się leasingodawcom, którzy tracą przychody. Ubezpieczyciele też nie chcą rezygnować z partnerów przynoszących im rocznie nawet kilka miliardów złotych przypisu składki. Ale po interwencji KNF nie można już obniżać stawek, żeby przyciągnąć na nowo firmy do leasingu. Ten sposób się wyczerpał, zaczęto więc szukać nowych — tłumaczy to zjawisko Łukasz Wawrzeńczyk, prezes firmy Profika Broker.

Jak sugeruje były dyrektor w centrali dużego ubezpieczyciela odpowiedzialny za floty — który nie chce ujawniać tożsamości — sprzedawcy polis w leasingu pobierają sowite prowizje, sięgające 20-24 proc., podczas gdy standard w innych kanałach to 12 proc. — Jeśli ktoś ma flotę 3 tys. aut i za ubezpieczenie jednego dostaje kilkaset złotych, to łatwo sobie wyobrazić, o jakie pieniądze chodzi — mówi nasz informator. Na wspomnianych procederach najbardziej tracą przedsiębiorcy.

— Niskoszkodowi klienci, chcąc ubezpieczyć się poza pakietem leasingowym, dostają zwyżki i w efekcie płacą więcej niż przedsiębiorcy, którzy ubezpieczyli się w leasingu. A tam opłaca się ubezpieczać tylko najbardziej szkodowym klientom, którzy nie mają innego wyjścia. Pakiety leasingowe historycznie są bardziej szkodowe. Wciąż nie działa tutaj indywidualna ocena ryzyka. Wszyscy wrzucani są do jednego worka, a stawki są uśredniane — mówi Łukasz Wawrzeńczyk.

Jego zdaniem, dodatkowym minusem ubezpieczenia w leasingu jest fakt, że w takim przypadku umowa zostaje zawierana między ubezpieczycielem a leasingodawcą. Tym samym firma nie ma dostępu do ważnych zapisów umowy generalnej, która determinuje zakres ochrony ubezpieczeniowej.

Mały się nie obroni

Zdaniem brokerów i agentów zwyżki za leasing stosowane są szczególnie w przypadku małych i średnich przedsiębiorców. — Dlatego, że są najmniej świadomi. Duże przedsiębiorstwa nie pozwolą sobie zrobić krzywdy i nie godzą się na podobne rozwiązania, natomiast w stosunku do mniejszych firm coraz trudniej jest nam znosić zwyżki za leasing. Mamy w obsłudze co najmniej 50 małych lub średnich flot, w których znegocjowaliśmy je, ponieważ występowały we wstępnych ofertach — mówi Łukasz Wawrzeńczyk.

Ubezpieczyciele i leasingodawcy stosowanie zwyżek mogą tłumaczyć koniecznością naprawy pojazdów w autoryzowanych stacjach obsługi (ASO) i stosowania oryginalnych części. — Ale przecież od kilkunastu lat działa dyrektywa UE o częściach zmiennych, która jasno mówi, że nie trzeba używać części producenta, tylko można stosować tańsze zamienniki — mówi anonimowy informator.

— Leasingodawca nie może narzucić warsztatu ani rodzaju części, jakie mają być zastosowane przy naprawie. Przedsiębiorca ma w tym zakresie wybór — podkreśla Łukasz Wawrzeńczyk.

Natomiast brak zgody na ubezpieczenie obce często tłumaczy się faktem, że to leasingodawca jest właścicielem pojazdu zobowiązanymzapewnić mu obowiązkową polisę komunikacyjną. — Podobna argumentacja też się nie broni. Ustawa o obowiązkowych ubezpieczeniach OC mówi o posiadaczu pojazdu jako podmiocie posiadającym gestię ubezpieczeniową, a nie o jego właścicielu — mówi Adam Gługiewicz.

Kontrargumenty

Ubezpieczyciele nie przyznają się do zamieszczania w umowach dodatkowych opłat za leasing, w większości przypadków nie odpowiadając jednak wprost na pytanie, tylko tłumacząc, że ceny ustalane są indywidualnie. „Warta nie stosuje w ofertach ani umowach flotowych dodatkowych zwyżek dla pojazdów finansowanych przez firmy leasingowe. Stawki dla floty pojazdów użytkowanychprzez daną firmę niezależnie od faktu, czy są własne, czy leasingowane, ustala się indywidualnie w oparciu o wielu czynników, w tym m.in. częstość i wartość szkody, zakres ubezpieczenia czy sposób i charakter użytkowania” — tłumaczy biuro prasowe Warty.

W podobnym duchu odpowiada PZU. „W przypadku polis flotowych oferta jest negocjowana. Strony mogą się umówić na ubezpieczenie np. tylko pojazdów poza leasingiem, albo jedynie transzy w leasingu, bądź wszystkich aut, ale ze zwyżką w przypadku tych, które stanowią przedmiot wynajmu długoterminowego. Liczba scenariuszy jest nieskończona i ciężko jednoznacznie stwierdzić, że stosujemy „zwyżkę za leasing” — odpowiedziała Ergo Hestia.

Natomiast leasingodawcy opłaty administracyjne tłumaczą dodatkową pracą, jaka powstaje po ich stronie, gdy muszą zarządzać obcym ubezpieczeniem.

— Jeżeli polisa jest administrowana choćby przez brokera, to firma leasingowa czy ubezpieczyciel nie ponoszą żadnych kosztów — twierdzi Łukasz Wawrzeńczyk.

W Pekao Leasing koszt zgody na obce ubezpieczenie to 300 zł. — Opłata jest pobierana za czynności, jakie muszą być wykonane po stronie leasingodawcy w celu weryfikacji zakresu ubezpieczenia własnego klienta — mówi Katarzyna Munnich z biura prasowego Pekao Leasing. — Jest to opłata wynikająca z dodatkowej pracy — rejestracji dokumentów w systemie, weryfikacji ich treści, komunikacji wysyłanej do klienta. U nas wynosi 100 zł — mówi Anna Grajkowska, wiceprezes PKO Agencji Ubezpieczeniowej.

Konrad Karpowicz, wiceprezes Masterlease, dodaje, że firma leasingowa sprawdza w ten sposób, czy dana polisa spełnia jej wymogi, i dokonuje jej ewidencji. — Faktem jest, że preferujemy polisy zawierane za naszym pośrednictwem, bo takie rozwiązanie daje nam pewność, że są one odpowiednio sprofilowane pod potrzeby naszych klientów i wymogi umów leasingu — twierdzi Konrad Karpowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Ubezpieczenia w leasingu z konieczności