Brak zapłaty za dostarczony towar czy usługę to największy koszmar przedsiębiorców, szczególnie tych, którzy handlują z kontrahentami za granicą. Rzetelność i odporność na bankructwo zagranicznych firm trudniej sprawdzić. Przezorni wolą kupić polisę, żeby w razie problemów zapłacił ubezpieczyciel. Jednak i to nie zawsze pomoże.

Bezlitosne cięcia
Z dużym ograniczeniem limitów kredytowych przez swojego długoletniego ubezpieczyciela należności spotkała się nagle pod koniec ubiegłego roku Sico Polska, firma działająca w branży poligraficznej i reklamowej.
— Ubezpieczyciel zrobił to po doświadczeniach z pierwszej, niezbyt dobrej połowy roku, ale właśnie wtedy, kiedy my wróciliśmy na ścieżkę wzrostu i dzięki nowym kontraktom mogliśmy się dynamicznie rozwijać. Obcięcie limitów kredytowych znacznie ograniczyło naszą aktywność — mówi Aleksander Goldschneider, członek zarządu Sico Polska.
Jego zdaniem, dbanie o ryzyko kredytowe przez firmę ubezpieczeniową jest jak najbardziej zrozumiałe. Sico jest jednak bezpiecznym klientem, u którego żadne problemy się nie pojawiły.
— Mamy nadzieję, że w tym roku, po dobrej końcówce ubiegłego, ubezpieczyciele będą patrzeć na nas łaskawszym okiem — dodaje Aleksander Goldschneider.
Redukcja limitów to standardowa reakcja ubezpieczycieli należności na zwiększone ryzyko. Kiedy tylko przekroczy ono pewien poziom, w pierwszej kolejności blokują możliwość nadawania nowych limitów, a jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie, redukują albo wręcz wycofują się z tych wcześniej przyznanych. Niektóre firmy do dziś pamiętają cięcie limitów w kryzysowym 2008 r., kiedy wiele z nich zostało bez ochrony, choć, jak mówili specjaliści związani z tym rynkiem, w tamtym czasie w Polsce nie działo się jeszcze nic złego, a na pewno nie w każdej branży. Dzisiaj o podtrzymanie dotychczasowych limitów walczą przedsiębiorcy, którzy handlują z Ukrainą.
— Wszyscy ubezpieczyciele bez wyjątku uznali, że ryzyko przekroczyło akceptowalny dla nich poziom. Dotyczy to również KUKE, która ubezpiecza transakcje na rynkach o podwyższonym ryzyku politycznym ze wsparciem skarbu państwa — mówi Marcin Olczak, dyrektor działu ryzyka kredytowego w firmie brokerskiej Marsh.
Skomplikowany produkt
Limit kredytowy, czyli maksymalne bezpieczne saldo należności, do poziomu którego odpowiada ubezpieczyciel, jest wyliczane przed zawarciem umowy ubezpieczenia w wyniku badania m.in. danych finansowych kontrahenta, jego historii płatniczej, sprawdzenia, czy nie zalega on z płatnościami innym przedsiębiorcom oraz analizy historii dotychczasowej współpracy przedsiębiorcy z kontrahentem.
Jeśli te czynniki ulegają pogorszeniu, nic dziwnego, że zmienia się również zaangażowanie ubezpieczyciela w postaci wysokości limitu kredytowego. Nie tylko zresztą to. Wyższe ryzyko motywuje ubezpieczycieli także do zwiększania udziału własnego (czyli kwoty, do wysokości której w przypadku szkody ubezpieczyciel nie odpowiada) oraz podnoszenia stawek, z czym mieliśmy do czynienia ostatnio.
— W ubiegłym roku ceny polis ubezpieczenia należności oferowanych przez polskich ubezpieczycieli rosły ze względu na wzrost ryzyka handlowego i rosnącą liczbę upadłości w Polsce. W tej chwili sytuacja dotycząca cen ubezpieczenia nieco się ustabilizowała, a koszt polisy uzależniony jest głównie od branży i od ryzyka kraju — w przypadku należności eksportowych. Cena polisy mieszanej, obejmującej sprzedaż krajową i eksportową, a taką ochronę mają najczęściej polscy eksporterzy, jest wiec wypadkową wyceny ryzyka w Polsce i w krajach, do których ubezpieczony kieruje sprzedaż objętą tą polisą — mówi Maciej Drowanowski, dyrektor zarządzający Coface w Polsce.
Zdaniem ubezpieczycieli, pretensje przedsiębiorców często są efektem niezrozumienia istoty ubezpieczenia należności, jednego z najbardziej skomplikowanych produktów ubezpieczeniowych. — Współpraca handlowa nie jest samochodem, dla którego polisę można przygotować w przeciągu kilkunastu minut na podstawie kilku zmiennych. Do każdego klienta i modelu współpracy z nim podchodzimy indywidualnie — tłumaczy Paweł Szczepankowski, dyrektor zarządzający Atradius w Polsce. Ta współpraca trwa aktywnie także po zawarciu umowy.
Polisą stale trzeba zarządzać. Ubezpieczyciel monitoruje relacje klienta z kontrahentem, analizuje rynek itd. Trudno się dziwić dostosowywaniu przez ubezpieczycieli warunków ubezpieczenia do ryzyka. Naturalnie zależy im na uniknięciu dużych strat, a polisa ma zapewniać ochronę na wypadek zdarzeń nagłych i nieprzewidzianych, a nie pewnych.
W tym ostatnim przypadku nie miałaby sensu. Dobrze by było tylko, gdyby zmiany zawsze były adekwatne do zmian poziomu ryzyka i zastosowane we właściwym czasie, a nie wprowadzane bez względu na sytuację w konkretnej firmie, branży czy rynku. A to także się czasem ubezpieczycielom zdarza — uważają ich klienci.
Ubezpieczenie należności w pigułce
Ochrona obejmuje:
tzw. ryzyko handlowe, czyli nieprzewidziane zdarzenia powodujące nieotrzymanie należności za wysłany towar czy zrealizowaną usługę w wyniku prawnie stwierdzonej upadłości kontrahenta lub zwłoki w zapłacie
Ochrona nie obejmuje:
ryzyka politycznego, czyli zdarzenia w otoczeniu kontrahenta, głównie w jego kraju, które powoduje, że nie ma on możliwości uregulowania swojej należności lub dokonuje płatności w walucie lokalnej, co nie wystarcza na pokrycie wartości należności (obejmuje to ryzyko ubezpieczenie KUKE, w przypadku niektórych innych ubezpieczycieli można je do ochrony włączyć) transakcji między podmiotami powiązanymi należności ubocznych (np. kary umowne, odsetki za zwłokę) należności niespełniających warunków umowy ubezpieczenia (np. przekraczające limit kredytowy, niezgłoszone do windykacji) należności płatne przedpłatą czy akredytywą potwierdzoną strat spowodowanych naruszeniem prawa.