Ubezpieczyciele przecierają carsharingowe szlaki

Karolina Wysota
13-11-2017, 22:00

Towarzystwa ubezpieczeniowe chcą wykreować nowy trend — w ramach likwidacji szkód komunikacyjnych OC oferują kierowcom wynajem aut na minuty. Czy Polska stanie się światowym trendsetterem?

Przesiadanie się z własnego samochodu do wspólnego jest bardzo popularne na Zachodzie — liderem w Europie są Niemcy, gdzie z usług carsharingowych korzysta ponad 1,7 mln osób. Na świecie kolektywnymi samochodami jeździ blisko 6 mln kierowców, a według prognoz do 2021 r. liczba ta urośnie do 30 mln. Współdzielenie dotarło również do Polski — po ulicach jeździ około 2 tys. takich aut. Na tle zachodniego sąsiada, gdzie carsharingowych aut jest dziesięć razy więcej, wypadamy blado, jednak niebawem może się to zmienić — do promowania trendu włączają się bowiem ubezpieczyciele. Co ciekawe, pomysły są rodzime — nie są kalką modeli biznesowych z zagranicy.

Innowacyjna Warta

Od poniedziałku wynajem samochodów na minuty oferuje poszkodowanym kierowcom Warta. — Jesteśmy otwarci na nowe rozwiązania, które pojawiają się na rynku. Samochody carsharingowe są uzupełnieniem naszej oferty likwidacji szkód. Klienci nadal będą mogli korzystać z tradycyjnego wynajmu aut zastępczych — mówi Adam Fulneczek, dyrektor zarządzający departamentu strategii likwidacji szkód w Warcie. Ubezpieczyciel współpracuje z firmą Traficar, której flota samochodów w kraju składa się ze 1100. Z ich usług można korzystać w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Trójmieście oraz we Wrocławiu.

— Do końca pierwszego kwartału przyszłego roku Traficar pojawi się również w aglomeracji śląskiej — mówi Konrad Karpiński z Traficara. Firma będzie także wzmacniać miasta, w których jest już obecna, dlatego w najbliższych miesiącach flota urośnie o kilkaset samochodów. Warta jest na razie jedynym ubezpieczycielem, z którym firma weszła w partnerstwo. Dlaczego kierowca, który odda własny samochód do warsztatu, ma wybrać auto carsharingowe zamiast zastępczego, które będzie miał pod ręką?

— Jeżdżenie autem carsharingowym jest tańsze. Kierowca nie płaci za paliwo czy miejsce postojowe w centrum miasta — tłumaczy Adam Fulneczek. Klienci Traficara płacą średnio za jeden kurs 13,50 zł. Użytkownik aplikacji płaci 30 zł za dzień, czyli wsiada w carsharingowy samochód przynajmniej dwa razy. W praktyce wychodzi około 2 zł za kilometr. Zdaniem Adama Fulneczka, korzystanie z aut carsharingowych jest bardzo proste — wystarczy pobrać aplikację i się zarejestrować.

Trzeba jeszcze wysłać firmie carsharingowej zdjęcie dowodu osobistego lub paszportu oraz prawa jazdy. Po weryfikacji firma usuwa plik. Obecnie około 30 proc. poszkodowanych kierowców korzysta z samochodu zastępczego — wynika z danych udostępnionych przez Wartę, a liczba zainteresowanych cały czas rośnie. Dla porównania: w Niemczech z aut zastępczych korzysta około 80 proc. kierowców. Warta nie chce ujawnić, ile kosztuje ją wynajem samochodu zastępczego, jednak zaznacza, że wprowadzając usługę carsharingu, nie kierowała się finansami.

— Jeśli w przyszłości okaże się, że krok ten przyniesie firmie oszczędności, to dobrze. Nie to jednak było naszym celem — podkreśla dyrektor. Na jakich zasadach ubezpieczyciel będzie określał wartość vouchera doładowującego konto w aplikacji Traficar?

— Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, oceniając rozmiar szkody. Jeśli osoba, która zdecyduje się na carsharing, zgłosi się do nas z prośbą o samochód zastępczy na dłuższą podróż, nie będziemy robić problemów z jego przyznaniem — zapewnia Adam Fulneczek. Warta przygotowała vouchery o wartości od 100 do 1000 zł. Poszkodowany kierowca może liczyć dziennie na 100 zł doładowania carsharingowej aplikacji. Jeśli klient nie wykorzysta całej kwoty do momentu likwidacji szkody, może to zrobić później, bez limitu czasowego.

Hestia promotorem

Jako alternatywne rozwiązanie dla auta zastępczego na polskim rynku ubezpieczeniowym carsharing zapoczątkowała Hestia. Ofertę składa klientom już od końca września.

— Próbujemy przełamać barierę mentalną, czyli mocne skupienie na posiadaniu pojazdu. Mamy pierwsze doświadczenia od kilkunastu klientów. Opinie są pozytywne — mówi Daniel Waldowski, menedżer projektu w grupie Ergo Hestia. Podobnie jak Warta, Hestia nie traktuje tego projektu jako sposobu na szukanie oszczędności. Postawiła się w roli jego promotora — chce, aby Polacy poznali ideę i polubili ją. W Polsce carsharing jest młodą usługą, która może poprawić komfort życia w mieście.

Mieszkańcy stolicy niechętnie jednak przyglądają się tej innowacji, obawiając się, że samochody jeszcze bardziej zakorkują miasto. Tymczasem z badań wynika, że jeden samochód carsharingowy zastępuje od ośmiu do dwudziestu prywatnych. Filozofia współdzielenia polega na tym, aby jak najmniej samochodów stało, a te, które są używane, były w ruchu jak najczęściej.

— Badania dowodzą, że przez 97 proc. czasu samochód nie jeździ — tłumaczy Katarzyna Panek z firmy Panek, partnera biznesowego Hestii. Firma Panek na razie działa wyłącznie w Warszawie, jej carsharingowa flota składa się z 300 aut. W przyszłym roku pojawi się także w Trójmieście.

— Zdecydowaliśmy się na współpracę z firmą Panek, ponieważ zaproponowała nam samochody hybrydowe. Chcemy wpisać się w trend ekonomicznej i ekologicznej jazdy — wyjaśnia Daniel Waldowski.

Hestii zależy na tym, aby carsharing kosztowo równoważył się z usługą samochodu zastępczego. Wspólnie z firmą Panek ustaliła, że 100 zł na dzień wystarcza na przeciętne korzystanie z usługi. Jeśli kierowca nie wykorzysta przyznanej mu kwoty do czasu likwidacji szkody, będzie mógł to zrobić przez trzy kolejne miesiące. Projekt carsharingu firmy traktują pilotażowo.

AXA wtóruje konkurencji

— W chwili zgłoszenia szkody trudno nam ocenić, ile będzie trwać naprawa i na jak długo poszkodowany potrzebuje samochodu. Wydaje się nam, że carsharing może być bardzo elastyczną alternatywną — mówi Grzegorz Anczewski, szef likwidacji szkód w AXA. Jego zdaniem, carsharing ma szansę stać się popularną formą likwidacji szkód.

— Klienci potrzebują samochodu zastępczego, ale nie potrzebują go stale. Kwota kilkuset złotych, które od nas dostanie kierowca, powinna mu zapewnić mobilność do czasu naprawy jego auta — uważa Grzegorz Anczewski, dodając, że ubezpieczyciel myśli o carsharingu w kontekście drobnych szkód, wymagających kilku dni naprawy. AXA planuje ruszyć z pilotażowym projektem w grudniu, również z firmą Panek. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Carsharing lekiem na korki i smog

ADRIAN FURGALSKI

wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR

Cieszę się, że staramy się chwycić trend światowy i inwestować w obszar carsharingu. Jeden samochód wykorzystywany w ramach ekonomii współdzielenia wypycha z miasta kilka samochodów prywatnych. Wszystkie tego typu inicjatywy mają dać miastom świeży oddech i więcej wolnej przestrzeni. Z badań wynika, że samochody hybrydowe przez 70 proc. czasu jeżdżą na silniku elektrycznym, a każde ograniczenie emisji spalin jest na wagę złota. Smog w stolicy w 60 proc. powodują wyziewy z aut prywatnych. Dlatego zachęcam duże miasta do tego, aby śmiało wchodziły w ekonomię współdzielenia. Na koniec zeszłego roku po Polsce jeździło około 500 elektryków i kilka tysięcy samochodów hybrydowych. Liderem przesiadania się z samochodów spalinowych w elektryczne jest Norwegia, która zachęca kierowców dopłatami. Świadomość ekologiczna ludzi jest tam tak duża, że w okolicach 2025 r. rynek norweski będzie nasycony samochodami elektrycznymi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Ubezpieczyciele przecierają carsharingowe szlaki