Czytasz dzięki

Ubrania głównie na e-wieszakach

opublikowano: 20-05-2020, 22:00

Mimo otwartych od 4 maja galerii klienci niechętnie odwiedzają sklepy — odzież kupują online.

Ponowne otwarcie galerii handlowych i umożliwienie sieciom odzieżowym sprzedaży stacjonarnej nie przynosi na razie dużych plonów. Obumarłe centra handlowe, bez restauracji i kawiarni, nie przyciągają klientów.

Liczba odwiedzających galerie handlowe to około 60 proc. stanu sprzed
zamknięcia. Nie wszyscy odwiedzający jednak wchodzą do sklepów. W przypadku
salonów z modą klienci dużo chętniej kupują ubrania online.
Zobacz więcej

TŁOKU NIE MA:

Liczba odwiedzających galerie handlowe to około 60 proc. stanu sprzed zamknięcia. Nie wszyscy odwiedzający jednak wchodzą do sklepów. W przypadku salonów z modą klienci dużo chętniej kupują ubrania online. Fot. Marek Wiśniewski

Zobacz także

— Są lokalizacje, w których odwiedzalność naszych sklepów jest mniejsza o 80 proc. niż przed pandemią. W dużych obiektach handlowych średnia wynosi około 70 proc. — mówi Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes LPP, właściciela sklepów m.in. Mohito i Reserved.

Po pierwszym tygodniu ponownego otwarcia sklepów w centrach handlowych i dwóch tygodniach działania mniejszych w retail parkach grupa CCC odnotowała około 50-procentowy spadek ruchu rok do roku. Dla nowej rzeczywistości są charakterystyczne trzy zjawiska.

— Po pierwsze — spadek o połowę ruchu rok do roku w największych galeriach. Po drugie — zadowalająca, jak na ten czas, konwersja, czyli przejście osób odwiedzających sklep do grupy klientów dokonujących zakupu, co częściowo kompensuje spadek ruchu. Po trzecie — paragony z większą liczbą produktów, co jest pochodną tego, że do sklepów przychodzą klienci z realną potrzebą — mówi Jakub Grzelak, dyrektor ds. sprzedaży CCC.

Zasady bezpieczeństwa wprowadzone w centrach handlowych nie zachęcają do robienia zakupów w tradycyjny sposób. Klienci sklepów, podobnie jak w pozostałych miejscach publicznych, muszą nosić rękawiczki i maseczki zasłaniające usta i nos. Do tego dochodzi zakaz przymierzania ubrań i ograniczenie liczby klientów. Zdaniem Krzysztofa Bajołka, twórcy marki Medicine i modowej platformy internetowej Answear.com, powrót do ruchu sprzed pandemii zajmie sporo czasu.

— Galerie handlowe muszą znów zakwitnąć, kusić bogactwem i różnorodnością oferty, zapewnić klientom bezpieczeństwo i rozrywkę — mówi Krzysztof Bajołek.

Nadzieje daje wznowienie pracy w punktach gastronomicznych i salonach urody, ale na owoce III etapu odmrażania gospodarki trzeba jeszcze poczekać. Na razie sklepy działają w nowej rzeczywistości, która oznacza spadek sprzedaży.

— Jeśli chodzi o sprzedaż w naszych salonach, notujemy spadek o 60-70 proc. wobec tego samego okresu w 2019 r. Zatem głównym kanałem sprzedaży nadal pozostają e-sklepy, w których odnotowaliśmy wzrost sprzedaży nawet o 200-300 proc. — mówi Przemysław Lutkiewicz.

To właśnie e-commerce w momencie przymusowego zamknięcia salonów był dla branży plastrem na rany, który przynosił jakiekolwiek wpływy. Dziś, po otwarciu salonów, również rozkwita.

— Co prawda jest to okupione niższymi marżami z powodu presji cenowej na rynku i wzrostu kursu walut, ale mimo wszystko można optymistycznie patrzeć w przyszłość. Jeśli weźmiemy pod uwagę, ilu nowych klientów rozpoczęło zakupy na stronach Answear.com w ostatnim czasie, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że handel zmienia się na naszych oczach — uważa Krzysztof Bajołek.

Według twórcy i właściciela Medicine słaba sprzedaż offline i trwający konflikt interesów w galeriach handlowych może skończyć się przeniesieniem wielu odzieżowych marek do internetu.

— Obawiam się, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Wynajmujący nie chcą schodzić z poziomu swoich zysków, a najemcy nie będą wstanie zapłacić takich czynszów jak do tej pory. Nie będę zdziwiony, jeśli niektóre marki wytrwają przy swoich oświadczeniach i trwale odstąpią od wielu umów, przenosząc tym samym biznes do sieci — mówi Krzysztof Bajołek.

Pytani o prognozy właściciele marek odzieżowych nie spodziewają się szybkiej zmiany klimatu.

— Ruch w sklepach stacjonarnych będzie nadal dużo mniejszy. Wpływać na to będą m.in. obawy związane z przebywaniem w dużych skupiskach i limitowany dostęp do centrów handlowych. Utrzyma się natomiast skłonność klientów do zakupów przez internet. Prognozujemy, że przychody w sklepach stacjonarnych w tym roku będą znacząco niższe w stosunku do zeszłorocznych, a powrót do poziomu sprzedaży będzie możliwy dopiero w 2021 r. — mówi wiceprezes LPP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dominika Masajło

Polecane