Ubywa chętnych do Eurolandu

Jacek Kowalczyk, Rafał BIałkowski
opublikowano: 2010-12-15 06:49

Strefa euro przestaje być postrzegana jako elitarny klub zwycięzców. Za dużo w niej porażek. Politycy w Europie Środkowej coraz częściej sprzeciwiają się integracji walutowej.

Politycy kolejnych krajów europejskich podważają sens przynależności do strefy euro. Tym razem ostro zabrzmiały słowa przewodniczącego słowackiego parlamentu, który nie wyklucza porzucenia euro.

— Najwyższy czas, by Słowacja przestała wierzyć w to, co mówią przywódcy strefy euro, i przygotowała plan B, czyli powrót do korony — stwierdził Richard Sulik, polityk koalicji rządzącej, ceniony w słowackich kręgach gospodarczych.

— Nikt nie może nas zmuszać do euro. To zależy wyłącznie od naszej woli i nie ma powodu do pośpiechu — stwierdził z kolei w ubiegłym tygodniu Petr Necas, premier Czech.

Przyjęciem unijnej waluty nie zajmuje się też rząd Węgier. Integracja walutowa dla gabinetu Viktora Orbana nie jest celem politycznym, a ponadto sytuacja fiskalna Węgier (zwłaszcza dług publiczny przekraczający 80 proc. PKB) nie pozwalają myśleć o przyjęciu euro w ciągu najbliższych lat.

Polski rząd również łagodzi stanowisko. O tym, że nie ma co spieszyć się do strefy euro, wypowiadali się ostatnio Jacek Rostowski, minister finansów, Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze, oraz wicepremier Waldemar Pawlak.

Więcej w środowym "Pulsie Biznesu"