Uczta Niepodległości

opublikowano: 11-11-2017, 10:00

Amerykanie świętują Dzień Dziękczynienia jedząc indyka, w Polsce coraz popularniejsza staje się gęsina jedzona w dzień świętego Marcina. Francuzi fantastycznie sprzedali swoje Beaujolais, my możemy uczcić Dzień Niepodległości świętomarcińskim winem. A na koniec zagryźć rogalem.

Jedzenie gęsiny w listopadzie ma w Polsce długą tradycje. Łączone było często z darciem pierza, czyli gęsiego puchu. Oskubana gąska trafiała potem na stół, lub była sprzedawana. 

Zobacz więcej

Uroczysta kolacja na Zamku Królewskim w Warszawie, wydana przez prezydenta Ignacego Mościckiego

Jak przypominał dr Jacek Szklarek, prezes Slow Food Polska, w XIX wieku na Warszawskiej Giełdzie Towarowej sprzedawano rocznie 3,5 mln gęsi! Większość z nich trafiała do Niemiec, ale warszawiacy także korzystali z walorow smakowych tego mięsa. W listopadzie 1865 r., poczynając od św. Marcina (11 listopada), w mieście liczącym 350 tys. mieszkańców, zjedzono 20 tys. gęsi. 

Szczególne tradycje chowy tego drobiu pielęgnowane są na Kujawach, a szczególnie na terenie historycznej Krajny. Aby ptak dobrze wyrósł musi być trzymany na wolności, najlepiej na terenach podmokłych, z dostępem do wody. Na trzy miesiące przed ubojem dobrze jest dodać do gęsiej diety owies.

Pierze jest wykorzystywane do wypełniania poduszek (choć niestety coraz rzadziej), mięso jest jedzone, ale pożyteczny jest również smalec stosowany leczniczo. Przed laty przeziębionym smarowano nim piersi i plecy. 

Tradycją dnia św. Marcina jest również picie młodego, kilkutygodniowego wina z jesiennych zbiorów. W zasadzie każdy region winiarski celebrował ten zwyczaj. Jednym z najbardziej znanych jest właśnie Beaujolais Nouveau – wino z okolic francuskiej miejscowości Beaujolais na północ od Lionu. Polską odpowiedzią na sztucznie zaszczepiony nam zwyczaj francuski jest wino świętomarcińskie, które od kilku lat podbija nasze stoły. Sprawcą zamieszania jest krakowska Winnica Srebrna Góra, która przeciera szlaki od 2013 r. Połączenie świętomarcińskiej gęsi z takimże winem jest zaskakująco dobre i powinno stać się polską tradycją. 

A na deser? Oczywiście poznański rogal! Tradycja ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów lub w zastępstwie – z ciasta zwijanego w wole rogi. Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta interpretowano jako nawiązanie do podkowy, którą miał zgubić koń świętego obdarowującego ubogiego połową swego płaszcza.

W Poznaniu tradycja wypieku rogali świętomarcińskich na 11 listopada istniała na pewno w 1860 r., kiedy to opublikowano w Dzienniku Poznańskim najstarszą dziś znaną reklamę rogala świętomarcińskiego. Popularna jest jednak legenda, że tradycja w obecnym kształcie narodziła się w listopadzie 189 r. Według niej w okolicach święta patrona miasta, św. Marcina, proboszcz parafii pod jego wezwaniem, ks. Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, który pracował w pobliskiej cukierni, namówił swojego szefa, aby wskrzesić starą tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo. Zwyczaj wypieku w 1901 przejęło Stowarzyszenie Cukierników. Po I wojnie światowej do tradycji obdarowywania ubogich powrócił Franciszek Rączyński, zaś przed zapomnieniem tuż po II wojnie światowej uratował rogala Zygmunt Wasiński.

Świętomarcińska gęsina, wino i rogale mogą być składnikami wspaniałej uczty. Okazja nasuwa się sama - 11. listopada 1918 r. zakończyła się Wielka Wojna, a Polska odzyskała niepodległość. Czas świętować!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Historii / Uczta Niepodległości