UE bez Polski? to możliwe

Mira Wszelaka
19-11-2001, 00:00

Słowa Guentera Verheugena o możliwym małym rozszerzeniu Unii bez udziału Polski zupełnie nie przystają do oficjalnych deklaracji unijnych urzędników. Dlatego krajowi politycy nie chcą ich nawet komentować. Ekonomiści zaś albo poczytują je za lapsus, albo próbę wywarcia nacisku na Polskę.

Guenter Verheugen, komisarz ds. rozszerzenia Unii Europejskiej, potrafi zaskakiwać. Od lat uważany za polityka przychylnego Polsce i zwolennika jej szybkiej integracji ze strukturami unijnymi, ostatnio coraz częściej zdradza zniecierpliwienie. Widać je po niezbyt fortunnych wypowiedziach prezentowanych zarówno podczas wizyty w Polsce, jak i poza jej granicami. Tym razem kontrowersyjna wypowiedź dotyczyła możliwości pierwszego rozszerzenia o małą grupę państw, wśród których nie byłoby Polski. Tym samym komisarz wyraźnie podał w wątpliwość to, że Polska zdąży zamknąć negocjacje do końca 2002 r. — tak, by stać się członkiem UE w 2004 r.

— Będzie duże rozszerzenie, jeżeli będzie z Polską. Będzie małe rozszerzenie, jeżeli będzie bez Polski — powiedział Günter Verheugen w Strasburgu po tegorocznej prezentacji raportów o stanie przygotowań państw kandydujących do Unii.

Wypowiedź komisarza tym bardziej zdumiewa, że od dawna nikt już nie bierze pod uwagę małego rozszerzenia, nie mówiąc o tym, że nie objęłoby ono Polski. Taka też jest strategia rozszerzenia (tzw. Big Bangu) oficjalnie prezentowana przez państwa „piętnastki”, które przyznały, że w budżecie Unii Europejskiej do 2006 r. znajdą się pieniądze dla większej grupy nowych członków.

Także wielu najwyższych rangą dyplomatów europejskich nieraz podkreślało, że jakiegokolwiek rozszerzenia bez udziału naszego kraju nie będzie można traktować w kategoriach prawdziwego powiększenia UE, a jedynie jako tzw. inkorporację dużych miast.

Zarówno krajowi politycy jak i negocjatorzy nie chcą komentować tego typu wypowiedzi, traktując je jako lapsus, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistą polityką. Ta z kolei nasze członkostwo w UE w 2004 r. uzależnia od zakończenia negocjacji do końca 2002 r. Na razie Polska jest na dobrej drodze do tego celu. Są też jednak tacy, którzy w słowach komisarza widzą próby nacisku na większą uległość Polski w negocjacjach bądź też większe zaangażowanie w rzeczywisty proces dostosowań. Tej tezy także nie można wykluczyć. Jedno jest jednak pewne, najwyżsi rangą urzędnicy powinni ważyć słowa.

Zdążymy na czas

Marek Kłoczko

sekretarz generalny KrajowejIzby Gospodarczej

- Zbliża się finał negocjacji i to właśnie on powoduje, że politycy uciekają się do różnych chwytów, by wytargować więcej. Wypowiedź komisarza należy traktować właśnie w kategoriach pewnego nacisku, który jest obliczony na większe ustępstwa. Nikt nie ma bowiem wątpliwości co do tego, że w pierwszym rozszerzeniu będzie uczestniczyć także Polska. Gdyby tak się nie stało, byłby to zły sygnał dla świata. Świadczyłby też o tym, że Unia nie do końca rozumie sens rozszerzenia.

Janusz Jankowiak

główny ekonomista BRE

- Gdyby nasz kraj nie wszedł w pierwszej turze, pociągnęłoby to za sobą reperkusje polityczne. W Polsce wzmocniłaby się frakcja antyeuropejska. Niewykluczone, że wydarzyłoby się coś, czego nikt dotąd nie brał pod uwagę — Polacy odrzuciliby w referendum wejście do Unii nawet w późniejszym terminie. Jednak konsekwencje rozszerzenia bez Polski byłyby tak negatywne również dla samej Unii, że taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny.

Andrzej Stępniak

profesor Ośrodka Badań Integracji Europejskiej Uniwersytetu Gdańskiego

- Wszyscy politycy unijni deklarują, że przy rozszerzeniu UE nie będzie dyskryminacji, a każdy kraj kandydujący będzie miał takie same szanse, by wejść w pierwszej kolejności. W polityce Unii od dawna nie mówi się o tzw. dwuetapowości w przyjmowaniu członków, czyli małym i dużym rozszerzeniu. Z tego punktu widzenia wypowiedź Guentera Verheugena wybiega poza ustalenia Komisji Europejskiej i jest swego rodzaju lapsusem. W świecie wielkiej polityki jest to rzecz niedopuszczalna. Jednak litera prawa wskazuje na to, że możliwe jest pojedyncze przyjmowanie kilku krajów, jeżeli pozostałe będą znacznie opóźnione w spełnianiu unijnych kryteriów. Od nas więc zależy, czy zdążymy z przygotowaniami.

Andrzej Maciejewski

dyrektor firmy konsultingowej Kienbaum Polska

- Słowa Guentera Verheugena trzeba potraktować w kategoriach politycznej gry. Bruksela wyraźnie widzi, że Polska jest zdeterminowana, by zakończyć negocjacje do 2002 r. Nic dziwnego, że w tej sytuacji UE próbuje wytargować więcej, a takie wypowiedzi są elementem gry. Oczywiście łatwiej byłoby Unii przyjąć mniejsze państwa, bo z Polską jest dużo problemów. Tyle że z politycznego punktu widzenia dla Brukseli akcesja Polski jest kluczowa.

Wojciech Kuźmierkiewicz

wiceprezes Polfarmedu

- Wypowiedź Guentera Verheugena i jej podobne mogą świadczyć o próbie wywarcia presji w celu uzyskania większych ustępstw

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / UE bez Polski? to możliwe