UE: Czy Hiszpania i Polska powinny trzymać się razem?

Inga Czerny
opublikowano: 2004-12-15 21:59

Konflikt polsko-hiszpański jest wynikiem nieporozumienia; oba kraje powinny trzymać się razem w negocjacjach budżetu Unii Europejskiej, wbrew innym, które chcą zniesienia unijnej polityki spójności - uważają źródła hiszpańskie.

"Hiszpania nigdy nie podważała potrzeby wyrównania poziomu nowych krajów członkowskich, a zwłaszcza Polski" - poinformowały w środę w Brukseli źródła hiszpańskie.

Te same źródła tłumaczą, że Hiszpania przekonała Holendrów do wycięcia z dokumentu na temat budżetu Unii w latach 2007-2013 sformułowania o potrzebie solidarności z nowymi krajami UE w obronie obecnego kształtu polityki spójności. W dalszej perspektywie leży to, zdaniem Hiszpanów, także w interesie Polski.

Kontrowersyjny dokument mają przyjąć przywódcy państw Unii podczas rozpoczynającego się w czwartek szczytu w Brukseli.

Sformułowania wycięte z paragrafu 33. tego dokumentu mówiły, że należy kierować się "solidarnością w dzieleniu funduszy spójności w rozszerzonej Europie, respektując szczególne potrzeby nowych krajów członkowskich".

Hiszpania tłumaczy, że pozostawienie tych zapisów oznacza możliwość radykalnej zmiany w podejściu do polityki regionalnej: po raz pierwszy mówi się bowiem nie o potrzebie wyrównywania poziomu zapóźnionych regionów, ale krajów. Miałoby to być na rękę niektórym z płatników netto do budżetu UE, którzy chcą, by w przyszłości stała się domeną krajów członkowskich.

Hiszpania chciałaby tworzyć z Polską wspólny blok w obronie propozycji budżetu Komisji Europejskiej na lata 2007-2013 (1,14 proc. DNB). Tylko wówczas suma do podziału byłaby wystarczająco duża, by wystarczyło pieniędzy dla regionów ze "starych" i "nowych" krajów.

Ale cięcia w propozycji Komisji będą raczej niezbędne, z czego zdają sobie sprawę i Madryt i Warszawa. Żądają ich główni płatnicy do budżetu UE, tzw. grupa sześciu (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Holandia, Szwecja i Austria), apelując o zamrożenie wydatków Unii na poziomie 1 proc. DNB.

Hiszpania obawia się, że cięcia będą dotyczyły głównie wydatków na politykę spójności w starych krajach Unii.

Hiszpania może mieć rację, przestrzegając przed zmianą zasad polityki spójności. Za kilka lat, wraz ze spodziewanym wzrostem gospodarczym w Polsce oraz po wejściu do Unii biedniejszych od nas Bułgarii, Rumunii i krajów bałkańskich, a później ewentualnie także Turcji, Polska nie będzie już w grupie nowych i najbiedniejszych krajów UE. Współpraca z "szóstką" może okazać się wtedy krótkowzroczna.

Wówczas lepiej zrozumiemy Hiszpanię i jej starania, by biedne regiony hiszpańskie, dotknięte tzw. efektem statystycznym, mogły nadal otrzymywać fundusze unijne. Wraz z rozszerzeniem UE obniżył się bowiem średni PKB, wiele dotychczasowych regionów Unii stało się relatywnie bogatszych i utraciło prawo do funduszy.

Nie można jednak zapominać, że Madryt w negocjacjach budżetowych chce zachować nie tylko fundusze strukturalne dla regionów (muszą mieć PKB niższy niż 70 proc. średniej unijnej), ale także fundusze spójności. Te, w przeciwieństwie do funduszy strukturalnych, trafiają do stolic i należą się krajom z PKB niższym niż 90 proc. średniej unijnej. Ponieważ Hiszpania przekroczyła ten pułap, powinna przestać je otrzymywać. Madryt wystąpił oficjalnie o ich kontynuowanie.