UE dokona weryfikacji

Anna Leder
16-02-2004, 00:00

Zdaniem Wiesława Kaczmarka, Polska nie do końca wykorzystała szanse, jakie przyniosły ze sobą przemiany ustrojowe.

„Puls Biznesu”: Jak ocenia Pan rok 1994 z perspektywy 10 lat?

Wiesław Kaczmarek: Po roku 1989 wydawało się, że Polska wzorcowo wykorzysta szansę, jaką daje jej transformacja ustrojowa i otwarcie na świat. I chociaż tak się nie stało, to w 1994 r. zaczął się jednak trend wzrostowy.

Jakie były wówczas warunki do prowadzenia działalności gospodarczej?

— W opinii publicznej mocno były zakorzenione oczekiwania, które wiązały się ze słynnym hasłem „Sto milionów dla każdego”. Lech Wałęsa wykorzystał wykreowany przez siebie slogan do zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Liczne mutacje tego hasła krążyły po kraju i mamiły ludzi obietnicą powszechnego rozdawnictwa. Tymczasem właśnie, w 1994 r. trzeba było wdrożyć uchwalony przez parlament program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Oznaczało to wprowadzenie na rozwijający się dopiero rynek kapitałowy (giełda działała zaledwie od 2 lat) 500 przedsiębiorstw zgrupowanych w 15 NFI.

Duże polskie firmy znajdowały się w fazie poszukiwania swojej tożsamości, a warunków działania nie miały najlepszych. Inflacja i wysokie koszty prowadzenia działalności spowodowały wyraźny spadek popytu krajowego. Ponadto do załamania się układu kooperacyjnego i długoletnich porozumień z krajami RWPG doszła twarda i bezwzględna konkurencja zachodnich korporacji. Wiele podmiotów miało problemy z długami, lekarstwem na które miała być ustawa o restrukturyzacji finansów przedsiębiorstw i banków (Bankowe Postępowania Ugodowe).

A jak sobie radziły mniejsze firmy?

— Ta kategoria przedsiębiorstw przed rokiem 1994 w zasadzie nie istniała. Sektor MSP można było sprowadzić do rzemiosła bądź biznesu polonijnego. Tymczasem na rynku tworzyły się naturalne nisze, których nie były w stanie zapełnić duże, państwowe lub do niedawna państwowe przedsiębiorstwa. Tam pojawiały się małe firmy.

Mam pewien prywatny żal o to, że osobom odpowiedzialnym wówczas za odnowę gospodarczą nie przyszło do głowy, aby wzrost aktywności małych i średnich firm asekurować jakimś przemyślanym systemem wspierania przedsiębiorczości. Mógł to być np. system kredytowy, pożyczkowy czy poręczeniowy. Jedynie Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości był instytucją, która podjęła ryzyko uruchomienia projektów wspierających kapitałowo małe podmioty.

Dlaczego tego wsparcia zabrakło?

— Instytucje finansowe państwa miały wtedy w portfelach mnóstwo złych kredytów i żadnych nadwyżek kapitałowych. Nie były zdolne do uruchomienia nowych projektów na rykach o nieokreślonym jeszcze ryzyku.

Czego się Pan obawiał jako ówczesny minister przekształceń własnościowych?

— Niektórych zagrożeń, które czyhały na polskie firmy przed 10 laty, nie udało się usunąć do dziś. Wiele firm miało i ma nadal niskie kapitały własne i ograniczony dostęp do źródeł finansowania rozwoju. Poza tym — infrastruktura. Dynamika finansowania jej rozbudowy pozostaje daleko w tyle za dynamiką rozwoju przedsiębiorczości. Obawiam się, że wkrótce będzie to jedna z podstawowych barier rozwoju polskich firm.

Istotnym problemem było i nadal jest prawo. Jednak nie można stworzyć stabilnego prawa w kraju, który próbuje przebudowywać wszystko naraz.

I najważniejszy „garb”, którego muszą się pozbyć prywatyzowane przedsiębiorstwa. Oprócz opóźnień technologicznych, mało efektywnej organizacji pracy, jeszcze ciążących na nich zobowiązań społecznych i bardzo silnej pozycji związków zawodowych. Dziś prywatyzacja postrzegana jest jako proces ostatniej szansy.

Jak, Pańskim zdaniem, polskie firmy są przygotowane do działania w rozszerzonej Unii Europejskiej?

— Nie mają dostatecznie dużo determinacji do otwartej rywalizacji na rynkach zagranicznych. Brak nam narodowych specjalności. Polskie podmioty gospodarcze nie mają swoich ambasadorów na rynkach zagranicznych. Po akcesji nastąpi wyraźny podział przedsiębiorstw na dwie grupy. W pierwszej znajdą się firmy, które potrafią wykorzystać doświadczenia zdobyte w okresie transformacji i które potrafią dostosować się do stale zmieniających warunków. Drugą grupę będą tworzyć niezrestrukturyzowane firmy państwowe, korzystające z parasola ochronnego, jaki nad nimi roztoczono. Ale ci, którzy dotychczas nie zostali poddani presji konkurencji, przegrają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Leder

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Strona główna / UE dokona weryfikacji