UE: liberalizacja handlu poczeka

Mira Wszelaka
opublikowano: 2001-12-10 00:00

Brak porozumienia o liberalizacji handlu z UE sprawi, że do końca 2002 r. Polska utrzyma na tym samym poziomie stawki celne na towary przetworzone. Wielu producentów będzie mieć więcej czasu na to, by przygotować się do walki z europejską konkurencją.

Negocjacje z Brukselą o liberalizacji handlu mają przygotować kandydatów do pełnego otwarcia rynku z chwilą akcesji. Jednak o ile w przypadku artykułów rolnych nie przetworzonych po długich negocjacjach udało się zawrzeć porozumienie, o tyle w przypadku wyrobów przetworzonych tak się nie stało. Negocjacje trwają ponad rok i na razie nie udało się osiągnąć kompromisu. W efekcie jeszcze co najmniej do końca 2002 r. Polska zachowa stawki celne na obecnym poziomie na takie artykuły, jak alkohol, jogurty, wyroby czekoladowe, wodę mineralną czy makaron.

Kością niezgody, która blokuje porozumienie, jest m.in. subsydiowanie unijnych towarów oraz — w przypadku wejścia na rynek UE — dodatkowe opłaty graniczne na produkty bazowe w gotowym wyrobie. Oprócz ceł „piętnastka” stosuje trzy dodatkowe instrumenty ochrony rynku: opłatę za zawartość cukru w produkcie, białka oraz tzw. podatek agrarny.

W rozmowach o liberalizacji Bruksela wyraźnie akcentuje potrzebę szerszego otwarcia polskiego rynku na wyroby alkoholowe oraz wodę mineralną. To właśnie na te produkty — zdaniem KE — Polska nadal utrzymuje zbyt wysoką stawkę celną, której z kolei nie ma w UE. Tymczasem krajowi negocjatorzy chcą uzyskać lepsze warunki w eksporcie wyrobów czekoladowych.

— Państwa „piętnastki” stosują nie tylko subsydia eksportowe, ale także dopłaty do produkcji mleka, zbóż oraz cukru, co automatycznie podwyższa konkurencyjność ich wyrobów — mówi Jerzy Plewa, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa, odpowiedzialny za negocjacje z Unią.

Eksport polskich wyrobów z tej grupy do krajów „piętnastki” odbywa się w zasadzie w ramach kontyngentów, a poza wydzielonymi limitami jest on dla producentów wysoce nieopłacalny.

Część ekonomistów uważa, że wraz z otwarciem rynku nastąpi szybki wzrost importu, który może okazać się tym bardziej niebezpieczny, że wiele unijnych produktów może być dotowanych.

— Polska nie jest jeszcze przygotowana do uzyskania korzyści z liberalizacji w takim wymiarze, jaki proponuje Unia — uważa Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska, profesor katedry integracji europejskiej w Szkole Głównej Handlowej.

— To w tej grupie towarów mamy najbardziej ujemne saldo w handlu z UE. Eksport stanowi 25 proc.tego, co kraje „piętnastki” sprzedają w Polsce — mówi Jerzy Plewa.

Możesz zainteresować się również: