UE żąda okresu przejściowego
Bruksela namawia Polskę do powrotu do okresu przejściowego dotyczącego zbiorników na gnojowicę. Tego rozwiązania chcą uniknąć polscy negocjatorzy. Twierdzą, że jego akceptacja będzie ciosem dla polskiej żywności.
To nietypowy przypadek w historii negocjacji. Bruksela namawia Polskę na okres przejściowy, a polscy negocjatorzy stawiają opór. Urzędników Komisji Europejskiej nie przekonują dostarczone przez Polskę wyjaśnienia, że polscy rolnicy znajdą pieniądze na budowę zbiorników na gnojowicę, a także zapewnienia, że ilość azotanów pochodzenia zwierzęcego przenikająca do polskich wód jest minimalna.
(Nie)poważne koszty
Dwa lata temu Polska poprosiła Unię o ośmioletni okres przejściowy w sprawie ochrony wód przed zanieczyszczeniami spowodowanymi przez azotany, znajdujące się w gnojowicy. Eksperci z ówczesnego Ministerstwa Ochrony Środowiska szacowali minimalny koszt wdrożenia dyrektywy na 3 mld EUR (10,14 mld zł).
— Największe koszty są związane z budową zbiorników na gnojowicę. Koszt budowy jednego oceniany jest na 5 tys. EUR (16,9 tys. zł) — przekonywaliśmy Unię.
Konieczne jest nie tylko wybudowanie zbiorników na gnojowicę, ale też przygotowanie miejsc do składowania nawozów mineralnych i wprowadzenie planów nawożenia mineralnego.
Potem jednak rząd zmienił zdanie, bo wbrew wcześniejszym obawom azotany pochodzenia zwierzęcego stanowią ułamek zanieczyszczeń. Nasi negocjatorzy tłumaczą, że polskie ekstensywne rolnictwo jest bardziej ekologiczne niż unijne i podejrzewają UE o spisek, który ma na celu storpedowanie dobrej opinii o naszej żywności.
— Jeżeli zgodzimy się na utworzenie stref wrażliwych, to przyznamy się, że nasze produkty roślinne wchłaniają azotany — wyjaśnia jedna z osób z polskiej delegacji.
Wtedy nawet wielomilionowe kosztowne analizy nie uratują opinii o krajowej żywności. W polskiej misji przy Unii można usłyszeć, że wpieranie nam przez Unię okresu przejściowego to objaw bezpardonowej walki z tanią i konkurencyjną żywnością z Polski.
Wątpliwości komisji
W dyrekcji ds. ochrony środowiska w Brukseli panuje przekonanie, że nagłe rezygnowanie z długich i kosztownych okresów przejściowych podważa wiarygodność polskich negocjatorów. Niewykluczone, że Polska źle oszacowała koszty dwa lata temu, ale — zdaniem KE — równie prawdopodobne jest, że wycofujemy się ze swoich próśb ze względów politycznych tylko po to, aby przyspieszyć negocjacje.