Ukryty smok steruje rynkami

opublikowano: 14-03-2016, 22:00

Ceny dóbr alternatywnych mogą być niezależne od warunków na giełdzie, ale pozostają silnie związane z nastrojami chińskich inwestorów

Dane z alternatywnych rynków zdecydowanym ruchem wybudzają inwestorów ze snu — wizja odległej od finansowych tąpnięć przystani dla kapitału urywa się wraz ze stwierdzeniem, że korelacja jest jednak dodatnia. Nawet jeśli nie chodzi o związek ze zmianami na giełdzie, światowy obrót kolekcjonerskimi winami, zegarkami, diamentami czy obrazami Picassa jest silnie związany z sytuacją chińskiej gospodarki. Rynek sztuki ostatnio na tym tracił, a zyskiwały drogie torebki z krótkimi uszami.

Wina spekulantów

Udział azjatyckich inwestorów w kształtowaniu trendów na rynku kolekcjonerskich win nie jest niespodzianką, bo informacje o popycie ze Wschodu pojawiają się w branżowych wiadomościach prawie tak często jak wieści z Bordeaux. Po poluźnieniu polityki podatkowej w 2008 r. chińscy inwestorzy zaczęli sprowadzać skrzynki z europejskimi trunkami na taką skalę, że doprowadzili do gwałtownego wzrostu cen na londyńskiej giełdzie Liv-ex.

Notowania tej platformy odpowiedziały w tym czasie również na zniesienie wszystkich wwozowych opłat na wina w Hongkongu — indeks najbardziej rozchwytywanych butelek rósł jednak do czasu, aż chińska polityka antykorupcyjna pociągnęła go z powrotem w dół, do poziomu, który utrzymuje się już 2 lata. Poza śmiałymi zakupami skrzynek ostemplowanych przez bordoskie châteaux, apetyt azjatyckich inwestorów widać też po przejęciach całych posiadłości — co, jak można przewidzieć, zaowocuje zwiększeniem obrotu. Sama antykorupcyjna kampania z 2012 r. odbiła się natomiast nie tylko na popycie na kolekcjonerskie trunki, ale też na dzieła sztuki czy diamenty.

Osłabienie juana i nierównowaga wywołana zawyżaniem cen surowca przez wydobywców okazały się tylko pogłębiać diamentowe spadki, których podstawowa przyczyna tkwi i tak w chińskiej reformie. Nieprzypadkowo największych zakupów szlachetnych kamieni branża nie spodziewała się w okolicach Gwiazdki, ale na okoliczność lutowych obchodów chińskiego roku małpy.

Zielona wyspa

Liu Yiqian dorobił się na obrocie akcjami i nieruchomościami, ale na światowym rynku sztuki stał się w pewnym sensie symbolem chińskiego kolekcjonerstwa, licytując w zeszłym roku akt Modiglianiego do ponad 170 mln USD (654 mln zł). Zainteresowanie azjatyckich inwestorów widać w dodatku nie tylko na aukcjach muzealnych obiektów ze Starego Kontynentu, ale przede wszystkim na licytacjach współczesnej sztuki chińskich artystów — wywindowane przez spekulantów stawki za ich prace od kilku lat wypełniają najwyższe pozycje w rocznych podsumowaniach rekordów publikowanych przez Artprice.

Rządowe rygory dotyczące zakupów dóbr luksusowych odcisnęły się i na tym rynku, ale w przeciwieństwie do obrotu winem czy diamentami do ubiegłego roku widoczne było spore odbicie. W czasie załamania kursu juana handel dziełami musiał się jednak osłabić — w 2015 r. światowy obrót zmniejszył się 7 proc., do 63,8 mld USD (245,4 mld zł), wynika z danych agencji Bloomberg.

Słysząc więc o ożywieniu na polskich aukcjach, można odnieść wrażenie, że albo coś się w tych zestawieniach nie zgadza, albo krajowy obrót jest w całości poza zagranicznymi tendencjami. Chociaż jedno i drugie nie jest do końca prawdą, rodzimy handel rzeczywiście koncentruje się na ofercie lokalnej — a nawet w roku nieprzewidywalnej małpy trudno sobie wyobrazić, że w gust smoka trafi nagle malarstwo Kossaków.

Kapitał w torebce

Na przykładzie rynków diamentów, win czy obrazów można wnioskować, że sytuacja, w której indeksy cen kolekcjonerskich aktywów rosną bez załamań, wyklucza azjatyckie udziały. Zaprzeczy temu chociażby wykres cen inwestycyjnych zegarków, na którym od kilkunastu lat nie zaobserwowano większego zawahania — a, jak podaje dom aukcyjny Christie’s — chińscy kolekcjonerzy stanowią na tym rynku 30-40 proc.

Poza wygrawerowaną sygnaturą Patek Philippe uwagę tamtejszych inwestorów obu płci skutecznie wabi też logo Hermès, szczególnie to, którego właściwie nie widać na najbardziej poszukiwanej torebce. Prosty w formie model Birkin stał się właściwie oddzielną klasą aktywów, bo światowe domy aukcyjne regularnie poświęcają mu osobne katalogi, a podaż z rynku pierwotnego jest tak niska, że ceny na wtórnym zaliczają kolejne skoki.

Z genewskim zegarkiem na nadgarstku i torbą Hermès w dłoni wypada tylko odjechać kolekcjonerskim samochodem — jedynym dobrem w tym zestawie, którego wartość nie jest na razie z chińskim popytem skorelowana. Wiekowe auta licytowane są coraz częściej i w Europie, i za oceanem, ale w Chinach, Ferrari z lat 60. pozostaje objęte restrykcyjnymi przepisami o imporcie samochodów używanych. W wyniku tych barier inwestorzy stymulują rynek nowoczesnych limuzyn i aut sportowych, a indeksy klasycznych samochodów niezachwianie rosną. Do czasu, aż rok małpy czy koguta nie przyniesie ustawowej zmiany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane