Umarzanie akcji ciągle w modzie

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 1998-12-30 00:00

UMARZANIE AKCJI CIĄGLE W MODZIE

Skupowanie akcji ma niewielki wpływ na kształtowanie się kursów giełdowych

OBCIĄŻENIE: Polifarb CW, którego prezesem jest Edward Płatek, zmuszony został przez BIG BG do wydania aż 40 mln zł na wykup własnych akcji. fot. ARC

Modnym zjawiskiem, jakie można ostatnio zaobserwować na Warszwskiej GPW, jest skupowanie własnych akcji w celu ich umorzenia. Operacja ta budzi jednak sporo kontrowersji, a patrząc na efekty można mieć wątpliwości co do jej opłacalności.

Obecnie „buy back” prowadzi dziewięć spółek. Chętnych jest jednak znacznie więcej. W przyszłości swoje akcje zamierzają skupować między innymi: Permedia, Energoaparatura, ZEG, Howell, Wafapomp, Vistula, Elzab i Elpo. Na razie tylko jednej firmie, Hucie Oława, udało się wykonać zakładane plany.

Za i przeciw

„Buy backŐŐ podejmowany jest w celu poprawy wskaźników. Opłacalny staje się w momencie gdy wskaźnik C/WK spada poniżej jedności. Po ściągnięciu pewnej ilości akcji z rynku, zmniejsza się liczba akcji, na jakie trzeba podzielić wypracowany zysk netto. Dzięki temu można uzyskać znaczące zwiększenie wartości zysku na akcję.

Zdaniem niektórych analityków, skupowanie jest często procesem kontrowersyjnym. O ile bowiem w przypadku, gdy spółka dysponuje wolną gotówką i nie ma pomysłu co z nią zrobić, taką operację można uważać za celową, o tyle w przypadku gdy podejmowana jest jedynie z chęci poprawy wizerunku, trudno mówić o przemyślanym działaniu.

Zyskali i stracili

Ważnym celem skupowania własnych akcji jest też chęć podniesienia ich kursu. Spółki tłumaczą się przy tym dobrem akcjonariuszy, którzy tracą na posiadanych pakietach tanich akcji. Jednak znacząca większość spółek pomyliła się w swoich przewidywaniach. Jedynie kurs akcji Polifarbu CW i TIM-u wzrósł. W przypadku tego pierwszego, w ciągu niespełna dwóch miesięcy, cena akcji wzrosła o blisko 50 proc. TIM nie może się poszczycić tak spektakularnymi osiągnięciami, gdyż jego kurs wzrósł zaledwie o 4,5 proc.

Co to daje

Czyżby więc skupowanie własnych akcji można było uznać jedynie za modę? Do takich wniosków prowadzić może przykład Oławy. Huta wycofała z rynku 8,30 proc. kapitału akcyjnego — przeznaczając na ten cel 1,35 mln zł, co stanowiło blisko 30 proc. zeszłorocznego zysku netto, a udało się jedynie poprawić o kilka procent wskaźniki rynkowe. Te jednak, zdaniem jednego z analityków, dla przeciętnego gracza giełdowego nie mają aż tak istotnego znaczenia jak kurs. Trudno więc jednoznacznie ocenić czy „buy back” jest opłacalną inwestycją. O jej powodzeniu decyduje wiele czynników, z których najistotniejszymi są chyba wyniki finansowe. Bez ich ustabilizowania ciężko jest bowiem przekonać inwestorów do akcji, a tym samym zwiększyć na nie popyt. Sztuczne sterowanie wskaźnikami najczęściej daje jedynie krótkotrwały efekt i wcale nie pomaga spółce, a wręcz przeciwnie. Dodatkowo wysysa tylko pieniądze.