Unia Europejska chce ubezpieczyć ryby

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-12-20 00:00

UE wyciągnie rękę do śniętych karpi. Dzisiaj hodowców nie stać na ich ubezpieczenie. Jeśli będzie obowiązkowe, sytuacja... nie musi się zmienić.

Sezon na karpia to nie dla wszystkich rybaków czas żniw. Gospodarstwo Rybackie Rakowice (GRR) odebrało w zeszłym tygodniu nagrodę dla najlepszego przedsiębiorstwa rybackiego w rankingu Agencji Nieruchomości Rolnych. W przyszłym będzie jednym z najgorszych. Powód nazywa się KHV i jest wirusem atakującym karpie. Rozwiązaniem jest ubezpieczenie, ale tylko w teorii. W praktyce rybaków na to nie stać. Zmiany nadciągają jednak z UE.

CZEKANIE NA POMOC: W zeszłym roku sprzedaliśmy ryby i materiał
 zarybieniowy za 502 tys. zł. W tym roku nie przekroczymy 15
 tys. zł — mówi Jerzy Bobrowski, prezes Gospodarstwa Rybackiego
 Rakowice. Rybacy czekają na pomoc polityków, a ci na rozwiązania
 unijne, bo na ubezpieczenie hodowli ich dzisiaj nie stać. [FOT. GK]
CZEKANIE NA POMOC: W zeszłym roku sprzedaliśmy ryby i materiał zarybieniowy za 502 tys. zł. W tym roku nie przekroczymy 15 tys. zł — mówi Jerzy Bobrowski, prezes Gospodarstwa Rybackiego Rakowice. Rybacy czekają na pomoc polityków, a ci na rozwiązania unijne, bo na ubezpieczenie hodowli ich dzisiaj nie stać. [FOT. GK]
None
None

Zdrów jak ryba

— Z ponad 0,5 mln zł zysku netto wypracowanego w ubiegłym roku w tym zrobiła się strata. Straciliśmy 95 proc. karpi o wartości 350 tys. zł. Do tego doszły koszty utylizacji. Z odbudową hodowli będziemy się borykać przez 3-4 lata — mówi Jerzy Bobrowski, prezes GRR.

Rakowickie karpie pogrążył wirus KHV.

— Nie ma przed nim skutecznej metody ochrony. Dzisiaj koszt ubezpieczenia takiej hodowli jak moja jest równy 100 proc. jej wartości handlowej, a więc nikt się na to nie zdecyduje. W efekcie wiele rybackich biznesów budowanych przez lata ma problemy — twierdzi Jerzy Bobrowski.

Krzysztof Karoń, prezes Związku Producentów Ryb, informuje, że branża apelowała już do resortu rolnictwa, żeby objął rybaków obowiązkowym ubezpieczeniem, takim, jakie obowiązuje rolników. Resort je zapowiada. „Planowane jest wprowadzenie ww. rozwiązań, analogicznie do tych zaprojektowanych dla rolników. Europejski Fundusz Morski i Rybacki na lata 2014-20 mógłby powiększyć bowiem dotychczasową sumę dopłat do ubezpieczeń dla rolników, w tym rybaków i hodowców ryb. Zwiększona powszechność ubezpieczeń rolniczych, a także traktowanie hodowli ryb jako działalności rolniczej prowadzonej w gospodarstwie rybackim (a więc zgodnie z rzeczywistością) w dłuższej perspektywie mogłoby skutkować obniżeniem kosztów jednostkowych ubezpieczenia. W takim przypadku dla hodowców byłoby to dobre rozwiązanie, ponieważ istniałby mechanizm obniżania ryzyka produkcyjnego” — napisało biuro prasowe Stanisława Kalemby.

Kosztowne ryzyko

Krzysztof Karoń i Jerzy Bobrowski są przekonani, że obowiązek takiego ubezpieczenia zmniejszy jego koszt, jednak branża ubezpieczeniowa sceptycznie podchodzi do tego pomysłu.

— Polska należy do europejskiej czołówki, jeśli chodzi o liczbę ubezpieczeń obowiązkowych — jest ich ponad 160. Aby w ogóle próbować komentować pomysł ubezpieczenia przed ryzykiem wirusa KHV, należałoby najpierw sprawdzić, jak duży jest to rynek i jak duże mogą być potencjalne straty związane z wirusem. Pewne jest jedno — jeśli ryzyko jest trudne i ubezpieczenie go jest kosztowne, to wprowadzenie obowiązku absolutnie niczego nie zmieni. To nadal będzie produkt drogi, tyle że obowiązkowy. W tym przypadku sprawa jest o tyle trudna, że mówimy o stosunkowo niewielkiej grupie producentów narażonych jednocześnie na to samo zdarzenie szkodowe. W takim przypadku bardzo trudno jest o tzw. rozproszenie ryzyka — komentuje Marcin Tarczyński, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń.